Zostałem z gitarą w ręce – wywiad z Emilem Blantem z The Marians

19 November 2011 00:47
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Emil Blant, twórca i główny dowodzący mysłowickiej formacji The Marians opowiada nam o drugiej płycie swojego zespołu. Ponadto lider zdradza za co ceni teksty hiphopowe oraz czym zaskoczy nas w przyszłym roku.

M.B-.Kiedy usłyszałem was po raz pierwszy byłem pod wielkim wrażeniem. Świetne energiczne kawałki, dobre polskie teksty – to było to. Wydawało mi się, że będzie o was głośno, niestety zniknęliście.

E.B.-Biznes muzyczny to ciężki temat. Oczywiście że nam zależało, ale to chyba za mało. Czegoś wyraźnie zabrakło, ale czego to nie potrafię jednoznacznie stwierdzić. Może powodem jest to, że tak naprawdę w  The Marians jestem jedyną osobą, która zajmuje sie wszystkimi aspektami zespołu – począwszy od tekstów, muzyki, procesu nagrywania, produkcji, teledysków i finansowania tego wszystkiego. Czasem sobie myślę, że taki system to za mało żeby móc coś zdziałać na pełny etat.

M.B.-Odnośnie samej produkcji płyta “Radioskun” była całkiem nieźle zrobiona od strony technicznej (jak na debiutujący zespół). Jak udało wam się osiągnąć tak dobry efekt brzmieniowy?

E.B.-Niestety nie podzielam Twojego zdania. Ta płyta nie brzmi aż tak dobrze. Powiem szczerze, że nie potrafię jej słuchać i z biegiem czasu w ogóle mi sie nie podoba jej aspekt brzmieniowy. Piosenki są ok, ale zrobiłbym to jeszcze raz na pewno dużo lepiej. A wynika to z tego, że ta płyta to był totalny eksperyment przy którym uczyłem się całego procesu nagrywania.

M.B.-Od czasu wydania “Radioskun” nie koncertowaliście zbyt wiele. Co działo się z zespołem przez ten czas?

E.B.-Po wydaniu płyty zagraliśmy krótką trasę, na którą przyszło łącznie może ze 100 osób. Żeby to zorganizować wyłożyłem trochę swojego grosza, który średnio się zwrócił.  Potem usiadłem w studiu i zacząłem robić płytę, która zajęła mi w sumie 2 lata. Zgromadziłem przez ten czas kawałków na dwie płyty. W ciągu tych dwóch lat, żeby móc spokojnie pracować nad tym materiałem,  musiałem sprzedać większość swojego sprzętu do grania oraz studyjnego. I tak oto powstał “Fight Club”, a ja zostałem tylko z gitarą w ręce (śmiech).

M.B.-Właśnie ukazała się druga część waszej trylogii. Może opowiecie coś o samym jej zamyśle? Czy poszczególne płyty różnią się od siebie czymś szczególnym?

E.B.-Co do koncepcji płyt, to powiem szczerze, że nie zastanawiam się jakoś szczególnie na tym. Po prostu teksty, piosenki przychodzą same i tworzą pewnego rodzaju całość. To samo tyczy się brzmienia, nie ma tu jakieś kalkulacji, że to będzie tak, a tak. Gramy, nagrywamy i wydajemy w takim kształcie w jakim z nas wychodzi.

M.B.-Na “Fightclub” słychać sporo stoner-rockowych inspiracji. Zgodzicie się z tym?

E.B.-Tak zgadzam się, że Fight Club brzmi trochę stonerowo. Nie ukrywam, że muzyka QOTSA zajmuje w moim życiu bardzo ważne miejsce i stąd pewnie te inspiracje.

M.B.-Gdyby czytać wasze teksty bez muzyki można by pomyśleć, że to słowa utworów hiphopowych. Inspirujecie się hip-hopem? Polskie teksty są dla was ważne?

E.B.-Od zawsze hip-hop zajmował część mojego życia, zwłaszcza jeśli chodzi  o sferę tekstową. Podoba mi się, że teksty mogą być tam dużo bardziej rozbudowane, mogą opowiadać skomplikowane historie, gdzie w muzyce rockowej jest to o wiele trudniejsze do zrobienia.

M.B.-Skąd pomysł na zamieszczenia na krążku własnej wersji “Szarych miraży” Maanamu?

E.B.-Graliśmy kiedyś na śmiesznym przesłuchaniu na festynie w Węgorzewie i tam trzeba było przygotować jakiś cover. Zrobiliśmy wtedy  “Szare Miraże”, i na tyle mi sie spodobały , że wrzuciłem je na płytę. Generalnie nie jestem fanem coverów, ale ten jakoś mnie przekonał.

M.B.-Wraz z płytą ukazuje się także DVD z waszego koncertu w Mysłowicach. Możecie opowiedzieć coś o jego powstaniu?

E.B.-Niestety z tego DVD został złożony tylko jeden numer, czyli “Wściekłe Psy”, ponieważ gościu który miał materiał z najważniejszej kamery umieszczonej na żurawiu, dziwnym trafem zapadł się pod ziemie razem z tą taśmą. Ogólnie średnio lubię o tym rozmawiać, bo wtedy mam ochotę komuś zrobić krzywdę (śmiech).

M.B.-Mysłowice były kiedyś uznawane za gitarową stolicę polski. Ostatnio jednak coraz mniej słychać o zespołach z waszego miasta. Nadal dzieją się tam ciekawe rzeczy?

E.B.-W Mysłowicach nadal sie sporo dzieje, ale jest duża tendencja, że bandy umierają śmiercią naturalną właśnie przez to, że pomimo starań i tego, że spoko grają, nie mogą sie absolutnie przebić ze swoja muzą.

M.B.-Jakie najbliższe plany zespołu? Kiedy możemy spodziewać trzeciej części waszej trylogii?

E.B.-Co do planów zespołu to dzień dzisiejszy nie ma żadnych szczególnych. Ja jestem teraz zajęty płytą mojego nowego bandu Holly Blue @ Soundpetersburg , z którym planuje wydać płytę na wiosnę przyszłego roku i na tym się w tym momencie koncentruję. Tak jak wspominałem, mam juz  nagraną część śladów na trzecią cześć trylogii The Marians, która zatytułowana będzie “RedTube”. W zależności od czasu jakim będę dysponował, może uda się  w przyszłym roku ją wydać. Niestety z paru wyższych powodów nie przewiduję w tym momencie grania na żywo tego materiału.

Marcin Bieniek, listopad 2011

foto:materialy prasowe

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›