Jazz pospolity czy niepospolity post-rock? – rozmowa z muzykami kwartetu Jazzpospolita

3 maja 2010 19:24
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

jazzpospolitaJazzpospolita jawi się recenzentom niczym absolut-na rewelacja. Co rusz słowa zachwytu i wychwalanie pod niebiosa, co typowe dla niektórych środowisk niepotrzebnie promujących pewne zjawiska ponad miarę – czasem nabożne traktowanie muzyków i przesada w opisie kompozycji zniechęca odbiorców. Jednakowóz warto kontynnującemu wątki rozpoczęte niegdyś przez tysko-katowicki So.net i wrocławski Robotobibok kwartetowi poświęcić co najmniej kilka minut.

Wsłuchując się uważniej w dźwięki Jazzpospolitej wyodrębnimy z kompozycji groove perkusji przypominajacy gęstą, dzielącą z drum’n’bass transowość osiągalną przez powtarzalnośc rytmu grę Kuby Suchara, miękkie brzmienie gitary przywołujące jazzowy okres Damiana Piełki (obecnie w zespole Lecha Janerki, Pogodno, Japoto i koncertowej odslonie No!No!No!), gdy ten za pomocą sześciu strun wyczarowywał dźwięki niczym z Piano Rhodes, wycofane, często zlewające się z gitarą i kojarzące z muzyka Boards of Canada czy wczesnym Autechre plamy klawiszy (niejednokrotnie uciekające w solówki) i leżace niedaleko frenetycznej i ekspresyjnej gry Adama Stodolskiego penetracje czterech strun kontrabasu – mimo wszystko bardziej tradycyjne, bardziej “rockowe” (Stefan Nowakowski gra też na zwykłej gitarze basowej), mniej improwizowane. Dodając do wymienionych składowych niewątpliwy smak i styl artystów Jazzpospolitej – czasem żywcem wyjęte z nagrań Pata Metheny, inspiracje ambientem i muzyką rockową otrzymamy sedno kompozycji warszawskiego kwartetu, które niedaleko pada od Skalpela (jak jabłko niedaleko pada od jabłoni). Porównanie z wrocławskim duetem samplującym Polish Jazz jest o tyle trafne, że w wypadku obu grup mamy do czynienia z muzyką, która przez słuchaczy mainstreamu, popu i rocka nazywana jest jazzem, przez znawców i wielbicieli muzyki improwizowanej – niekoniecznie.

Nie wypada się publicznie nie zachwycić, bo jeszcze jakiś nieznający jazzowego kanonu amator muzyki ominie grupę, która niewątpliwie ma potencjał. Zaciekawiony czterema utworami dostępnymi na MySpace i pokłonami bitymi w czeluściach polskiego Internetu wybrałem się na koncert grupy, by zaprezentować Państwu kolejną fotorelację i zapytać muzyków: czy grają jazz klasyczny, yass, czy mają ambicje, by grać odkrywcze, awangardowe dźwięki? Więcej informacji, refleksji i wynurzeń nt. ich muzyki w relacji z koncertu. Zapraszam do rozmowy z Jazzpospolitą.

Łukasz Folda – W 2008r. roku założyliście Jazzpospolitą. Czy graliście wcześniej w innych zespołach? Znaliście się z innych zespołów?

Stefan Nowakowski: Każdy gdzieś grał, ale nie poznaliśmy się w żadnym z tych zespołów. Jazzpospolitą założyłem ja i perkusista Wojtek, później doszli gitarzysta Michał Przerwa-Tetmajer i pianista Michał Załęski.

ŁF-Jesteście z Warszawy, gdzie odbywa się m. in. festiwal WUJEk zrzeszający scenę improwizowaną stolicy Polski. Które zespoły z muzycznej mapy miasta polecacie i dlaczego? 

SN: Bardzo lubię Komety z Żoliborza. Jest to rockabilly, nie – muzyka improwizowana, ale jest to jeden z moich ulubionych zespołów.

Wojtek Oleksiak: Świetne rzeczy robi Macio Moretti… świetne są wszystkie grupy, które wydaje jego label Lado ABC, np. Levity. Mam wielki szacunek do chłopaków – mają mnóstwo pomysłow i świetnie je realizują.

ŁF- Czy macie wykształcenie muzyczne? Jeśli tak – czy przeszkadza Wam ono w graniu muzyki poszukującej, wybiegającej poza schematy?

WO: Wykształcenie wszyscy mamy, chyba tylko jeden jest nieedukowany. Chyba nam nie przeszkadza, ale też za bardzo nie pomaga. Wiemy jak powinno się grać muzykę w tradycyjny sposób, dlatego też może robimy to trochę inaczej. Na pewno szkole poświęcamy czas, który można przeznaczyć na coś innego, ale dzięki szkole możemy bardziej świadomie łamać wspomniane przez Ciebie schematy i granice.

Michał Przerwa-Tetmajer: Dla mnie szkoła jest cennym doświadczeniem – jednym z wielu. Myślę, że w niczym nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Zdobyłem sporo różnych doświadczeń – pozytywnych i negatywnych

Michał Załęski: Podpisuję się pod tym, co mówi Michał.

ŁF-Dziennikarze muzyczni i fani piszą o Waszej muzyce, że jest odkrywcza, eksperymentalna, moim zdaniem są w niej pewne elementy klasycznego jazzu. A Wy sami jak uważacie: jesteście zespołem grającym eksperymentalnie czy klasycznie?

SN: Jazz klasyczny na pewno nie, jeśli rozpatrywalibyśmy to w kategoriach jazzu standardowego, mainstreamu, czyli tego, co już kiedyś było grane. Natomiast nie posuwałbym się aż tak daleko, że to muzyka eksperymentalna – chyba, że w kategoriach komplementu. Na pewno staramy się grać muzykę świeżą, grać tak, żeby można było powiedzieć: “Tak gra Jazzpospolita”, żeby to było oryginalne. Czy to jest eksperymentalne, czy komuś kojarzy się klasycznym jazzem? O gustach się nie dyskutuje. Chodzi przede wszystkim o oryginalność.

MPT: Staram się komponować i improwizować w sposób, który przede wszystkim dla mnie jest nowy, świeży i odkrywczy. Być może ktoś powie, że już coś takiego kiedyś słyszał, natomiast dla mnie to jest sprawa drugorzędna. Najważniejsze, żebym ja czuł pewną świeżość.

ŁF-Co jest zatem dla Was ważniejsze podczas komponowania: awangardowość i ucieczka od schematu czy zwarta struktura kompozycji, melodie i przyswajalność?

WO: Na pewno nie jest tak, że ktokolwiek komponuje z jakimiś założeniami, że chcę złamać tę i tę barierę i pokazać światu, że jesteśmy eksperymentalni, awangardowi i…

SN: Niszczymy system! (śmiech wszystkich – przyp. red.)

WO: Systemu nie niszczymy. Niezwykle ważne są dla nas melodie – to coś, nad czym niezwykle dużo myślimy i się zastanawiamy. Przewodnie melodie, które mają stać się sygnałami rozpoznawalnymi przez naszych słuchaczy. Chyba uciekamy od utartych schematów. Nikt nie gra żadnego walkingu, nikt nie będzie tutaj ciosał jakichś wprawek, ale na pewno nie jest tak, że z góry zakładamy cokolwiek. Muzyka wypływa z nas, z naszych inspiracji. Nie dzieje się to w żaden sposób programowy, sztuczny. Wszystko dzieje się naturalnie.

MPT: W naszym repertuarze są zarówno utwory w pełni skomponowane, w których nie ma miejsca na improwizacje, ale są też takie, w których improwizacja jest zdecydowanie dominująca. Pozostałe są mieszanką: trochę kompozycji, trochę improwizacji.

ŁF- Czy czujecie związek z polską sceną jazzową: Przybielski, Stańko, Namysłowski, Konikiewicz, Gralak, Tymański, Gwinciński, Trzaska, Możdżer po zespoły, które rozpoczęły granie kilka lat przed Wami: Pink Freud czy Sing Sing Penelope?

SN: Dużo nazwisk padło, nie czas i miejsce, by się ustosunkować do każdej z wymienionych postaci – każda z nich ma swoje zasłużone miejsce. Oczywiście nie żyjemy w oderwaniu od rzeczywistości, każdy słucha różnej muzyki: od Scriabina przez Presleya i Coltrane’a po Marleya. Wracając do pytania… Trudno powiedzieć… Każdy z nas słyszał wymienionych muzyków, każdy z nas ich zna, natomiast na pewno nie staramy się bezkrytycznie czerpać. Jeśli ktoś powie, że oni brzmią jak ten zespół z Dolnego Śląska, a gitarzysta gra jak muzycy z Trójmiasta to jego prawo, fajnie, że tak myśli, ale my stawiamy na oryginalność. Inspiracje – owszem, ale wszystko powinno się wymieszać i być “nasze”.

MPT: W Polsce się urodziłem i wychowałem, więc myślę, że polskość jest słyszalna w muzyce, którą wykonujemy, natomiast inspiracje czerpiemy ze wszystkich kontynentów, dlatego trudno powiedzieć, aby rdzennie polska muzyka dominowała w naszej twórczości. Trudno się doszukać kujawiaków czy mazurków w muzyce Jazzpospolitej.

ŁF- Brzmienie sekcji rytmicznej przypomina Robotobiboka, który inspirował się drum’n’bass. Czy to świadoma inspiracja, czy podobne brzmienia powstały w różnym miejscu i czasie?

WO: Nie do końca lubię określenie drum’n’bass, bo drum’n’bass we czesnym stadium oddzielił się bardzo od live actu – powstały dwie różne sceny: drum’n’bass, czyli Goldie i inni DJe tworzyli inną muzykę, a live actowcy to jest inna bajka. Na pewno jest inspiracja live actem. Robotobibok chyba nie był tutaj inspiracją bezpośrednią, raczej kapele grające mocniej, w stronę rave’ową, np. 15 Minut Projekt swego czasu – dawno, dawno temu bardzo mnie intrygowało. Pojawił się pomysł, żeby przełamać konwencję, wpuścić do jazzu trochę świeżej krwi – ciekawszej, bardziej energetycznej, popularnej. Postawiliśmy na to, żeby beaty były gęste i żywe.

ŁF-Ile jest improwizacji w Waszej muzyce – w sali prób i na koncertach?   

SN: W sali prób dużo więcej. Próby często gramy w ten sposób, że jamujemy i czekamy aż coś powstanie. Na koncertach oczywiście też improwizujemy, bo improwizowane są nie tylko sola w poszczególnych numerach, ale czasem też playlista. Nie gramy wg utartego schematu: numer 1, 2, 3, 15. Zawsze dobieramy ją przed koncertem, ustalając czy będzie pasowała do miejsca, czy publika jest odpowiednia itd. Improwizacja – no.1 !

ŁF-Czy przenosicie elementy wynikłe z improwizacji – bardzo dobrze wymieniającej energię z publicznością – w trakcie koncertu do kompozycji zarejestrowanych w studiu?

WO: Tak. Bardzo często dyskutujemy po koncercie o tym, co się wydarzyło na scenie. Staramy się zapamiętać sytuacje, które były wyjątkowe i intrygujące. Pojawiają się one potem w kompozycjach, momentach aranżacji. Koncerty zdecydowanie wpływają na nasze utwory. 

ŁFOstatnie pytanie na rozluźnienie. Jak Wam się podoba w Katowicach?

WO:Jestem w Katowicach pierwszy raz, nie widziałem zbyt wiele: Rondo Sztuki, ulicę Korfantego (Aleję Korfantego – przyp. red.) i klub muzyczny Hipnoza, gdzie jest wspaniałe jedzenie.Jestem na tak, jeśli chodzi o Katowice.

MPT:Byłem już w Katowicach kilka razy, m. in. na Śląskim Festiwalu Jazzowym jako uczestnik. Lubię Katowice, tutejsze klimaty, mam tutaj sporo znajomych.

 ŁF- Ok, dzięki za rozmowę. Życzę udanego koncertu.

 

Łukasz Folda, kwiecień 2010.

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›