Teatralny odlot Ani Rusowicz

1 lutego 2014 18:18

Od rockowej psychodelii, przez Kurta Cobaina, aż po klasyki polskiego bigbitu – koncert Ani Rusowicz w bielskim Teatrze Polskim przyniósł wiele zaskoczeń.

Ania Rusowicz, Teatr Polski Bielsko-Biała, 31.01.14

Kto by pomyślał, że Ania Rusowicz, rozpoczynając solową karierę od śpiewania piosenek swojej mamy, okaże się artystką tak zaskakującą i różnorodną. Udowodniła to już na wydanej jesienią ubiegłego roku drugiej płycie „Genesis”. Materiał zrealizowany pod czujnym producenckim uchem Piotra Waglewskiego, znanego jako Emade, choć mocno osadzony w klimatach rock’n’rolla lat 60., jest bardzo świeżą propozycją. To pierwsza płyta w polskim mainstreamie, którą można ustawić w jednym rzędzie z płytami The Black Keys czy Jacka White’a (zwłaszcza The Dead Weather). Jej głównym atutem są dobre piosenki z intrygującymi polskimi tekstami, które na żywo sprawdzają się znakomicie.

Podczas koncertu w bielskim teatrze Ania skupiła się na materiale z „Genesis”. Na dzień dobry zabrzmiały hard-rockowe „Anioły”, po których Ania uprzedziła publiczność, że koncert będzie miał psychodeliczny wymiar. Bez wątpienia wśród publiczności znalazły się osoby, które przyciągnęło na koncert nazwisko Rusowicz, z nadzieją, że usłyszą piosenki Ady. Tymczasem utwory te były w mniejszości – kilka numerów z debiutu pojawiło się pod koniec koncertu. Czy przez to osoby czekające na powtórkę z przeszłości miały prawo czuć się zawiedzione? Nic podobnego. Nowe numery Ani, utrzymane w rockowo-hipisowskim klimacie, okazały się na tyle atrakcyjne, że o jakimkolwiek niezadowoleniu nie było mowy. Takich piosenek jak „Ptaki”, „To co było” czy „Nie uciekaj” po prostu dobrze się słucha. To świetne numery. Poza tym wokalistka uczyniła w stronę publiczności kilka miłych gestów, pozwalając słuchaczom m.in. wybrać utwory, które zespół ma zagrać na bis.

Nie można mówić o koncercie Ani Rusowicz zapominając o zespole. Artystka ma spore szczęście – udało jej się trafić na muzyków, którzy nie tylko czują klimat rockowej psychodelii, ale wkładają w nią sporo serca. Dzięki temu na scenie oglądamy spójny kolektyw, a nie grupę przypadkowo zebranych muzyków. Dopełnieniem koncertu były wielobarwne animacje wyświetlane na wielkim ekranie rozwieszonym nad sceną teatralną. Ciekawym dodatkiem był także wyciszony cover „Come As You Are” Nirvany. Ania w wywiadzie udzielonemu naszemu portalowi po koncercie przyznała, że grunge to muzyka jej młodości. Cała rozmowa już wkrótce pojawi się w naszym serwisie. Nie przegapcie!

Marcin Bieniek

foto: materiały prasowe

 


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›