Hasiok muzyczną gawęda wypełniony – wywiad z liderem i współzałożycielem zespołu Roboorem

30 listopada 2010 17:47
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Są na Górnym Śląsku zespoły grające muzykę nowatorską, wyznaczającą nowe nurty, stawiające sobie za cel tworzenie muzyki maksymalnie oryginalnej, a nie zwracające uwagi na przekazywaną treść. Chorzowski Hasiok (z śl. śmietnik – tłum. autora) nie należy do tych zespołów. W ich twórczości najważniejszy jest mówiony lub śpiewany w mowie śląskiej (rzadziej po polsku) tekst, przekaz, przywiązanie do Śląska, zwracanie uwagi na kwestie społeczne, a muzyka pełni rolę służebną wobec słów, ma oddać – odwrotnie, niż ma to miejsce zazwyczaj – klimat warstwy lirycznej.

Hasiok obok Dohtora Mioda, Ausdrucka, The Syntetica, Undergroundu czy Marka Makarona należy do śląskojęzycznej sceny muzycznej Górnego Śląska, która jest niezwykle ciekawym zjawiskiem społecznym. Specyficzne poczucie humoru, wyluzowane podejście do kwestii kariery, czasem mocniejsza, czasem bardziej frywolna muzyka służy raczej dobrej zabawie, czasem zadumie, jednak prawie nigdy nie jest zbyt wykoncypowana, nie drąży nowych ścieżek, ani też chyba nie ma takich ambicji. Swego czasu popularni dzięki przebojowi Fryderyki, ciągle obecni w sercach wielu mieszkańców Chorzowa, Rudy Śląskiej, Bytomia, Gliwic, czy innych śląskich i nieśląskich miast w zeszłym roku wydali trzecią płytę pt. Znak niepokoju, a w obecnym reedycję Siły konkretu z 2003. roku. Po szczegóły nt. muzyki na nich zawartych zapraszam do sekcji recenzje, a poniżej zapis rozmowy z chorzowskiego, znanego z dobrego wyboru piw z różnych części świata pubu Rebel Bar. Jako rodowici Ślązacy lawirowaliśmy płynnie pomiędzy śląskim, a polskim, jednak na potrzeby portalu rozmowa została przetłumaczona głównie na polski.

Jaki jest faktyczny skład Hasioka? Na okładkach płyt autorem muzyki jest niewystępujący na koncertach Moozg, a tekstów Moozg i Roboor, czyli Ty, ale wśród gości i na koncertach są i inni. Co to za ekipa? Czy Hasiok ma jakiś stały skład?

Roboor: Jest stały skład i to jestem ja i Moozg – to jest stały Hasiok, to jest Hasiok w sensie rdzenia zespołu, koncepcji, tworzenia tekstów i idei. Wszystkie koncepcje, co do tego jak to ma wyglądać w przyszłości, jak ma wyglądać następna płyta, czy następne działania artystyczne, bo w tej chwili nie będziemy się ograniczać tylko do płyt, to jesteśmy tylko my dwaj. W tej chwili jest to biznes, bo prowadzimy wspólnie kancelarię prawniczą, a i Hasiok jest też zarejestrowany jako działalność gospodarcza (śmiech), po to by wystawiać faktury i mieć koszty na działalność.

Poza tym jest stały skład koncertowy i są to ludzie, którzy twórczo uczestniczą w aranżacjach koncertowych wersji, a są to: Maks na klawiszu – jest z nami od lat, przede wszystkim Kosa na basie, który jest też odpowiedzialny za kwestie techniczne, instrumenty, nagłośnienie i stronę internetową, Pyjter na perkusji, który jest z nami prawie od początku składu koncertowego i mamy nowego gitarzystę Bartka. Mieliśmy problem z gitarzystami, ciągle się zmieniali. W tej chwili jest jeszcze najmłodszy, jeśli chodzi o wiek, ale stażem średnio zaawansowany, czyli Stempel, drugi wokal i gitarzysta – fajny gość. To jest skład koncertowy, w nagrywaniu płyt raczej nie uczestniczą i to jest dziwny zespół pod tym względem. Normalnie zespół, który gra na koncertach, gra też na płycie, a u nas nagrywają przygodne osoby, takie które akurat nam pasują. W tej chwili większość materiału gitarowego nagrał Sebastian Piekarek w Warszawie. Kiedyś grał z Irą, potem solowo, teraz gra z Dodą (śmiech) – z czegoś trzeba przecież żyć. Ma swoje studio w Teatrze Buffo i tam m.in. Gadowski nagrywał swoje partie.

Tak że jest to wszystko u nas nietypowe i zdecentralizowane, ale jeżeli mówimy o szkielecie Hasioka to jestem ja i Moozg – bez tego Hasiok by nie istniał.

A propos Gadowskiego, na najnowszą płytę zaprosiliście Macieja Maleńczuka i Artura Gadowskiego z IRY. Czy to dla Was ważne postacie polskiej sceny muzycznej, czy akurat pasowali do utworu?

R: Po pierwsze pasowali, a po drugie – znaliśmy ich, więc mogliśmy ich zaprosić bez zbędnych ceregieli. W przypadku Nowickiego, nie znaliśmy Pana Nowickiego, bo to inne pokolenie, ale spotkał nas ten wielki zaszczyt (Jan Nowicki wystąpił w teledysku do utworu Bankier z płyty Znak niepokoju, do zobaczenia tutajprzyp. Autora). Nasz menadżer – już były – zapoznał Nowickiego z materiałem i on zagrał w teledysku i zaśpiewał, a raczej wyrecytował tekst. Natomiast Maciek… Maleńczuk – znaliśmy się artystycznie długo, bo i ja go słuchałem i on mnie słuchał – tzn. Hasioka – i tak wyszło, że poznaliśmy się przy okazji ostatniej płyty Hasioka, tak go poznałem.. “Gadzia” znamy przez Moozga.

Wielu fanów ma problem z kategoryzacją Waszej twórczości. Tworzycie muzykę na gitarach, ale też beaty, muzyka elektroniczna, teksty są śpiewane i rapowane. Czy inspirują Was zespoły łączące różne gatunki, jak Beastie Boys czy Cypress Hill?

R: Beastie Boys jest dobrym przykładem. Dawno, dawno temu, po pierwszej płycie graliśmy na koncertach cover ich utworu – był to jedyny cover w repertuarze Hasioka. Ja nie jestem odpowiedzialny za muzykę, ewentualnie, gdy mi się coś nie podoba, to wylatuje, bo mamy z Moozgiem takie nasze prawo veta.

W tej chwili Moozg ma większy wpływ na to, co się dzieje, bo skomponował większość utworów  – bardziej pod względem melodii. Oddaliśmy je w ręce kogoś, kto się lepiej na tym zna. Mamy taką zasadę: jak ktoś na czymś lepiej zna, niech to robi. W wypadku ostatniej płyty był to Seba Piekarek, wcześniej inni instrumentaliści. Jeżeli mamy jakieś pomysły, wrzucamy je do repertuaru, pracujemy nad nimi z innymi, choć ja nie mam właściwie nic wspólnego z tworzeniem muzyki – musi mi się ona podobać, musi pasować.

Jak przebiega proces kompozycyjny? Muzyka powstaje do tekstów, czy odwrotnie? Chcecie tworzyć muzykę maksymalnie oryginalną, nowatorską, czy dźwięki mają być wsparciem dla przekazywanej treści, muzyka nie ma aż takiego znaczenia?

R: Jest nietypowo, bo najpierw powstaje tekst i na tej bazie, do tego jest dorabiana muzyka. Tekst jest ważniejszy, to co ma do przekazania, jak brzmi i do tego się musi nagiąć muzyka – nie na odwrót, jak jest zazwyczaj. W naszym repertuarze nie było jeszcze numeru, w którym najpierw powstałaby muzyka. Najpierw powstaje tekst, mamy pomysł na melodię, wysyłamy demo do współpracowników – w tym wypadku do Seby Piekarka – który pracuje nad resztą, albo wymyśla wręcz wszystko od początku, jeśli chodzi o muzykę.

Stąd pewnie wynika trudność z klasyfikacją, sam bym się jej nie podjął. To się nie nazywa – to jest Hasiok, możesz do niego wćepnońć co śe chce.

W tekstach poruszasz sporo problemów społecznych, od zjawiska emigracji (O Wandzie co pożądała Niemca, Heja Hołda), przez różnego rodzaju preferencje seksualne (Dwie baterie, Szeptowski), pogorszenie jakości życia osobistego i społecznego kosztem ilości posiadanych pieniędzy (Fastfud, Fryderyki, Galera, Bankier, Nie mam pieniędzy), problemy młodych (Panzerfaust, Gangsta), rozluźnienie więzi społecznych i osobistych (Wersja demo, Heja Hołda, Synu). Czy Hasiok to zespół wrażliwy społecznie?

R: (śmiech) To już chyba widać po doborze tych tematów, że jest. Niekoniecznie zgadzam się z Twoim zgrupowaniem tych tematów, ale to jest Twój odbiór, masz prawo, to już ode mnie odchodzi. Ja mogę powiedzieć ‘co artysta miał na myśli’, gdy pisał. Jeśli chodzi o naszą motywację – jak najbardziej jesteśmy wrażliwi społecznie. Dajmy na to Panzerfaust – znam Panzerfaustów w wieku 40. lat, czyli nie tacy całkiem młodzi (śmiech).

Opisujemy świat, który mamy naokoło, ale staramy się pisać nie tylko na tematy społeczne. Sam wymieniłeś – m.in. seksualne kwestie, piszemy o tym, co nam akurat przyjdzie do głowy. Na ostatniej płycie jest utwór Adrian (niezbyt wesoła piosenka o chłopcu z domu dziecka, który Święta Bożego Narodzenia spędza z niezbyt kompetentną wychowawczo rodziną zastępczą – przyp.autora), też temat społeczny, ale z drugiej kwestie emocjonalne: jak my odbieramy ludzi, którzy potrafią się tak zachować wobec dziecka. Akurat tutaj nie mogę zbyt wiele powiedzieć, bo nie jestem autorem tekstu, napisał go Moozg, ale jest to przykład na to, że nie piszemy tylko o sprawach społecznych, nie zamykamy się w jednym temacie, nie narzucamy swoich poglądów. Mamy swój punkt widzenia, ale każdy niech sobie sam wyciąga z tych tekstów, co dla niego słuszne.

Fajnym przykładem jest Panzerfaust. Pewni ludzie pomyślą: fajnie się pakuje, to jest fajna rzecz, jestem debeściak – to jest ten pierwszy etap. Na drugim etapie ktoś inny pomyśli: co to za głupota. A potem jest trzeci, gdy możesz pomyśleć: jak to jest społecznie uwarunkowane? Skąd to się bierze? Dlaczego tak się dzieje? Można więc nasze teksty rozpatrywać na różnych płaszczyznach.

Mamy przy pisaniu tekstów taką zasadę, że nie może on być jednowymiarowy i płaski, powinno być jak najwięcej odniesień i poziomów zrozumienia tego tekstu.

Ile w tym wszystkim autobiografii, a ile obserwacji? Czy w ogóle są wątki autobiograficzne?

R: Jak najbardziej są, pewnie. Tylko, że nie możesz tego pojmować jeden do jeden. Np. tekst Brudy – ktoś mi powie, że nie siedziałem w więzieniu. I co z tego? To nie znaczy, że nie mogę na ten temat pisać. Dajmy na to, Karol May pisał o Indianach, a nigdy nie był w Ameryce Północnej, a nawet jeśli, to już po napisaniu tych głównych książek o Winetou.

Piszemy od siebie, nie są to teksty zupełnie zmyślone. Są oparte na naszych doświadczeniach, w pewnym sensie są autobiograficzne. Niektóre teksty traktuję bardziej osobiście, są związane z moimi przeżyciami i emocjami z przeszłości, obecnymi, natomiast nie ma czegoś takiego, że można je odczytywać literalnie, dosłownie, bezpośrednio.

Czy Twoje teksty są w 100% poważne, czy jest w nich, jak mi się zdaje, sporo ironii, dystansu i poczucia humoru?

R: Dobrze Ci się wydaje (śmiech). Jest sporo ironii i poczucia humoru. Dlaczego? Być może dlatego, że jesteśmy ze Śląska. Podejrzewam, że taki zespół, gdyby powstał w innym regionie Polski, być może te teksty wyglądałyby inaczej. Polska tradycja martyrologiczna, na serio 100%… mi jest bliżej do tradycji czeskiej, gdzie podchodzi się do pewnych poważnych tematów na luzie, trochę ironicznie. Jak tragedia – to lepiej tragikomedia, a nie tragedia w stylu, powiedzmy, mickiewiczowskim czy sienkiewiczowskim – choć ten ostatni to dla mnie komedia (śmiech), ale była pisana z zamiarem meganadętym. Nie lubię tego nadęcia, jak tekst jest nadęty, lubię wbić w niego szpilkę, z którego nadęcie wyleci jak z balonika. Oczyszczamy się w ten sposób, śmiejąc się.

Dobrze, że to wyczuwasz, bo nie każdy to widzi, niektórzy myślą, że te teksty są w 100% poważne, porównują nas do Rage Against The Machine. Elementy ich przesłania nie są mi obce, natomiast warto do wszystkiego podejść z humorem. Po co żyć w smutku i napięciu?

Czy spotykaliście się z niezrozumieniem podczas koncertów poza Górnym Śląskiem?

R: Raczej mało koncertujemy, natomiast raczej spotykamy się ze zrozumieniem i to na koncertach i w wywiadach, w mediach ogólnopolskich czy regionalnych – spoza naszego regionu. Raczej ludzie odbierają nas dobrze.

Dzisiaj czytałem recenzję naszych tekstów – ponoć są płaskie, są rymy częstochowskie, z czym się nie zgadzam (śmiech). Nie zgadzam się z tym, ale przynajmniej widać, że ktoś przesłuchał i akurat mu się nie podoba. Przy pierwszej płycie (Brudy z 1996 roku – przyp.autora) była recenzja w Machinie, wtedy to była dość nowa gazeta, i tam nas zjechali, co nam się rzadko zdarza. Cenię konstruktywną krytykę, najlepiej jeśli mogę coś z niej wyciągnąć. Ktoś ma inne zdanie – ok, jego sprawa, ale dobrze, że budzimy kontrowersje, bo gdyby tak nie było, wzbudziłoby to we mnie pewien niepokój, coś by było nie tak. Z tej starej recenzji z Machiny, nie pamiętam kto pisał, wynikało, że ta osoba nie słuchała tej płyty, być może w międzyczasie słuchała innej i coś się pomyliło (śmiech)? Coś tam słyszał… Jeżeli robi coś takiego młodemu wtedy zespołowi, który próbuje wypłynąć, nawet go nie przesłuchując – nie lubię czegoś takiego.

Generalnie mamy odbiór. Długo nie czytałem komentarzy pod teledyskiem do utworu Synu (do zobaczenia tutaj – przyp.autora) – mamy tam już ponad milion wejść. Zacząłem jakiś czas temu, niestety większość nie wie, że to jest Hasiok, widzą tylko Maleńczuka, ale ok, nie o to chodzi. W każdym razie widzę, jak ludzie rozumieją lub nie to, co mamy do przekazania i nie wydaje mi się, żeby była zależność pomiędzy pochodzeniem, a rozumieniem. Bardziej to kwestia wrażliwości czy intelektualnych możliwości.

Graliście dość często w Leśniczówce. Jakie są Wasze związki z tym miejscem i Chorzowem?

R: Związki są proste – ja jestem z Chorzowa! Urodziłem się co prawda w Świętochłowicach, ale tylko dlatego, że szpital w Chorzowie był nieczynny. Jestem z Chorzowa, mieszkam tu od urodzenia, w różnych miejscach: w Hajdukach (Chorzów-Batory – przyp.autora), w centrum, teraz w Chorzowie Starym od dłuższego czasu.

Związki z Leśniczówką są takie: jest to ważny lokalnie klub, po drugie jest w parku (jeden z największych miejskich parków na świecie: Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku w Chorzowie – przyp.autora) – jest to zajebiste miejsce, miejmy nadzieję, że tak zostanie.

Jest po remoncie, prawda?

R: Graliśmy na nowym otwarciu, nawiasem mówiąc była afera z udziałem Maćka Maleńczukiem (śmiech).

Jakieś szczegóły?

R: Szczegóły są takie, że nie dogadał się z publiką i doszło do wzajemnych rękoczynów (śmiech).

A koncert był chyba zamknięty?

R: Niestety. Musimy znowu zagrać, ludzie się upominali, że chcą wejść, ale to nie ode mnie zależało. Graliśmy tam też ze względów personalnych, lubimy Dominikę, która prowadzi Leśniczówkę. Świetnie nam się tam gra. Czujemy się tam jak w domu.

A propos czucia – czy czujecie się częścią lokalnej sceny muzycznej, z artystami, którzy wykonują i piszą utwory po śląsku? Kojarzysz Dohtora Mioda z Piekar Śląskich…?

R: Oczywiście. Znamy się z Dohtorem Miodem!

Ausdruck?

R: Znamy się z Ausdruckiem!

Syntetic?

R: Z Synteticiem też się znamy, tu piliśmy (śmiech). Graliśmy z Synteticiem. A z Dohtorem Miodem – są takie plany. Ostatnio emisariusze Dohtora Mioda podeszli do mnie po koncercie w Bytomiu. Ja też wyrażałem taką chęć wcześniej, chcemy zagrać razem, jest to jak najbardziej wskazane. Zagralibyśmy nasz repertuar czysto śląski, bo nie wypada z Dohtorem wyjść z numerami po polsku. Ostatnio przerabiałem tekst Brudów na śląski, nawet nie pod tę okazję, ale już mi nie pasowało, że Brudy są po polsku.

Dohtor to przede wszystkim tradycja – 1993 rok, jak zaczął. I cały czas rapuje po śląsku, trzyma się swojego, trzyma się tego, jest prekursorem. Nie znam nikogo, kto by to robił wcześniej, dłużej i bardziej konsekwentnie. Ausdruck oczarował mnie bezkompromisowością. Hasiokowi tutaj daleko do czegoś takiego, bo nie tak myślimy, mamy inne myślenie. Nie żebyśmy się sprzedawali, nie odczuwam tego w ten sposób. Ausdruck tworzy tak zabawne numery! Obchodzenie Dnia Gówna (obok Dziouški ze štrachyclami, Dżyń Gówna to największy przebój znanego wśród śląskojęzycznego undergroundu duetu – przyp.autora) jest u nas tradycją co najmniej od dwóch lat. Nawet wysyłam życzenia Dohtorowi i Dyskodżokoejowi z Ausdrucka. Poza tym są świetni muzycznie. Na płytach świetnie, na koncertach mogłoby brzmieć lepiej. Leci to wszystko z jakiegoś DATa, a możnaby na żywo grać. Nie raz mieliśmy tutaj imprezy z nagraniami Ausrucka, Dohtora Mioda, Syntetica. Bardzo mi się podoba ich twórczość.

Cieszę się, że coś takiego się dzieje, czuje się częścią tej sceny, każdy z nas jest inny, każdy jest odrębny. To, co robi Syntetic to jest galaktyka jakaś, zupełna abstrakcja, kosmos. To, co robi Ausdruck to jest całkiem inne, niż Miód, ale wiąże nas to, że jesteśmy ze Śląska, mamy śląski akcent, nawet jakbyśmy śpiewali po polsku, śląskość bydźe z nos wyuazić i ńy ma śe čego wstydzić, a wrynč przeciwnie – čeba to popjyrać

i čeba to ćongnońć, żeby ludzie za nami pošli i tyż začyli takje řečy robić, bo to jest tylko dobre dla nas, tutaj na miejscu.

Czyli jesteście lokalnymi patriotami?

R: Słuchaj, jako Hasiok – ja i Moozg… Moozgu nie może być lokalnym patriotą ze Śląska, bo jest, uwaga!, z Sosnowca. Tak jak jestem rodowitym Ślonzokiym z pokolenia na pokolenie, nie znom žodnego gorola w mojich kořyńach – to nie ma aż takiego znaczenia, ale cieszy mnie to mimo wszystko (śmiech), tak Moozg jest rodowitym Sosnowiczaniem, gorolem do potęgi. Może dzięki temu się otwarliśmy, śpiewamy po polsku, on daje szersze spojrzenie, a jednocześnie nie jest zamknięty na to, co robimy tu na Śląsku, podoba mu się potencjał, brzmienie tego języka. Wczoraj byłem w Polsce, w Kielcach, patrzę, a tu: Słownik Ślonskij Gůdki – coś tam “hanysy”, sprzedawany w księgarni. Idę gdzieś w Warszawie, gdy wiedzą, że jestem ze Śląska, pytają: “Wow, powiedz jak macie ten aszembachar?” i mówię: “Ašymbecher” (popielniczka – tłum.autora), cieszą się: “Je, super!”, a potem pytają o inne słowa, jest zainteresowanie. Myślę, że powoli trzeba budować – nie na zasadzie: my-oni, choć oczywiście się różnimy, nie ma dyskusji, Śląsk jest inny od Polski mentalnie i kulturowo miejmy nadzieję to też będzie rosło – na zasadzie współpracy z Polską, a nie napierdalania się, bo to do niczego nie prowadzi. Nie ma co ukrywać, że nie jesteśmy Niemcami, może trochę Niemcami, trochę Polakami, ale przede wszystkim Ślązakami. Ja się czuję w pierwszym rzędzie Ślązakiem stąd – z Chorzowa, a w drugim dopiero Polakiem, ale też szanuję to, czego dokonali Niemcy i to niekoniecznie w czasie II wojny światowej, tylko przez całe wcześniejsze działania. Szanuję to, co zrobili Czesi.

Weźmy takie zdanie: ” Dej pozůr na bajtle” (Uważaj na dzieci – tłum.autora), tutaj: “dej pozůr” jest z czeskiego, “bajtle” zalatuje mi niemieckim. To jest piękne, ale składnia została polska. Moim zdaniem i nie tylko, bo to zdanie językoznawców, jest to język jednak polski. Jestem jak najbardziej związany z regionem. Pobudzenie naszego… narodowego, choć nie wiem, czy mogę nazywać Ślązaków narodem, w każdym razie pobudzenie naszej lokalnej świadomości jest potrzebne, żeby się ludzie nie wstydzili, że mają akcent, nie mamy się czego wstydzić. Jestem bardzo związany ze Śląskiem, natomiast Moozgu nie może być, bo… jest gorolem (śmiech)

Powiedziałeś z takim smutkiem w głosie (śmiech)

R: (śmiech) Jest zajebistym gorolym! Jakby mi ftoś pedźou 20 lat wčeśnij, že zauoža zespóu, firma i mojim najlepšym přijaćelym bydźe gorol i to ješče z Sosnowca – ńy uwieřyubych! Ale dziś to nie ma znaczenia, naprawdę.

W Hanysie rapujesz o osobie, która rodzi się w chlywiku w Chorzowie Starym, następnie dorasta, gromadzi wokół siebie wyznawców i nawołuje do powstania, chce, by Górny Śląsk wstał z kolan. Czy faktycznie potrzebujemy mesjasza, żeby zmienić świat wokół siebie?

R: Ludzie potrzebują. Są teksty, w których humoru jest mniej, jest więcej powagi. Mam nadzieję, że ludzie wyczują, że w tym jest więcej humoru, co nie znaczy, że nie przedstawia poważnie problemu mesjasza. Ludzie potrzebują mesjasza, idoli, którzy ich poprowadzą. Ja nigdy sobie tego tak nie wyobrażałem. Nawet, gdy mi się ktoś podobał muzycznie, nie był mi potrzebny jako idol, który ogarnia całe moje życie i mówi mi co mam robić. Może mi imponować ktoś lub jakieś zjawisko kulturowe, czy jakiś człowiek, natomiast nie będzie moim idolem czy mesjaszem. Natomiast ludzie tego potrzebują i o tym jest ten numer. Tak to wygląda – ludzie czasem idą jak bydło. Ale w Hanysie jest to pokazane raczej śmiesznie, humorystycznie, i tak na końcu się to wszystko rozpada, zostaje przecwelony, historia się kończy strzałem w potylicę.

Początek ostatniej zwrotki tego utworu brzmi: “pachołki Warszawy dostali zadanie/udupić Hanysa, nim Ślonsk powstanie”. Czy Śląsk jednak powstanie? Czy widzisz zmiany na lepsze w podejściu ludzi, jak i w życiu kulturalnym?

R: Pewnie. Uważam, że kultura to jest tutaj pierwszy bastion, zresztą tak jak wszędzie. Np. Czesi w XIX wieku mówili głównie po niemiecku, potem się obudzili i zaczęli mówić po czesku, odkryli w sobie, że są Czechami. My tutaj też mamy odrębność, mieliśmy autonomię, zrobiliśmy powstanie, żeby przyłączyć się do Polski – część mojej rodziny brała w tym udział: prababcia i pradziadek. Prezentowaliśmy tę odrębność, ale później w związku z tym, że za Niemca i komunistów Ślązacy byli tą niższą kasta, robotnikami, co zresztą jest widoczne do dzisiaj, byliśmy traktowani jak siła robocza, bydło, tłum do tych niższych prac. W tej chwili tworzy się inteligencja, że tak o sobie m.in. nieskromnie powiem w tym pierwszym czy dopiero drugim pokoleniu. Za komuny nie było tak łatwo. Jak miało się dostać na studia to się dostawał za przeproszeniem gorol, niestety, tak było. Jak miałeś dostać mieszkanie, w pierwszym rzędzie dostawał je gorol, a moja babcia muśaua śedźeć w familoku, do haźla uazić bez plac, a ausgus miaua kajś tam w antryju (moja babcia musiała nadal mieszkać w kamienicy z czerwonej cegły na osiedlu robotniczym, które były budowane przy zakładach przemysłowych, do ubikacji chodzić przez podwórze, a zlew miała w przedpokoju lub nawet na korytarzu – tłum.autora).

To już się powoli zmienia. Już nie trzeba, tak jak kiedyś, stać z tej niższej pozycji. Możesz wstać pionowo i powiedzieć: “Jo jest Ślonzok!” i tego śe ńy ma co wstydzić. I powoli ludzie to rozumieją, choćby w tym najprostszym zakresie: są karczmy piwne, są gupie wice ślonskie (śląskie dowcipy – tłum.autora), ale ok. To trafio w te rejony przaśne, ale jest jeszcze Kutz. Uważam, że robi kawał dobrej roboty, ktoś się może nie zgadzać, działalność polityczna, sraka, taka, ale mimo wszystko robi kawał dobrej roboty, która jest dla Śląska tym obudzeniem. Wszystko idzie w dobrym kierunku, tym bardziej, że Europa idzie w kierunku regionalizmów i jest to uważane za coś dobrego, nie tak jak kiedyś, gdy mówili: “jesteście separatystami!”. W autonomii politycznej Śląska nie ma nic złego. Oczywiście nie będziemy osobnym krajem, nie będziemy drugą Szwajcarią, bo to nie jest ten klimat, natomiast różnimy się mentalnie, kulturalnie, językiem, to czemu nie mielibyśmy tego podkreślić politycznie? Nie ma się czego wstydzić, trzeba robić swoje.

Ńy ma gańba być Ślonzokjym?

R: Ńy ma gańba być Ślonzokjym.

Łukasz Folda, listopad 2010

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Komentarze (0)

  1. jack pisze:

    jo sie asza i koza asic moi cerze
    choc jula jes krojcokiym
    ales


Zobacz wszystkie wywiady ›