Rozmowa z zespołem Gentleman! z Trójmiasta

26 kwietnia 2010 19:15
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

gentlW rozmowie z Górnośląskim Informatorem Muzycznym, Piotr Malach oraz Michał Toś, czyli członkowie zespołu Gentleman!, opowiadają m.in. o swojej debiutanckiej płycie, kondycji polskich tekstów rockowych a także rodzinnych Trójmiejskich stronach.

 

Marcin Bieniek: Wasza muzyczna przeszłość wygląda dosyć bogato, jak na debiutujący zespół. Kilkadziesiąt zagranych koncertów – w tym na festiwalach Open’er, Union of Rock oraz Jarocin, EPki oraz liczne grono fanów. Czuliście presję przed nagrywaniem płyty, że to właśnie teraz jest ten najlepszy moment na jej wydanie?

Piotr Malach: Nie wiem czy moment, w którym wydaliśmy płytę był do tego najlepszy. Część numerów ma już kilka lat a ja uważam, że piosenki należy nagrywać i wydawać na bieżąco. Dlatego też jak już tylko skomponowaliśmy 4 – 5 numerów wydawaliśmy je w formie EPek. Ale dzięki nowym aranżacjom i świetnej produkcji nawet te starsze kompozycje na LP brzmią świeżo i – mamy taką nadzieję – ponadczasowo. Pytano się nas o płytę, ale nie czuliśmy presji z zewnątrz, to bardziej my, gdzieś wewnątrz, byliśmy przeświadczeni, że to jest ostatni moment na nagranie płyty.

Michał Toś: Płyta w większości składa się z utworów zamieszczonych na EP’kach „Anka Skakanka” oraz „Antyturyści”. Jest to świadomy zabieg, czuliśmy, że te kawałki są za dobre, żeby poszły w niepamięć. Nowe aranże odbiegają od pierwowzoru, są przede wszystkim lepszej jakości i charakteryzują się innym  klimatem.

MB: Wróćmy jednak do początków powstania zespołu. Zanim Gentleman! przybrał swoją nazwę, musiało dojść do waszego pierwszego spotkania…

PM: Oficjalnym początkiem zespołu pod nazwą Gentleman! jest kwiecień 2007. Wtedy skompletowaliśmy obecny skład poprzez dokoptowanie Łukasza oraz Michała. Jednak już 3 lata wcześniej Jacek, Adam oraz ja odbyliśmy pierwsze próby w słynnym gdańskim Burdlu. Skrzyknął nas Czarek Sternicki, który jednak po ok. roku wspólnego grania postanowił odejść z zespołu. W tamtym okresie powstało kilka numerów umieszczonych obecnie na płycie, m.in. Ego i Jaśkowa. Jednak zawsze było dla nas jasne, że właśnie wiosna 2007 roku jest początkiem Gentleman! Naszą pradawną historię traktujemy tylko jako ciekawostkę dla zainteresowanych.

MT: Pierwsze spotkanie dało sygnał, że z tej mąki będzie chleb. Pamiętam, że jak przyszedłem na próbę, moją uwagę zwróciło, że wszyscy grają na Telecasterach!!! W tamtym czasie panowała moda na Les Paule i Straty. Kawałki tworzyły się z prędkością do 4 na 2h próby. Piotr miał już swoje utwory w głowie, my z Prokopem proponowaliśmy nasze i tak doszło do fuzji. Adaś dogrywał świetny bas na kultowej zardzewiałej 20 letniej Jolanie a Jason wymyślał coraz to odważniejsze bębny. Po 3 próbach, czyli 1 tygodniu spotkań mieliśmy w sumie 15 kawałków, co daje  materiał na pełny koncert!  

MB: Wszyscy pochodzicie z Trójmiasta? Jak to miejsce wpływa na waszą muzykę?

PM: G! jest wręcz wzorcowym zespołem z Trójmiasta. Jacek i Adam mieszkają w Gdańsku, Łukasz i Michał w Sopocie, ja zaś wychowałem się w Gdańsku, jednak od 6 lat mieszkam w Gdyni. Na pewno nasze pochodzenie wpływa na naszą twórczość, oczywiście głównie w warstwie tekstowej. Nie potrafiłbym żyć bez morza i plaży i te elementy pojawiają się w moich tekstach. Natomiast nadużyciem byłoby stwierdzenie, że Trójmiasto ma jakiś wpływ na naszą muzykę. Myślę, że takie a nie inne klimaty „dopadłyby” nas nawet gdybyśmy mieszkali w Sieradzu czy Suwałkach.

MT: Dopowiem tylko, że za dzieciaka moi rodzice często zmieniali adres i mieszkałem we wszystkich  częściach „3m”,  jak to się zwykło u nas mówić, ale nie zależnie od dzielnicy, dystans jaki dzielił mnie od plaży nie przekraczał 500m, wiec cały czas , chcąc nie chcąc, noszę piasek kieszeniach. Trójmiasto jest mekką polskich Niemców, cwaniaków w bajeranckich furach na zachodnich blachach, Ormiańskiej gangsterski i Sexu, nocami dochodzi do nietuzinkowych akcji, jak w Sztosie  (śmiech).

MB: Gentleman! łączy osoby z, nazwijmy to, różnych pokoleń muzycznych. Jak zatem powstają wasze utwory? Pracujecie kolektywnie? Czy różnice w gustach muzycznych bardziej pomagają czy przeszkadzają w rozwijaniu pomysłów?

PM: Od początku istnienia G! przyjęliśmy styl pracy polegający na „obrabianiu” numerów przyniesionych na próbę przez któregoś z nas. Pomysły wychodzą głównie od Michała, który czasami pracuje nad numerami razem z Łukaszem oraz ode mnie. Ja mam z reguły poukładane numery od A do Z, wiem jak powinny brzmieć i jak winny być zaśpiewane, i w takim kształcie, często wraz z gotowym już tekstem, proponuję je chłopakom. Jednak G! to grupa silnych osobowości ze wspaniałymi pomysłami, dlatego też piosenki zawsze przybierają finalny kształt nadany przez nas wszystkich; jest to z całą pewnością jest to praca kolektywna. Nie różnimy się gustami na tyle znacząco aby ta kwestia miała wpływ na naszą twórczość. Właściwie nie spieramy się o kwestie artystyczne.

MT: Niezależnie kto przyniesie kawałek, tworzymy go razem na tyle, na ile to konieczne. Wiadomo, że do żadnego z „moich” numerów nie układałem linii basowych, czy perkusji, tym zajmują się Adaś oraz Jason, chyba, że ktoś ma nagły przypływ weny. Ważny jest efekt końcowy, a nie kto i po co. I tak od 3 lat.

MB: Od momentu rozpoczęcia prac nad debiutancką płytą do chwili jej wydania minęło sporo czasu. W końcu jednak album „Opowiem Ci kilka historii” ujrzał światło dzienne. Dlaczego prace nad nim zajęły wam tyle czasu? Czujecie ulgę?

PM: Prace nad płytą wydłużyły się z przyczyn niezależnych od nas. Nasz producent Tomasz Kamiński jest osobą dość zajętą ale też bardzo dokładną. Nie lubi wypuszczać numerów, które nie są dopracowane do ostatniego szczegółu. Dlatego też miksy i finalna produkcja zajęła tyle czasu. Potem jeszcze mastering, prace nad okładką, ustalanie szczegółów z wytwórnią … Kiedy w końcu mieliśmy płytę w rękach, z całą pewnością czuliśmy ulgę. 

MT: Snake(producent płyty) jest jak Diesel, pracuje wolno, ale ma ogromny potencjał. Zdarzało się, że odkładał  kawałek na tydzień, czy dwa bo nie znalazł pomysłu na brzmienie i nie przeszkadzało nam to gdyż nie czuliśmy presji czasu, wracając do Twojego pierwszego pytania. Za 2 lata nikogo nie będzie obchodziło, czy nagrywania trwały tydzień czy rok, tylko efekt końcowy. Poza tym, na płycie zastosowano setki tricków nie odczytywalnych dla przeciętnego słuchacza, a sprawiających, że wszystko brzmi lepiej i to był główny złodziej czasu.

MB: Większość polskich zespołów, które sięgają w swoich utworach po język angielski, narzeka, że polszczyzna zwyczajnie nie nadaje się do śpiewania. W waszych piosenkach udowadniacie, że może być inaczej. Alternatywne brzmienia łączycie z dobrymi tekstami w rodzimym języku – w dodatku dobrze zaśpiewanymi. Jak podchodzicie do kwestii pisania tekstów?

PM: Dziękuję za tak pozytywną ocenę naszych tekstów J Zawsze byłem zwolennikiem śpiewania tylko po polsku. Osobiście uważam, że pisanie tekstów po angielsku jest pójściem na łatwiznę a tłumaczenie, że ten język jest bardziej „plastyczny” mnie nie przekonują. Nie jestem jakimś zwariowanym narodowcem ale nasz język ma tyle możliwości i pięknych słów, że uważam, iż można za jego pomocą przekazać wszystko, i to w fajny sposób. Teksty są równie ważne co muzyka, nie byłbym w stanie funkcjonować w zespole śpiewającym o tym, że „czas mija nas” albo że „kiedyś odnajdę siebie ale muszę stłumić gniew” …

MT: Zawsze słuchałem muzyki anglojęzycznej, bo nie mogłem znieść słabych polskich tekstów. Właściwie poza Myslovitz i paroma kompozycjami różnych artystów poziom polskich tekstów jest karygodny. Teksty „po polsku” zacząłem pisać dopiero przy tworzeniu z G! i nie chcę użyć słowa „inspirowane”, ale tak naprawdę światło okazały mi metafory Piotra, np. w EGO: „Jestem zrobiony z grubego szkła”, „Nie mam kieszeni, bo w kieszeniach gubię szczęście”.

MB: Jeden z najlepszych utworów na waszym debiucie – nostalgiczna „Jaśkowa” wydaje się dotykać pewnej szczególnej historii, zdradzicie coś więcej na temat tego utworu?

PM: Ulica Jaśkowa Dolina w gdańskiej dzielnicy Wrzeszcz to miejsce, z którym łączy mnie masę wspomnień. Tekst składa się z czterech zwrotek, z których każda dotyczy najważniejszych dla mnie spraw, w tym relacji z moją rodziną oraz pewną dziewczyną, która kiedyś wywróciła mnie do góry kołami. Leżałem tak sobie przez dłuższy okres czasu.

MB: Macie w repertuarze kilka anglojęzycznych utworów. Czy nadal będziecie pisać teksty w dwóch językach, czy może postawicie na jeden?

PM: Jak wspomniałem wyżej, nie jestem fanem śpiewania po angielsku i zawsze zachęcałem Michała do pisania polskich tekstów zwłaszcza, że wychodzą mu one naprawdę dobrze. Nowe numery mają już tylko polskie teksty, napisane przez Michała i przeze mnie. Ale marzy mi się zaśpiewanie jednego numeru po niemiecku, wybrałem już utwór zespołu Tomte, może przekonam do niego chłopaków.

MT: Raczej po angielsku nic nowego nie powstanie.

MB: Jak wspominacie swój występ na Festiwalu Open’er? To był jeden z waszych pierwszych koncertów. Czy któryś koncert w waszej karierze wspominacie szczególnie dobrze?

PM: Koncert na tym festiwalu był drugim w naszej „karierze”, więc siłą rzeczy byliśmy stremowani. Nie traktujemy go jednak jako jakiegoś wiekopomnego wydarzenia, o których będziemy opowiadać wnukom. Zagraliśmy całą masę świetnych koncertów, osobiście bardzo dobrze wspominam zawsze te grane w małych miejscowościach, bo tam publika nie jest zblazowana i nie patrzy na metki na twoich ciuchach.

MT: Wolę grac w klubach, gdzie mam bezpośredni kontakt ze słuchaczami, masowe imprezy pozbawiają takiego kontaktu przez co w pewnym sensie czar pryska. Niemniej jednak z chęcią powtórzyłbym ten wyczyn, tylko tym razem w namiocie.

MB: Wasz debiut to, w głównej mierze, zestaw dobrze znanych utworów z waszych EPek. Czy zdradzicie coś na temat nowych kompozycji? Obstajecie twardo przy gitarowym brzmieniu, czy może zapowiadają się jakieś zmiany?

PM: Będziemy trwali przy gitarach bo gramy rock’and’rolla. Być może dodamy jakieś elementy elektroniczne ale nigdy nie będą one miały wiodącej roli. Jakoś nie przekonuje mnie tendencja do używania – w moim przekonaniu na siłę – elektroniki czy np. skrzypiec, czy samplowanie odgłosów łąki, tylko po to aby być „alternatywnym”. My lubimy gitary, takie a nie inne brzmienia i harmonie, i nie mamy zamiaru tego zmieniać.

MT: przerobiłem różne rodzaje muzyki, ale tylko zespół rock’and’rollowy może dać ten charakterystyczny jazgot i niekontrolowany hałas. Wstawki elektro czasem są ok, ale mają za zadanie coś podkreślić, czy podkręcić ‘akcję’, jednak bez przesterów czy rockowych blach są nudne jak HIP-HOP. 

MB: „W tym mieście plaża, w tym mieście Ty” – to rzeczywiście wszystko „czego chce” Gentleman!? Jakie plany na przyszłość?

PM: Chcemy dużo więcej ! Chcemy festiwali, limuzyn, gruppies i trasy z Death Cab For Cutie po Japonii(śmiech). Plan na wiosnę i lato to promocja płyty na koncertach. Wczesną jesienią krótki odpoczynek a potem chcemy wejść do studia celem nagrania albo EPki albo pierwszych ścieżek na kolejną płytę.

MT: Ja bym chciał zostać Prezesem NBP, wtedy stworzył bym fundusz zapomogowo-pożyczkowy dla młodych kapel na rzecz rozwoju polskiego rocka oraz bezzwrotne dotacje na sprzęt!

Marcin Bieniek, kwiecień 2010

 

 

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›