Ewolucje w wyobraźni – wywiad z Filipem Zawadą, 1/2 zespołu Indigo Tree

26 lutego 2010 13:43
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

indigo Debiutancki album Indigo Tree “Lullabies of Love And Death” ukazał się jesienią 2009 roku i sporo namieszał w krajowych rankingach najlepszych płyt roku. Grupa została szybko doceniona przez media, zbierając szereg pozytywnych recenzji. W wywiadzie dla Górnośląskiego Informatora Muzycznego Filip Zawada (współzałożyciel zespołu, na co dzień muzyk, fotograf, poeta) opowiada nam o swoich doświadczeniach związanych z tworzeniem muzyki, nowej płycie zespołu oraz urokach mieszkania w cieniu gór.

 

Marcin Bieniek: Jesteście zaskoczeni sukcesem jaki przypadł waszej debiutanckiej płycie „Lullabies Of Love And Death”? Z tego co można było przeczytać na temat jej powstawania nagraliście ją dosyć spontanicznie i bez większych założeń.

Filip Zawada: Nie wiem czy słowo sukces dobrze określa to, co robimy. Sukces osiągnął Małysz, bo to jest wymierne działanie. My nie dostaliśmy za naszą płytę “medalu” więc moim zdaniem nie odnieśliśmy sukcesu. To, że płyta powstaje spontanicznie wydaje mi się rzeczą normalną. Bardzo długo pracowaliśmy na to, żeby to co robimy tak właśnie wyglądało. Po doświadczeniach jakie miałem w innych zespołach teraz wiem, że takie działanie jest zupełnie normalne i muzyka powstająca w ten sposób ma sobie dużo więcej energii.

MB: Czy wasze wcześniejsze prace nad muzyką filmową/teatralną miały wpływ na specyfikę muzyki Indigo Tree?

FZ: Największy wpływ na to co robimy ma to, co nas otacza. Dużo większy wpływ na to, co gramy ma na przykład kwestia czy dobrze naprawimy rynnę, albo to czy na dworze jest -10, niż sama muzyka. Paradoksalnie muzyka ma najmniejszy wpływ na muzykę. Oczywiście jest bardzo istotna, ale koniec końców jest tylko dodatkiem w myśleniu o piosenkach.

MB: Chciałbym spytać  o historię stojącą za powstaniem utworu „swell”, który spośród wszystkich utworów zebranych na debiucie, wydaje mi się być najbardziej odstający od reszty. Jeśli nad całą płytą unosi się pewien nastrój niepokoju i tajemniczości to utwór „swell” jest jego apogeum. Jest w nim coś podwójnie niezwykłego. Zgodzisz się?

FZ: To jest tak, jak we śnie – czasami coś pasuje czasami coś odstaje. Ja nie mam takiego wrażenia, ale to chyba dobrze, bo to oznacza, że śni nam się zupełnie inna historia. Najważniejsze jest to, że gdy rano zadzwoni do nas telefon komórkowy, obydwaj się z niej przebudzimy.

MB: Recenzje waszej płyty pojawiły się w większości znaczących polskich dzienników/tygodników. Czy to w jakikolwiek sposób przełożyło się na wzrost sprzedaży waszej płyty? Pytam, żeby pociągnąć szerszy temat – jak odbieracie polski rynek muzyczny jako zespół debiutujący?

FZ: Nie wiem czy recenzje przekładają się na sprzedaż płyty, ponieważ nie wiem co by się działo, gdyby nasza płyta nie miała recenzji. Żyję w przeświadczeniu, być może romantycznym, że jak ktoś stara się robić coś najlepiej jak tylko potrafi to, to co wytworzy powinno samo się obronić. Jeżeli chodzi o rynek muzyczny w Polsce to zupełnie nic o nim nie wiem. Może to wynikać z trzech powodów. Po pierwsze jestem ignorantem i się nim nie interesuję. Po drugie rynku takiego nie ma więc dlatego nic o nim nie wiem. Po trzecie nie traktuje tego co robię jako produkt więc nie mam nic do zaoferowania i w związku z tym nie istnieję na rynku. Gdybym sprzedawał w warzywniaku może bardziej byłbym świadomy “rynku” ponieważ byłbym od niego uzależniony. Taniej kupię marchewkę, drożej ją sprzedam, będę miał pieniądze na wakacje. Ja tak nie funkcjonuję.

MB: Podobno dostajecie coraz więcej sygnałów zainteresowania z rynku zachodniego, a nawet amerykańskiego. Wiążecie z tym jakąś przyszłość?

FZ: Muzyka jest tak kruchym działaniem, że nie staramy się wybiegać za bardzo w przyszłość. To co jest tu i teraz jest najważniejsze. Jesteśmy w stanie wybiec myślami do przodu tylko grając koncert. Bo jeżeli masz wszystko ułożone w głowie jak będzie budowało się napięcie w muzyce głośność, cisza, spokój czy melancholia to zaczynając grać musisz być również na końcu. Najgorzej jak koncerty wyglądają tak jakby się odgrywało jedną piosenkę po drugiej. Koncert jest dla nas całością i wydaje mi się, że to jedyne momenty w których pozornie warto wybiec do przodu.

MB: Obserwując twoją biografię, widać, że nieustannie działasz na różnych polach artystycznych: fotografia, film, poezja, muzyka. Ciężko być artystą w dzisiejszych czasach?

FZ: Wydaje mi się, że często takie pytania czy ciężko jest być artysta sprowadzają się do tego czy utrzymujesz się ze sztuki i czy można się z niej utrzymać. Ja jakoś żyję, ale bardzo rzadko zastanawiam się skąd mam pieniądze. Raz mam, a raz nie. Istotne jest to, że robię to co lubię i nie staram się np. zrzeszać w jakichkolwiek związkach. Bo gdyby przyszedł kryzys i okazało by się, że wszyscy muzycy muszą strajkować to mi osobiście wydawałoby się to bardzo idotyczne. Bo dlaczego miałbym strajkować przeciwko sobie, przeciwko temu co lubię.

MB: Czym są dla ciebie Sudety? Przeglądając materiały dotyczące waszego zespołu Sudety pojawiły się kilka razy. Traktujesz je jako miejsce ucieczki? Inspiracji?

FZ: Dużo czasu spędzam w górach. Oglądanie pocztówek z gór nie robi na mnie żadnego wrażenia, a na żywo zawsze jest to coś niesamowitego. Nie traktuje ich jako ucieczki bo nie mam przed czym uciekać. Na starość staram się być coraz bardziej pogodzony z tym co mam, bo to daje mi spokój do grania czy robienia zdjęć. Po za tym na wsi jest super to, że można pic piwo pod sklepem i nie jest to nic złego i można czasami się wspaniale ponudzić. Nuda to taki zapomniany bardzo przyjemny stan, który jest bardzo potrzebny człowiekowi do tego, żeby mieć jakiekolwiek refleksje.

MB: Pracujecie obecnie nad swoim drugim albumem. Wiadomo już w jaką stronę pójdzie wasza muzyka? Dacie upust nowym inspiracjom? Jak przebiegają nagrania?

FZ: Jedyne co jest dla nas wiadome to, to, że nie chcemy nagrać płyty podobnej do pierwszej. Chcemy próbować rzeczy i rozwiązań zupełnie dla nas nowych. Dlatego też płyta będzie miała tytuł „BLANIK”. Jest to salto, które wierzymy, że uda nam się wykonać. Dwa i pół obrotu w przód w pozycji łamanej. Jeżeli ktoś potrafi wykonać taką ewolucję w wyobraźni jednocześnie myśląc o naszej pierwszej płycie to dokładnie będzie wiedział jakie piosenki pojawią się na kolejnej.

MB: Planujecie wydać w maju tego roku koncertowe DVD. Zdradzisz szczegóły tego wydawnictwa?

FZ: Niestety sam nie za bardzo znam szczegóły. Nad wszystkim pracuje Jacek Chamot, który nagrał nasz koncert i coś z nim teraz robi. Dla mnie nawet przyjemnie jest czekać w nieświadomości, bo sam będę miał z tego niespodziankę. Działamy tak jak na pierwszej płycie. Zapraszamy do współpracy ludzi, których znamy i którym ufamy i staramy się nie za bardzo wtrącać w to co robią. Każdy musi unieść ciężar tego co wytwarza.

MB: Wiemy już, że zagracie na tegorocznej edycji Off Festivalu. Pod koniec lutego wystąpicie we Wrocławiu przed Lechem Janerką.  Czy otrzymaliście jakieś inne atrakcyjne oferty koncertowe? Czego może spodziewać się od was w roku 2010 – oczywiście poza nowymi wydawnictwami.

FZ: Ponieważ nie wybiegamy w przyszłość, nie zdobywamy medali i tworzymy coś czego nie można wziąć do ręki i za bardzo się do tego przyzwyczaić, to najprawdopodobniej w 2010 roku niczego nie można się po nas spodziewać.

 

MB: Dzięki za wywiad.

Wypytywał Marcin Bieniek,luty 2010r.

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›