„Songwriterzy najczęściej mnie nudzą” – wywiad z Leman Acoustic

1 września 2011 19:22
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Leman Acoustic wydał niedawno swoja nową epkę. Skorzystaliśmy z tej okazji i zadaliśmy artyście kilka pytań dotyczących wydawnictwa, a także jego muzycznej przeszłości oraz spojrzenia na Górnośląską scenę muzyczną.

GIM: Pod koniec maja ukazał się twoja nowa epka „Sophisticated Point of View”. Dlaczego po raz kolejny zdecydowałeś się wydać mniejsze wydawnictwo. Czy doczekamy się kiedyć długogrającego albumu Leman Acoustic?

Leman Acoustic: Nagrywanie epek jest dla mnie dużo ciekawsze niż praca nad całym albumem. Po pierwsze mogę każdą epkę zagrać inaczej, łatwiej dobrać piosenki, które mają podobny klimat, wspólny mianownik. Myślę o płycie długogrającej, ale to jeszcze nie czas. W dzisiejszych czasach wydanie płyty niczemu nie służy, a przynajmniej nie jest żadnym wyznacznikiem, a niestety wiąże się z ogromnymi kosztami. Teraz chciałbym się skupić głównie na koncertach.

GIM: Chociaż występujesz solo, na twojej nowej epce możemy usłyszeć kilka innych osób. Możesz zdradzić coś więcej na ten temat? Chciałeś, by twoja muzyka zabrzmiała inaczej?

Leman Acoustic: Od jakiegoś czasu na scenie towarzyszy mi wiolonczelistka Marta Sawicka lub Małgorzata Majnusz i póki co nie planuję koncertów solo. Włożyliśmy w to dużo pracy i chcemy pokazać się z jak najlepszej strony. Faktycznie, wersje studyjne wzbogacone są o inne instrumenty, początkowo miała być tylko wiolonczela, ale coś mnie pokusiło i zadzwoniłem do Piotra Sawickiego i Łukasza Zająca i zapytałem czy mi pomogą. Zgodzili się od razu. Piotr grał wtedy koncerty z nowym projektem „Roboty Na Wysokości” i nagrywał demo trzeciego albumu „Iowa Super Soccer”, ale znalazł trochę czasu. Dla tak zdolnego i osłuchanego basisty wystarczyły dwie próby a potem godzina w studio. Z bębnami było trochę inaczej, nie wiedziałem jak to ma brzmieć, a przynajmniej nie potrafiłem tego zagrać. Pojechaliśmy z Łukaszem do jego brata Roberta i w jedno popołudnie zrobiliśmy zarys bębnów do wszystkich kawałków. To dla mnie zaszczyt, że muzycy z takich zespołów jak Negatyw, Natanael czy St. James Hotel siedzą ze mną i dłubią przy moich piosenkach. Bardzo pomógł mi też Michał Cholewa, który był po części odpowiedzialny za brzmienie tego materiału. Znamy się od czasu pracy nad „Whispers of Loneliness”, od razu wiedział czego szukam i w którą stronę chcę iść z tymi piosenkami. Michał pracuje z wieloma artystami i wie doskonale co robi.

GIM: Czy jesteś typem artysty, który z płyty na płytę potrzebuje nieustannie się zmieniać i przeobrażać, czy może po prostu cały czas bazujesz na brzmieniu i stylu, który zapoczątkowałeś na pierwszej epce?

Leman Acoustic: Trudno powiedzieć, bo piszę też inne piosenki niż te, które gram jako Leman Acoustic, czasem ich nie kończę bo w moim mniemaniu są słabe i udawane, a czasem odkładam do szuflady. Nie ukrywam też, że mam ogromną słabość do instrumentów smyczkowych i od zawsze chciałem grać z wiolonczelą lub na wiolonczeli czy skrzypcach, to było tylko kwestią czasu. Kiedyś ten pomysł nie podobał się mojemu ówczesnemu managerowi, więc nie ciągnąłem tematu. Ciągle szukam dźwięków, które sprawiają mi przyjemność, nie interesują mnie trendy czy gusta słuchaczy. Może się to na pozór wydawać narcystyczne, ale jest zupełnie inaczej – nie gram muzyki, w którą sam nie wierzę i która dla mnie nie jest autentyczna.

GIM: Podobnie, jak w przypadku “Whispers of Loneliness” płycie towarzyszy ciekawa oprawa graficzna. Kto za nią odpowiada i czy wizualna strona twoich wydawnictw ma dla ciebie spore znaczenie?

Leman Acoustic: Uwielbiam te okładki. Serdecznie dziękuję za nie Kasi Borowiec. Prawda jest taka, że na grafikę z „Whispers of Loneliness” natrafiłem kilka lat temu w jakimś piśmie studenckim, wyrwałem stronę i wziąłem do domu. Powstało kilka projektów okładek do tej epki, ale to nie było to i przypomniałem sobie o tych grafikach. Znalazłem autorkę, napisałem do Kasi, otrzymałem pozwolenie, później Kasia przysłała mi jeszcze inne grafiki m.in. tą którą wykorzystałem do „Sophisticated Point of View”. To dla mnie ważne aby całość pod względem muzycznym i graficznym była spójna, żeby płyta była takim małym dziełem sztuki. Oczywiście sztuki popularnej.

GIM: Obecnie śpiewasz po angielsku, ale w internecie krążą informacje o twoim pierwszym zespole Grupa Dom. Czy możesz zdradzić coś więcej na temat tej kapeli?

Leman Acoustic: Grupa DOM to nie był mój pierwszy zespół, ale chyba najważniejszy. Wcześniejsze doświadczenia pokazały mi, że trzeba coś robić po swojemu. Kiedy dostawałem propozycje śpiewania w jakiś zespołach, a na próbie goście (mieliśmy wtedy po 16 lat) zaczynali od coverów zespołu Metallica czy Black Sabbath, to brałem mikrofon i wychodziłem. Do dzisiaj mam awersję to tych zespołów. Z Grupą DOM było inaczej, to był mój materiał, faktycznie po polsku i mocno osadzony w wilkowych klimatach. Do dzisiaj mam nagrania z kilku koncertów i jednej sesji studyjnej. Fajnie jest czasem tego posłuchać. Nasze drogi z chłopakami rozeszły się naturalnie, zaczęliśmy studia, ktoś wyjechał do Anglii, ktoś do Stanów i tyle. Ale dobrze wspominam ten czas. Już kiedyś wspominałem, że założę myspace’a dla tego zespołu, przypomniałeś mi o tym. Zrobię to niebawem. Dzięki.

GIM: Scena songwriterska jest dzisiaj bardzo rozwinięta. Czy któryś z artystów szczególnie mocno cię inspiruje? A może czerpiesz inspiracje z zupełnie innych źródeł?

Leman Acoustic: Jak już pisałem, moje piosenki są dla mnie autentyczne, wiadomo Ameryki nie odkryłem ale nie wzoruję się i nie inspiruję pod względem muzycznym na nikim. Nie siadam do pisania piosenek i nie myślę o nich przy ich pisaniu. To się dzieje nagle i albo zostaje albo odsyłam ją w niepamięć. Przyznam jedynie, że do Piotra i Łukasza zadzwoniłem po wysłuchaniu albumu „Into the Wild” Eddiego Veddera, a dokładnie po wysłuchaniu piosenki „Long Nights”. Powiedziałem wtedy chłopakom, że chciałbym taki bas i bębny żeby ich nie było słychać, ale jakby je odjąć to czegoś będzie brakowało. Udało się. A songwriterzy najczęściej mnie nudzą.

GIM: Jeden z twoich utworów pojawił się na składance „Sealesia” – czy uważasz, że to dobry sposób na promocje muzyki z danego regionu?

Leman Acoustic: Pomysł jest świetny, zastanawiam się tylko czy znowu ktoś tego nie spuści bo pochodzi ze Śląska. Tyle się mówi o śląskiej scenie muzyczne, ale jak się okazuje tylko w kuluarach. Liczę jednak, że to się zmieni. W końcu jest sygnowana przez świetnego dziennikarza muzycznego, autora książki o Coldplay i Irku Dudku. Mam wrażenie, że Marcin Babko chce coś w końcu zmienić i pokazać, że na Śląsk nie tylko się zaprasza świetne zespoły, ale takie też tutaj działają. Jestem dumny z faktu, że znalazłem się na tej składance, to ogromny zaszczyt.

GIM: Czy uważasz, ze na Górnym Śląsku insteje obecnie jakaś jednolita scena muzyczna? Czy artyści trzymają sie razem? Czujesz się jej częścią?

Leman Acoustic: Tak, jednolitość ta nie wynika z tego, że wszyscy grają bluesa jak niektórzy ciągle twierdzą i „Sealesia” pokazuje to dobitnie. Śląsk to bardzo bogaty muzycznie region Polski i najważniejsze jest to, że nie ma wewnętrznej, niezdrowej rywalizacji. Czasem jednak serce się kraje kiedy dostaję do ręki albo w mp3 fajny materiał, który nie znalazł wydawcy, a gdyby znane zespoły nagrały takie albumy to świat byłby lepszy i dostaliby bo dwa Fryderyki za każdą piosenkę. Mówię tutaj o „Studio Huta” Robotów na Wysokości i LP „Milcz Serce”. Mnóstwo jest tutaj świetnych zespołów, o których warto wspomnieć m.in. NeLL czy Fifidroki i nie wszyscy są moimi kolegami. Nie uzależniam tego czy ktoś jest moim kolegą czy nie oraz od faktu w jakim zespole gra. To bez sensu.

GIM: Masz w swoim repertuarze cover zespołu Myslovitz „Scenariusz dla moich sąsiadów”, skąd pomysł na taką własną wersję tego kawałka? Jak podchodzisz do grania coverów?

Leman Acoustic: Faktycznie, gramy myslo. To wyszło przez przypadek, gdybym planował zrobić cover na pewno nie wziąłbym się za tą piosenkę. Czasem gram z kolegami w zaprzyjaźnionej knajpie, wiesz, taki repertuar ogniskowo-imprezowy. I kiedyś jakoś tak w domu zupełnie bezwiednie zagrałem pierwsze akordy z tej piosenki, ale inaczej – tak jak to słychać z mojej wersji. Nagrałem, wysłałem kilku osobom m.in. Przemkowi Myszorowi z zapytaniem czy mogę to grać, powiedział, że ok. więc gram. Nie ma w tym żadnego planu na promocję. Nie przepadam za coverami, zwłaszcza jak brzmią tak samo. Dla mnie cover powinien brzmieć inaczej i nie gorzej niż oryginał. Myślę, że „Scenariusz dla moich sąsiadów” znacznie zyskał w tej wersji, nie straszy tak już tą ‘kanapką’ jak w oryginale.

GIM: Jakie są twoje plany na najbliższą przyszłość?

Leman Acoustic: Na pewno jak najwięcej koncertów. Materiał koncertowy przygotowywaliśmy bardzo intensywnie, kilka koncertów, takich na rozbieg wyszło bardzo dobrze. Mamy kilkanaście piosenek, które bardzo dobrze sprawdzają się na klimatycznych koncertach. Zarówno Marta Sawicka, Małgorzata Majnusz jak i ja włożyliśmy w nowe aranże dużo serca, czego efekt słychać od samego początku. Co dalej? Życie pokaże.

Rozmawiał: Marcin Bieniek

fot:www.myspace.com/lemanacoustic

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›