“Dawać siebie innym” – wywiad z Marcinem Wyrostkiem

26 kwietnia 2012 12:12
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Mimo licznych sukcesów Marcin Wyrostek nie wybiera się na urlop. Znakomity polski akordeonista opowiedział nam o swojej najnowszej płycie, pracowitej drodze na szczyt i korzyściach, które wyniósł z programu “Mam Talent!”
Górnośląski Informator Muzyczny: Chciałem uniknąć tematu “Mam Talent!”, ale na pańskiej stronie internetowej w zakładce biografia informacja o zwycięstwie w tym programie była umieszczona na samym początku. Czy to rzeczywiście pana największy sukces?

Marcin Wyrostek: Szczerze mówiąc to nie miałem ostatnio zbyt wiele czasu, by aktualizować moją biografię. Oczywiście program “Mam Talent!” sporo zmienił w moim życiu. Czy to mój największy sukces? Można na to spojrzeć dwojako. Pod względem artystycznym czy z punktu widzenia branżowego na pewno wszystkie konkursy w których brałem udział – zarówno te w kraju jak i za granicą, miały wielki wpływ na moją karierę. Były bardzo ważne jeśli chodzi o mój rozwój, o czysto zawodową stronę mojej działalności. Natomiast dzięki programowi “Mam Talent!” zyskałem publiczność, która jest otwarta na moja muzykę, kupuje płyty i przychodzi na koncerty. To największa nagroda jaką mogłem otrzymać. Wszystkie konkursy w których brałem udział zazwyczaj kończyły się tym, że mogłem sobie dopisać kolejną linijkę do biografii. Wygrana w “Mam Talent!” tak naprawdę umożliwiła mi koncertowanie z własną muzyką dla własnej publiczności. Pod tym kątem ta nagroda jest dla mnie najważniejsza, bo uwielbiam koncertować i otrzymałem ją od widzów.

GIM:Dziś wiemy, że pańskie płyty oraz koncerty mają szerokie grono odbiorców. Czy planował pan działalność wydawniczą i koncertową jeszcze przed pojawieniem się w programie?

Marcin Wyrostek:Plany wydania płyty z utworami Piazzolli (“Magia Del Tango”) pojawiły się na długo przed jej premierą. W lutym 2009 roku wspólnie z Radiem Katowice zorganizowałem koncert Walentynkowy za który w zamian miałem otrzymać możliwość nagrania płyty. Po występie zabraliśmy się za przygotowywanie materiału i w lipcu weszliśmy do studia. Później pozostała kwestia wybrania okładki i dopracowania kilku drobiazgów produkcyjnych. Kiedy płyta była gotowa zorganizowaliśmy koncert premierowy w Teatrze Śląskim w Katowicach, a w grudniu wygrałem “Mam Talent!”. Sam program rozpoczął się w kwietniu, czyli po decyzji o nagrywaniu albumu. Po zakończeniu  dużo osób mówiło mi żebym wykorzystał swoje pięć minut, nagrał kolejną płytę, bo może być za późno. Nie chciałem jednak robić niczego na siłę. Odczuwałem wyłącznie presję z zewnątrz, a nie wewnątrz, nie czułem, że muszę nagrać coś nowego. Nie jest sztuką wydać coś na siłę, w każdej chwili mógłbym wejść do studia i nagrać kilka utworów, a przecież nie o to chodzi. Z tego względu nie podejmowałem żadnych kroków. I jakoś tak zupełnie naturalnie podczas jednego z koncertów w Kłodzku z moim kwartetem Coloriage, kiedy rozpisywałem listę utworów, które zagramy, olśniło mnie, że taki właśnie zestaw chciałbym zamieścić na mojej kolejnej płycie, pod którą mógłbym się z czystym sumieniem podpisać. Jak widać w obu przypadkach była to normalna kolej rzeczy.

GIM:A czy swoją najnowszą płytę, nagraną z zespołem Coloriage, zaliczyłby Pan do swoich istotnych sukcesów? To dla pana ważna płyta?

Marcin Wyrostek:Tak, ponieważ dokumentuje moją dotychczasową działalność z zespołem Coloriage, z którym gram już od sześciu lat. W swoim życiu tworzyłem wiele projektów, pracowałem z wieloma formacjami. Z Coloriage sprawa jest o tyle wyjątkowa, że zespół tworzy grono przyjaciół. Poza tym, że członkowie grupy są świetnymi muzykami, to prywatnie zwyczajnie się kumplujemy i można powiedzieć, że mamy ze sobą prawie rodzinne koneksje. Płyta “Marcin Wyrostek & Coloriage” jest uwieńczeniem tej znajomości, wszystkich wspólnych koncertów i wykonanych utworów. Z tego względu mam do niej spory sentyment. To bardzo różnorodny krążek, na którym słychać, że każdy fascynuje się nieco innymi klimatami – Mateusza Adamczyka (skrzypce) pociąga fusion, Krzysiu Nowakowski (perkusja) woli klimaty latynoamerykańskie, z kolei basista Piotrek Zaufal brzmienia osadzone w Gruzji. Stąd ta płyta jest tak różnorodna – słuchacz znajdzie tutaj odwołania do tanga, jazzu, muzyki bałkańskiej. To uzupełnienie programu “Mam Talent”, w którym grałem głównie utwory poważne. Udało mi się pokazać szeroki wachlarz możliwości akordeonu.

GIM:A Panu osobiście granie jakiej muzyki sprawia najwięcej przyjemności?

Marcin Wyrostek:Chociaż jestem otwarty na różne kierunki, to zdecydowanie wybieram tango i muzykę bałkańską. Moja przygoda z muz. bałkańską rozpoczęła się jakieś 15 lat temu, kiedy mieszkałem jeszcze w Jeleniej Górze i byłem uczniem w szkole muzycznej. Odwiedziło nas trio akordeonowe Ars Harmonica, z Katowic, z którym później wspólnie pojechałem na konkurs do Szwajcarii. Pamiętam, że zachwyciłem się ich muzyką do tego stopnia, że siedziałem później po nocach nad taśmą z nagraniem z ich występu i zapisywałem dźwięk po dźwięku. To co oni grali w trio, ja opracowywałem na wersję solo. Od tego zaczęła się moja fascynacja muzyką bałkańską. Zamiłowanie do tanga przyszło później, kiedy rodził się skład z którym nagrałem płytę “Magia Del Tango”.

GIM:Na krążku z zespołem Coloriage znalazł się utwór “Jovano, Jovanke” w  którym śpiewa gościnnie Kayah. Jak udało się ją zaprosić do udziału na płycie?

Marcin Wyrostek:Jak już wspomniałem wiele zdarzeń z mojego życia wydarzyło się bardzo naturalnie i nie inaczej jest w tym przypadku. Wszystko zaczęło się podczas gali rozdania Fryderyków w 2010 roku, gdzie występowała Kayah. Zastukałem do jej garderoby, przedstawiłem się i powiedziałem, że jeżeli kiedykolwiek będzie potrzebowała akordeonu na swojej płycie to służę pomocą. I tak pół roku później doszło do naszego pierwszego występu w ducie, na jednej z imprez firmy Oceanic, której Kayah jest ambasadorką. Wykonywaliśmy wtedy głównie muzykę francuską. Później jeszcze kilkakrotnie przy różnych okazjach udało nam się wspólnie wystąpić na scenie. Kayah pojawiła się także na koncercie Coloriage i tak to się wszystko naturalnie rozwijało. W końcu kiedy pojawił się pomysł na płytę okazało się, że możemy ja wydać w Kayaxie. Kayah oczywiście zgodziła się wystąpić na naszej płycie. Nigdy bym nie przypuszczał, że nagram płytę na której zaśpiewa Kayah.

GIM:Jak podchodzi pan do grania tego materiału na żywo? Czego mogą spodziewać się słuchacze?

Marcin Wyrostek:W porównaniu do tego jak te piosenki brzmią na krążku, nasze koncerty w 50 procentach oparte są na improwizacjach. Po prostu dajemy się ponieść, czasem zupełnie zmieniamy utwór w trakcie grania. Tak naprawdę sami nie wiemy czego możemy się spodziewać po naszych występach. Grając na żywo na pewno wychodzi z nas inna energia. Wpływa na to oczywiście kontakt z publicznością. Nasz zespół jest bardzo specyficzny. Dbamy o to, by utwory brzmiały świeżo, nieustannie inspirujemy się nawzajem, pobudzamy naszą kreatywność. Wierzę, że ta energia, która panuje między nami, udziela się także publiczności. To pomaga zwłaszcza podczas improwizacji, grania solówek, rozwijania różnych tematów.

GIM: Co sprawia panu większą przyjemność – granie na scenie czy praca wykładowcy na Akademii Muzycznej?

Marcin Wyrostek:Łatwiej występuje mi się na scenie. Polega to na tym, że wszystko jest w moich rękach. To jak zagram, jak się zaprezentuję, czy zagram coś dobrze czy coś położę zależy tylko ode mnie. Wykładanie na akademii oczywiście też bardzo mnie rozwija i dużo uczy, na pewno nie koliduje z występowaniem na scenie, a wręcz pomaga. Cieszę się, że mogę przekazać moim studentom doświadczenie koncertowe. Jeśli chodzi o przyjemność, to w obu przypadkach jest równoważna, ale tylko pod warunkiem, że podczas koncertu gram dla fajnej publiczności, a na uczelni mam studentów, którym się chce pracować, z którymi można coś dobrego zdziałać. Co innego jeśli czasem trafi się osoba, której się po prostu nie chce się grać. W takich przypadkach marnuje nie tylko swój czas, ale i mój. Na szczęście zdarza się to rzadko. Jeśli studentowi chce się pracować to nauka jest dla mnie czystą radością.

GIM:A czy zauważył pan po swoim udziale w “Mam Talent!”, że akordeon znów stał się modny?

Marcin Wyrostek:Ja osobiście dostrzegam to na tyle, że po koncertach ludzie przychodzą do mnie i przyznają, że wyciągnęli gdzieś ze starej szafy akordeon i rzeczywiście zaczynają na nim coś grać. Ogólnie dużo osób przypomina sobie o tym instrumencie. Nie mam dokładnego oglądu z perspektywy edukacyjnej, bo nie uczę w szkole muzycznej. Mam jednak kolegów, którzy uczą w różnych częściach Polski i od nich dostaję sygnały, że nabór na akordeon się zwiększył. Ja będę mógł to ocenić za kilkanaście lat, kiedy te osoby przyjdą na studia.

GIM:Pana gra to popis wirtuozerii. Jak intensywnie pan pracuje nad takimi efektami?

Marcin Wyrostek:Gra na akordeonie wymaga codziennych ćwiczeń i tutaj nie ma miejsca na odpoczynek. Nie mogę powiedzieć sobie, że gram dobrze i przerwy należy mi się dwumiesięczny urlop. Do tego nigdy nie dojdzie. Z punktu widzenia muzycznego to im więcej gram, tym mniej wiem. Jestem wobec siebie bardzo krytyczny, rzadko odczuwam stuprocentową satysfakcję ze swoich nagrań. Dlatego nieustannie ćwiczę, by w końcu osiągnąć zadowalający dla mnie poziom.

GIM:Czy swoich uczniów uczy pan także tego krytycznego spojrzenia?

Marcin Wyrostek:Tak, jestem osobą  bardzo wymagającą. Łapię się nawet na tym, że mało chwalę swoich studentów, dlatego czasem muszę się pilnować, by docenić ich za coś co zrobili dobrze. Wydaje mi się, że każdy człowiek dąży do perfekcji. To dążenie nigdy się nie skończy ponieważ granica za każdym razem się przesuwa. Nie jesteśmy maszynami, nigdy nie będziemy idealni. Nie warto zadzierać nosa, szczera ciężka praca to podstawa sukcesu. Każdy człowiek ma przed sobą drogę do przebycia, jeśli robi coś z pasją, to na pewno uda mu się osiągnąć wyznaczone cele.

GIM:Może właśnie dzięki takiemu podejściu udało się panu, jako jednemu z niewielu laureatów telewizyjnych talent shows, osiągnąć sukces?  

Marcin Wyrostek:Udział w programie nie wpłynął na moje dotychczasowe działania. Od zawsze udzielałem się na wielu polach – brałem udział w konkursach muzycznych, grałem w teatrach, różnych zespołach. Moje życie wyglądało tak, że pakowałem samochód, jechałem na koncert do Niemiec, grałem koncert i od razu wracałem, bo na drugi dzień miałem przykładowo audycję, czyli koncert umuzykalniający dla dzieci w katowickim radiu. Po południu wyjeżdżałem do Poznania, wracałem wieczorem bo rano miałem kolejny koncert. Wielokrotnie spałem w samochodzie czy gdzieś u znajomych. W zasadzie wiele nocy miałem nieprzespanych, co skończyło się tym, że dwukrotnie wylądowałem w szpitalu. Raz zdarzyło mi się, że miałem 39 stopni gorączki, jechałem samochodem zimą do Olsztyna, tam poszedłem do przychodni po zastrzyk, który pozwolił mi jakoś wystąpić na scenie. Po koncercie od razu wracałem do Katowic, bo miałem koncerty w szkołach dla dzieci albo zajęcia na uczelni. Mimo, że byłem chory nie mogłem odpuścić. Ciężko byłoby mi z powodu choroby odwołać koncert na który 200-300 osób kupiło bilety.
Przez wiele lat zebrałem sporo doświadczenia, staram się teraz z niego jak najlepiej korzystać. Gdybym wygrał taki program pięć lat wcześniej na pewno nie udźwignąłbym tego pod względem muzyczno-organizacyjnym. Byłem bardzo niedojrzały muzycznie, dzisiaj jest trochę lepiej, mam nadzieję, że za pięć lat będzie jeszcze lepiej. Wydaje mi się jednak, że pięć lat temu nie miałem zbyt wiele do zaprezentowania. Wygrana przyszła do mnie w odpowiednim momencie, być może gdybym był kilka lat starszy byłoby za późno. Dziś już rzadko śpię w aucie, staram się wysypiać. Nie szargam tak zdrowia, jak tylko mam wolne to staram się odpocząć.

GIM:A co z ludźmi których spotykamy w życiu? Ich pomoc także pan docenia?

Marcin Wyrostek:Oczywiście. To niezwykle istotne trafić na odpowiednich ludzi, którzy są w stanie  ofiarować ci pomoc. Gdy byłem małym dzieckiem miałem bardzo dobrego nauczyciela z Białorusi, który wiele mi przekazał. Później również trafiłem na wielu dobrych nauczycieli, w tym Wiktora Oleszkiewicza, Tadeusza Matysiaka. Miałem także kontakt ze studentami, którzy mnie inspirowali. Do Katowic przyjechałem na studia, aby uczyć się pod okiem prof. Joachima Pichury, a także kilku innych ludzi, którzy pomagali mi w różnych przedsięwzięciach, jak Pan Janusz Kurek z Radia Katowice. Dzięki jego pomocy udało mi się znaleźć sponsorów na wyjazd do Stanów, gdzie brałem udział w konkursie. Niezwykle ważne jest, by trafić na dobrych ludzi w swoim życiu. Ale myślę, że im więcej my dajemy od siebie innym, tym więcej my otrzymamy od życia i tą dewizą zawsze się kieruję.

fot. materiały prasowe

Marcin Bieniek, kwiecień, 2012

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)
  • 28-07 IRON MAIDEN

    Kraków, TAURON Arena Kraków, ul.S.Lema 7, godz: 19:00 bilety w cenie 235-505 PLN

  • 03-08 Roger Waters – Us + Them

    Kraków, TAURON Arena Kraków, ul.S.Lema 7, godz: 19:00 bilety w cenie 249-499 PLN

  • 29-08 Thirty Seconds To Mars

    Kraków, TAURON Arena Kraków, ul.S.Lema 7, godz: 19:00 bilety w cenie od 169 PLN


Zobacz wszystkie wywiady ›