Tres b. – rozmowa z Misią Furtak

27 listopada 2010 10:29
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Jarosław Wieczorek -Wasza muzyka brzmi bardzo spontanicznie i naturalnie. Czy tak właśnie w waszym przypadku wygląda praca nad materiałem? Czy jest to proces oparty na spontaniczności czy też raczej działanie planowane, wymagające zdyscyplinowania i rygoru?

Misia Furtak – Oczywiście jest to kombinacja. Na pewnych etapach pracy przydaje się bycie spontanicznym, a na innych dyscyplina i rygor.

JW-Wasza muzyka opisywana jest jako międzynarodowa, nie ograniczona waszym odmiennym pochodzeniem w sensie geograficznym. Wydaje mi się jednak, że wrażliwość artysty, jego preferencje estetyczne zawsze w pewnym stopniu kształtowane są przez kontekst tak historyczny jak i geograficzny z jakiego artysta się wywodzi – nawet jeżeli ostatecznie wpływy te nie są słyszalne dla odbiorcy, to jednak rzutują  na sam proces twórczy. Czy zgadzasz się z tym stwierdzeniem? Czy jesteś w stanie zidentyfikować tego rodzaju wpływy w twoim przypadku lub w przypadku twoich kolegów z zespołu?

MF-Anthony odpowie ci na to pytanie – its not so much the context of the places as it is the person that you become through being confronted with these contexts. so the fact that we ve had to change our location so often and the fact the we keep on doing that determins who we are. to be honest we have no real clue how that translates into the music, cause a lot of how we write music is based on our feeling way more than on pure logic, but its sure that the moving around has changed us.

JW- Czy nie czułaś się nigdy w jakimś stopniu ograniczana przez swoich kolegów podczas tworzenia konkretnych utworów? Czy punkt widzenia któregoś z was nie narzucał pozostałym członkom zespołu jakichś określonych rozwiązań w trakcie pracy nad utworami? Na ile wasza współpraca wymaga od was pewnych kompromisów.?

MF-My się raczej nie kłócimy. generalnie jest tak, że jestesmy zespolem, wiec to co bedzie efektem naszej pracy musi podobac sie wszystkim jego czlonkom, malo tego, wszyscy powinni byc z efektów wspólnej pracy dumni. Wiadomo ze w jednej piosence przewodzi ktos, a w innej ktos inny, ale ogolnie to musi byc tak, że to jest nasze, wspólne. Ja i Anthony mamy projekty solowe, i wtedy jest zupelnie inna dynamika. Mozna pracowac nawet z tym samym zespolem ludzi, ale zmieniają się kompletnie funkcje. A zespół to zespół.

JW – Znaczna część utworów zawartych na waszej nowej płycie „The Other Hand” wydaje się mieć nieco ambiwalentny charakter: w pierwszej chwili zdają się naładowane pozytywną energią, pełne spokoju. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że w subtelny sposób są one także podszyte jakimś smutnym podtekstem, że pod tą pozytywną fasadą kryje się jakiś mrok i poczucie niepokoju… Czy to tylko moje wrażenie?

MF- Duzo sie dzialo kiedy ta plyta powstawala, przy nagrywaniu i u nas w ogóle prywatnie, proces był długi i męczący a życie nas na bieżąco podgryzało, więc nie da się uniknąć pomieszanych emocji. Przez rok pracy nad płytą różne rzeczy się czuję i wiele z tego przebija się na płytę, oczywiście.

JW– Jaki jest wasz stosunek do muzyki? Czy traktujecie ją zupełnie na poważnie, jako jakiś rodzaj jednostronnej komunikacji ze słuchaczem? Czy też może jest to dla was coś czysto estetycznego, to znaczy coś co przede wszystkim musi być piękne, nie koniecznie znaczące lub prawdziwe? Czy może po prostu traktujecie to jako rodzaj niezobowiązującej zabawy?

MF-Szczerze ci powiem, że chyba nie rozumiem tego twojego pytania. Po pierwsze- oczywiście, że traktujemy muzykę poważnie, a komunikacja z założenia zakładada więcej niż jedną stronę uczestniczącą.. Po drugie- trudno mi sobie wyobrazić pisanie “pięknej” muzyki która jest “nieznacząca” i “nieprawdziwa”. Nie wiem jak by to miało brzmieć. Wybierz sobie tak na szybko w głowie artystę, którego muzykę uważasz za piękną. Nie myślisz, że to, że tak uważasz bierze się z tego, że ta muzyka coś ci robi, przynosi uczucia, wspomnienia, i właśnie przez to staje się prawdziwa i wtedy też nabiera dla ciebie znaczenia? Może innego niż miała na początku dla artysty, ale to bez znaczenia. Właśnie ta interakcja, między twórcą a odbiorcą i to jak muzyka może nabrać nowego życia po wysłaniu jej przez artystę w świat są najciekawsze dla mnie. No i oczywiście nie traktujemy grania i muzyki jako niezobowiązującej zabawy. Życie muzyka jest bardzo trudne i niepewne i nikt o zdrowych zmysłach nie pakuję się w to dla zabawy. Jakbyśmy chcieli niezobowiązującej zabawy to byśmy sobie z kolegami z zespołu pochodzili na karaoke. Ale to nas artystycznie nie satysfakcjonuje.

JW-Podobno jednym z powtarzalnych elementów waszych występów jest zastosowanie, jako rodzaju efektu wizualnego, baniek mydlanych. Ponadto bańki pojawiają się także w teledysku do utworu „Ola”. Zastanawia mnie o co właściwie z nimi chodzi? Czemu akurat bańki? Czy są one stosowane po prostu dla efektu, czy ma to może dla was jakieś głębsze, bardziej symboliczne znaczenie…?

MF- A co dla ciebie mogą znaczyć te nasze bańki?

JW– Czy marzy wam się może wzbogacenie warstwy wizualnej waszych koncertów o jakieś szczególne elementy, scenografię, efekty? A może jest jakieś konkretne lokum, w którym szczególnie chcielibyście kiedyś wystąpić? Czy ten czysto wizualny aspekt koncertów jest dla was istotny?

MF-Wiesz, ja wolę marzyć o rzeczach naprawę odległych i na ten moment kompletnie nie osiągalnych. Umówienie się z kimś od świateł albo wizuali w ogóle nie jest skomplikowane, zresztą myslimy teraz akurat nad jakimiś dodatkowymi efektami wizualnymi. A jeśli chodzi o miejsca, to ja bardzo lubię takie “kościółkowe” wnętrza. Widziałam ostanio scenę festiwalu, któremu kuratoruje Bryce Dessner, Music Now. To jest piękna scena. Śliczna, kameralna, ze stylowym oldschoolowym neonem. I to jest materiał do marzenia.

JW-Wracając do waszej ostatniej płyty, cały album „The Other Hand” można obecnie przesłuchać w streamingu na waszej oficjalnej stronie. Wiele wytwórni muzycznych prowadzi dość „zaborczą” politykę w stosunku do własnych wydawnictw i, o ile wiem, tego rodzaju posunięcia nie są zbyt częste. Co was skłoniło do takiej decyzji? Jak ustosunkował się do tego wasz obecny wydawca?

MF-Dla mnie jest tak oczywiste, że płyty powinno można być posłuchać w internecie, że nie wyobrażam sobie, że to mogłby być problem. Czy kupiłbyś płytę kogoś, kto podobno jest fajny, bo kolega kolegi ci powiedział? Bo ja nie. Najpierw chce się usłyszeć tę muzykę, jeśli rzeczywiście ci się podoba to pójdziesz na koncert i tam, jeśli ci się spodoba kupisz prawdziwą płytę. A dla artysty też jest to milsze, że jak przyjdziesz na koncert to będziesz znał materiał, który słyszysz. Zupełnie bez przesłuchania płyty może ludzie kupią płytę artysty o znanym nazwisku, bo go lubią za inne rzeczy i idą za marką. Nasza marka dopiero się wyrabia i tak naprawde najlepszą reklamą dla nas jest nasza muzyka, która w związku z tym musi się dać usłyszeć.

JW– Dziękuję

Jarosław Wieczorek, listopad 2010

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›