”Niejednoznaczność to jedna z podstaw mojego pisania” – wywiad z Bartkiem Księżykiem, wokalistą chorzowskiego zespółu NeLL

16 stycznia 2010 13:18
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

nell1

11 stycznia światło dzienne ujrzał debiutancki materiał chorzowskiej grupy NeLL „White Noise Zone”. W naszej rozmowie Bartek Księżyk opowiada o swoich inspiracjach, atmosferze jaka panowała przy nagrywaniu albumu oraz najbliższych planach zespołu.

Marcin Bieniek: Właśnie ukazał się Wasz debiutancki album „White Noise Zone”. Droga do niego zajęła wam trzy lata. Traktujecie go jako wyraźne zakończenie pewnego etapu? Jak przebiegały nagrania?

Bartek Księżyk: Trochę jak zamknięcie etapu, ale przede wszystkim początek czegoś nowego, przy okazji nieznanego. Po drodze wydawaliśmy EP-ki i single, więc pełnowymiarowa płyta jest pewnym ukoronowaniem naszej dotychczasowej pracy. Nagrania przebiegły niezwykle szybko. Praktycznie w tydzień mieliśmy wszystko zarejestrowane. Duża w tym zasługa naszych producentów i realizatorów: Macieja Stanieckiego oraz Krzysztofa Tonna. Wytworzyła się między nami niesamowita chemia. Spotkania przestały być zwykłymi sesjami nagraniowymi, ale stały się mistycznym rytuałem, w którym w sześciu uczestniczyliśmy, nikt nikomu nic nie tłumaczył, wszyscy wiedzieli, o co chodzi. Nagrywanie nie szło – ono płynęło.

MB: Wiele mówi się o tym, jak ciężko młodym zespołom wydać pierwszą płytę. Podzielacie tę opinię? Jak doszło do współpracy z Polskim Radiem – waszym wydawcą?

BK: Wydać płytę może teraz każdy. Najważniejsza jest promocja i jej dystrybucja. Ciężko jest sobie poradzić na tym rynku, gdzie większość społeczeństwa ma taką muzykę w głębokim poważaniu. Współpraca z Polskim Radiem zaczęła się w dniu, kiedy zagraliśmy naszą pierwszą offsesję w Trójce. Potem były dwie składanki „Offensywa” z „Red Ribbons” i „Lemon Cold Ice Milk”. Następnie nasz singiel „Downwards The City” wydany przez portal Megatotal trafił w ręce Agaty Krysiak z Polskiego Radia i to ona zaproponowała nam wydanie longplay-a.

MB: W swoich utworach śpiewacie zarówno po polsku jak i po angielsku. Taką formę możemy spotkać również na waszym debiucie. Muszę przyznać, że mimo tego rozdwojenia całość brzmi bardzo spójnie. Warto jednak postawić pytanie: dlaczego nie zdecydowaliście się na jedną wersję językową?

BK: Pisanie utworów zaczyna się od pomysłu. Język pisania jest taki, w jakim przyjdzie mi do głowy pomysł. Zwykle sprawdzam też alternatywną wersję – czy nie lepiej będzie po angielsku lub po polsku – i wybieram tą, która brzmi lepiej. Nie zdecydowaliśmy się, bo nie było takiej potrzeby. Jak sam powiedziałeś, brzmi to spójnie i to jest najważniejsze.

MB: W utworze „Zgaśnij księżycu” wykorzystaliście wiersz Andrzeja Bursy. Skąd ten pomysł?  Czerpiecie inspirację z poezji?

BK: To jeden z naszych najwcześniejszych utworów. Kiedy razem z Tomkiem Ignalskim zaczynaliśmy NeLL, mieliśmy dwie akustyczne gitary, komputer i irytował nas sposób interpretacji poezji takich autorów jak np. Bursa. Większość wykonawców z tego kręgu robi tak zwany „hard nylon”, a to nie o to chodzi, żeby być delikatnym jak jesienny (kurwa) liść. Bursa to był „hardkorowiec”. Tak samo Wojaczek, którego na pewnym etapie też graliśmy.Czerpiemy inspirację ze wszystkiego. Przecież każdy tekst jest jakąś poezją.

MB: W tekstach unikacie jednoznaczności i dosłowności. Co kryje się za opisanymi na „White Noise Zone” historiami? Macie do nich jakiś klucz czy zostawiacie słuchacza z domysłami?

BK: Mam swoje interpretacje utworów, ale pewnie kluczy do płyty jest wiele. Wszystkie piosenki po kolei ułożyły się w dość niezwykłą historię i zdarzyło się to zupełnie naturalnie. Gdyby była potrzeba wyjaśniania, pod wszystkimi utworami dałbym odnośniki, ale chcę, żeby każdy znalazł swoją interpretację. Niejednoznaczność to jedna z podstaw mojego pisania.

MB: Pewnie męczą Was ciągłe porównywania do Placebo czy Muse. Nie da się jednak ukryć, że Wasze inspiracje pochodzą z kręgu muzyki anglosaskiej. Który z inspirujących was artystów najbardziej odcisnął się na utworach?

BK: Jest ich mnóstwo. Był okres kiedy słuchałem sporo Placebo, pewnie miało to jakiś wpływ, jak wszystko zresztą. Ostatnio na okrągło słucham Interpolu. Na pewno Nick Cave i jego sposób opowiadania, Tom Waits i jego charyzma, David Bowie i jego luz – to wszystko nam pasuje. Słucham też sporo muzyki elektronicznej i to chyba też słychać w utworach NeLL.

MB: Wasza kariera wydaje się rozwijać planowo. Zostaliście szybko docenieni przez Polskie Radio, które wydało was na składankach „Offensywa”, a także przez Antyradio oraz inne media w których się pojawiliście. Czy to w jakiś sposób pomogło wam zaistnieć na krajowej scenie?

BK: Wydaje się, że wszystko jest zaplanowane, ale każdy z tych małych kroków dział się niemal przypadkowo. Każdy też miał dla nas kluczowe znaczenie. To, że jeszcze gdzieś nie rozwaliliśmy się busem, nie zadźgali nas po koncercie, albo nie zginęliśmy z innych powodów i to, że to wszystko się udaje, jest jak szósty dowód na istnienie Boga.

 

MB: Macie na koncie przygodę z muzyką filmową. Napisaliście oraz wykonaliście na żywo muzykę do niemego filmu „Die Nibelungen: Siegfried”. Jak czuliście się w tej roli? Czy przygotowania do tego projektu były dla was dużym wyzwaniem?

BK: Były na pewno czasochłonne, ale poczuliśmy ten film i to był klucz do całości. Niesamowity koncert. Całość była dla nas niezwykle rozwijająca muzycznie, bo musieliśmy grać zupełnie inaczej niż gramy na co dzień. Najlepsze było to, że wersja filmu, do której ćwiczyliśmy była niepełna i brakowało jakieś 30 minut, o czym dowiedzieliśmy się już podczas koncertu. Było magicznie.

 

MB: Czy w przyszłości planujecie angażować się w podobne projekty? Jakie będą kolejne kroki zespołu NeLL?

BK: Niewykluczone, że będziemy jeszcze grać do innych filmów. Bardzo chcemy zagrać do „Metropolis” Fritza Langa. W tym odnaleźlibyśmy nawet lepiej niż w „Nibelungach”. Dalsze kroki? Wywiady, autografy i wizyty w zakładach pracy.

MB: Może zdradzicie szczegóły koncertu, który planujecie zagrać w marcu w chorzowskim Teatrze Rozrywki? To dosyć niezwykłe miejsce.

BK: Będzie to widowisko muzyczno-teatralne pod tytułem „White Noise Zone”. Spektakl może być jakimś kluczem do płyty. Może…

 

MB: Dziękuję za wywiad.

BK: Bardzo proszę.

 

 

Marcin Bieniek, styczeń 2010r.

 

 

 

photo:www.nell.art.pl

 

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)
  • 29-08 Thirty Seconds To Mars

    Kraków, TAURON Arena Kraków, ul.S.Lema 7, godz: 19:00 bilety w cenie od 169 PLN


Zobacz wszystkie wywiady ›