rozmowa z zespołem Midlake

19 stycznia 2011 04:19
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Tim Smith i Eric Nichelson – założyciele grupy Midlake, tuż przed swoim koncertem na festiwalu Ars Cameralis, odpowiedzieli na kilka naszych pytań. Wypytywaliśmy głównie o inspiracje towarzyszące powstaniu ostatniej płyty zespołu “The Courage of Others”, a także fascynacje europejskim malarstwem oraz filmem.

Marcin Bieniek: Zespół powstał w czasie, gdy część z was studiowała jazz. To zastanawiające, ponieważ pomimo kilku odwołań, w waszej muzyce jest niewiele śladów jazzu.

Tim Smith: To było około 12 lat temu, wtedy każdy z nas słuchał nieco innej muzyki niż obecnie. Kiedy zakładaliśmy zespół zdecydowaliśmy jednogłośnie, że nie chcemy grać jazzu. Próbowaliśmy wtedy znaleźć własną drogę do tworzenia muzyki. Oczywiście w naszych utworach można odnaleźć elementy jazzu, zwłaszcza w ich wersjach koncertowych, ale trudno je jednoznacznie przypisać do tego gatunku.

MB: Co na to wasi ówcześni przyjaciele z którymi uczęszczaliście na zajęcia?

TS: Uznali nas za zdrajców (śmiech). Uczelnia na którą chodziliśmy była naprawdę duża, mieliśmy wielu znajomych. Wielu z nich tworzyło zespoły grające coś odmiennego niż jazz, jak funk czy rock, ale my poszliśmy najdalej.

MB: Wasz ostatni album “The Courage of Others” jest bardzo intrygujący od okładki przez muzykę, aż po teksty. Jakie były wasze inspiracje przy tworzeniu tego krążka? Wyczytałem gdzieś, że byłeś zafascynowany filmem kultowym rosyjskim filmem “Andrei Rublev” w reżyserii Tarkowskiego.

TS: Zgadza się, uwielbiam ten film. Znalazłem go w lokalnym sklepie z płytami. Nie miałem zielonego pojęcia o Tarkowskim, ale moją uwagę przyciągnęła okładka. Ciężko stwierdzić w jaki sposób film wpłynął na muzykę zawartą na płycie. Jest ona zależna od tak wielu czynników, których nie potrafię uchwycić, że ciężko jednoznacznie się do nich odnieść.  Z cała pewnością wpłynął w znacznym stopniu na okładkę płyty.

MB: Czyli malarstwo potrafi cię zainspirować do pisania muzyki?

TS: Tak, swego czasu byłem zafascynowany malarstwem Bruegela. W całej sztuce okresów średniowiecza i renesansu jest coś mrocznego i tajemniczego, co mnie bardzo pociąga.

MB: Podejrzewam, że trasa po Europie, w której roi się od muzeów i galerii musi być dla ciebie czymś interesującym?

TS: Podejrzewam, że tak by było, ale niestety, gdy jesteśmy w trasie, nie mamy zbyt wiele czasu na zwiedzanie miast, które odwiedzamy. Zresztą spójrz, to nasz pierwszy występ w Polsce, a już jutro gramy w Helsinkach. To trochę szalone. Oczywiście czasem zdarzy się, że mamy kilka dni wolnego, więc co nieco już widzieliśmy, ale nie na tyle na ile byśmy sobie tego życzyli. Szczerze mówiąc podróżowanie w trasie różni się od podróżowania traktowanego jako urlop. Bądź co bądź jesteśmy w pracy (śmiech).

MB: Co z muzycznymi inspiracjami towarzyszącymi nagrywaniu waszej ostatniej płyty? Kiedy słuchałem “The Courage of Others” do głowy przychodzą skojarzenia z brytyjskim folkiem lat 60.

TS: Tak, to dobry trop. Po nagraniu “The Trials Of Van Occupanther” odkryłem kilka interesujących zespołów pochodzących z tamtego okresu, o których nigdy wcześniej nie słyszałem. Mam tutaj na myśli grupy pokroju Fairport Convention czy Incredible String Band. Szybko zakochałem się w tych dźwiękach, podrzuciłem nagrania kolegom z zespołu. Zainteresowałem się tym tematem, rozpocząłem przeszukiwać blogi internetowe w poszukiwaniu starych archiwalnych nagrań. O dziwo znalazłem całkiem sporo dobrych zespołów, o których pewnie nie słyszało zbyt wiele osób. To ogromny wszechświat bardzo inspirującej muzyki.

MB: Jakie przemyślenia towarzyszyły ci, gdy pisałeś teksty?

TS: Pomimo tego, że jestem melancholikiem mam w sobie spore pokłady pozytywnej energii, która wnika w teksty. Idea, która towarzyszy poszczególnym tekstom została zawarta w tytule – czasem chciałbym mieć tyle odwagi, co niektóre osoby, które spotkałem w swoim życiu.

MB: W waszym składzie koncertowy zagościły dwie nowe osoby. Skąd ta zmiana?

Eric Nichelson: Po zakończeniu trasy koncertowej promującej nasz poprzedni krążek, doszliśmy do wniosku, że nasze brzmienie potrzebuje dopełnienia, stąd decyzja o przyjęciu nowych członków. Teraz brzmimy dużo lepiej. Tim może skupiać się na swoim śpiewie. Mam nadzieję, że ta zmiana pozytywnie odbije się na kształcie nowej płyty.

MB: Chciałbym nawiązać do brzmienia fletu, które pojawia się w wielu waszych utworach. Odniosłem wrażenie, że brzmi ono bardzo europejsko – by nie rzec słowiańsko.

TS: Jest w tym sporo prawdy. Muzycznie czuję się bardziej związany z tą częścią Europy niż z Teksasem. Kiedy zastanawiam się nad aranżacjami, wydaje mi się, że kieruję się europejskim sposobem myślenia o muzyce.

MB: Wróćmy na moment do waszego drugiego krążka “The Trials of Van Occupanther”, który przyniósł wam spory rozgłos.

EN: Nagle staliśmy się bardzo popularni w Europie. Dzięki temu sukcesowi spojrzeliśmy zupełnie inaczej na zespół. Poczuliśmy się naprawdę docenieni, to dało nam niesamowitego kopa do dalszego działania. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że możemy sięgać po więcej, ale jednocześnie nasze kolejne wydawnictwa nie mogą spaść poniżej poziomu tej płyty. To spowodowało, że nowy album nagrywaliśmy pod sporym ciśnieniem. To miło wiedzieć, że sporo osób kupiło album, słucha go w domu, a po przyjściu na koncert może śpiewać z nami piosenki na żywo.

MB: Pojawiliście się na ostatnim albumie Johna Granta, jak doszło do waszej współpracy?

EN: Zanim John rozpoczął solową karierę występował w zespole The Czars. W moje ręce trafiła ich płyta zatytułowana „The Ugly People Vs. the Beautiful People”. Kiedy później spotkaliśmy Johna na festiwalu South by Southwest okazało się, że jego zespół się rozpadł i dalej gra solo. Polubiliśmy jego podejście do muzyki oraz to jakim jest człowiekiem. Zagraliśmy wspólnie kilka koncertów jako zespół towarzyszący. Później w tym samym ustawieniu weszliśmy do studia i nagraliśmy wspólnie album. Wszystkie kompozycje należą do Johna, dyrygował nami (śmiech). Zresztą jest tutaj dzisiaj z nami w Chorzowie.

MB: “In The Ground” to mój ulubiony kawałek, gracie go na koncertach?

TS: Jesteś pierwszą osobą, która nam to mówi. Niestety nie, lubimy go, ale na żywo nie wypada najlepiej. Jest bardzo trudny pod względem aranżacyjnym. Poza tym ludzie nie przepadali za nim na koncertach, więc postanowiliśmy z niego zrezygnować.

MB: Wiecie już co będziecie robić po zakończeniu trasy?

TS: Prawdopodobnie zabierzemy się za nagrywanie kolejnego krążka. Dysponujemy nowym studiem, które znajduje się w naszym mieście, naprzeciwko starego. Jest dużo większe i bardziej przytulne. Osobiście uwielbiam nagrywać w Denton, gdy wiem, że w pobliżu znajduje się moja rodzina. To niewielka mieścina, gdzie wszyscy się znają, wszędzie jest blisko.

Dzięki za wywiad!

Rozmawiał Marcin Bieniek

fot:Marta Bacia

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›