„Jestem przeszczęśliwy” – wywiad z Jankiem Samołykiem

1 listopada 2010 21:22
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Jeden z ciekawszych tegorocznych debiutantów – Janek Samołyk, opowiedział nam na kilka pytań dotyczących jego inspiracji,  prac nad pierwszym albumem oraz Wrocławia.

Marcin Bieniek: Wielu pamięta cię z  udanego występu na Off Festiwalu w 2009 roku, jeszcze inni śledzą twoje poczynania od czasów The Ossis. Dlaczego kazałeś czekać na swój debiut tak długo? Co opóźniało prace nad płytą?

Janek Samołyk: Płytę nagrywałem z własnych środków, w dużej mierze samodzielnie. Stąd potrzebne były osobne sesje nagraniowe, które zajęły wiele czasu. W momencie występu na OFF Festivalu 2009 płyta była niemalże skończona. Problem stanowiło znalezienie wydawcy. Kilka firm pokazało śladowe zainteresowanie, Polskie Radio było konkretniejsze. Jestem przeszczęśliwy, że album naprawdę jest już w sklepach.

MB: Płytę zadedykowałeś Wrocławiowi. Skąd ten pomysł? To dla ciebie ważne miejsce?

Janek Samołyk: Wrocław to miejsce, w którym żyje odkąd się urodziłem. Wiele rzeczy mi się w nim podoba, wiele mnie w nim dobija. Tytuł nie jest jednak hołdem dla miasta, pochodzi od tytułu piosenki – Wrocław. Chciałem, by słuchacze zainteresowali się tym utworem.

MB: Płytę otwiera utwór „Wszy” o dość gorzkim wydźwięku. Wrocławska rzeczywistość rzeczywiście jest tak bolesna?

Janek Samołyk: Piosenka „Wszy” jest jak barwny dowcip. To niemożliwe, by podobała się wszystkim. Wśród moich słuchaczy utwór od zawsze miał gorących zwolenników jak i przeciwników. Muzycznie to jedna z moich ulubionych piosenek. Wypuściłem ją w pierwszej kolejności, bo chciałem pokazać ludziom coś innego niż do tej pory. Tekst dotyczy szczególnie głupich subkultur, które w pewnym momencie były w Polsce, o zgrozo, bardzo modne – “mimo, że mali, nie mieszczą się w dyskotece”.

MB: Jakie muzyczne inspiracje towarzyszyły ci podczas prac nad płytą? Miałeś jakieś szczególne założenia co do jej brzmienia, charakteru?

Janek Samołyk: Nie było jakichś szczególnych założeń dotyczących całej płyty. Każda piosenka była niczym osobny projekt. Każda była wizją, którą chciałem zrealizować, choć przyznaje, że podczas pracy nad płytą wpadłem na kilka nowych pomysłów, które dodałem właśnie podczas nagrań. Jestem gitarzystą, naturalne więc było, że płyta opiera się o brzmienie gitary.

MB: Debiutancki album zamyka dla ciebie pewien rozdział? Traktujesz płytę jako podsumowanie swoich dotychczasowych muzycznych dokonań? Od kiedy zbierałeś na nią utwory?

Janek Samołyk: Tak, ta płyta to podsumowanie tego co robiłem do tej pory. Są na niej fragmenty, które pisałem mając lat 16, a również rzeczy powstałe niedługo przed rozpoczęciem nagrań. Najstarszą piosenką jest „Portrait of a drunk tunesmith”.

MB: Wspominając twój koncert na ubiegłorocznym Off Festivalu, pamięta, że spore wrażenie zrobił na mnie zespół towarzyszący ci na scenie. Byliście bardzo zgrani. Jak udało ci się dobrać tak zgraną drużynę?

Janek Samołyk: W imieniu nas wszystkich, bardzo dziękuję, szczególnie że był to nasz pierwszy wspólny koncert. Jak to się zaczęło? Michał Fischer dowiedział się, że przygotowuję album, posłuchał szkiców nagrań, stwierdził że to świetne rzeczy i że chciałby je grać. Zgodziłem się, ale pod warunkiem, że potraktujemy to granie naprawdę serio. Następnie doszedł Piotr Wojniusz na basie i Tomek Mreńca na skrzypcach (Przemek Mikołajczyk grał ze mną już wcześniej).

MB: Na płycie odnajdziemy teksty pisane w języku polskim (w mniejszości) oraz angielskim. Dlaczego zdecydowałeś się na to rozbicie na dwa języki? Osobiście przyznam, że śpiewając po polsku twoje utwory są bardziej wyraziste, wyobraźnia zatrzymuje się na konkretnych skojarzeniach. Utwory z angielskimi tekstami wypadają mniej barwnie.

Janek Samołyk: Moi słuchacze są w tej kwestii podzieleni. Jedni preferują gdy śpiewam po angielsku, inni po polsku. Zazwyczaj pisanie tekstu rozpoczynam od jakiegoś chwytliwego, śpiewnego fragmentu. Jeśli jest on po polsku, wtedy cały tekst piszę w ojczystym języku, jeśli po angielsku, również nie staram się tego zmieniać na siłę. Dla mnie taka dwujęzyczność jest naturalna, może dlatego że pierwszą płytą CD jaką kiedykolwiek kupiłem było “Solo” Roberta Gawlińskiego.

MB: Wiele osób docenia twoją ciepłą i wyrazistą barwę głosu. Jak reagujesz na podobne pochwały?

Janek Samołyk: Jest mi bardzo miło. W sumie nie wiem co powiedzieć, głos jest czymś czego nie zmienię, części się spodoba, innym nie. Jeśli więcej osób lubi jak śpiewam, jestem bardzo szczęśliwy.

MB: Reprezentujesz unikatowy obraz twórcy piosenek, który balansuje pomiędzy mainstreamem a sceną alternatywną. Gdzie odnajdujesz się na polskiej scenie muzycznej? Do jakiego odbiorcy kierujesz swoje utwory?

Janek Samołyk: Nie jestem w żadnym razie awangardowy i takie gitarowe granie jak moje w latach 60′ mogłoby być popem. Czuję się jednak zdecydowanie częścią sceny alternatywnej. Czasem słucham mainstreamowych stacji radiowych i nie sądzę bym miał coś wspólnego z tym co tam leci. Moje piosenki kieruje do wszystkich osób, które lubią: gitarowe granie np. rodem z UK, melodyjne piosenki, testy o czymś. Cieszyłbym się, gdyby moja propozycja zainteresowała nie tylko osoby bardzo młode, ale i trochę starsze, które wychowywały się na zespołach, które uwielbiam.

Dzięki za wywiad!

Marcin Bieniek

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›