„Najważniejsze jest szczere granie” – wywiad z zespołem happysad

5 grudnia 2010 13:25
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Grupa happysad wydała w ubiegłym roku swój czwarty album zatytułowany „Mów mi dobrze”. Spróbowaliśmy porozmawiać z zespołem o tym jak oceniają krążek z perspektywy czasu, jakie korzyści wynikły z przenosin do Mystic Records oraz skąd pomysł na zaangażowanie do zespołu nowego muzyka.

GIM: Wasz ostatni krążek „Mów mi dobrze” rozpoczął waszą współpracę wydawniczą z Mystic Production. Co takiego stało się, że wasza współpracą z S.P. Records dobiegła końca? Czy wpłynęło to w jakikolwiek sposób na sytuację zespołu?

happysad: Współpraca z SP Records dobiegła końca bo wygasła umowa pomiędzy zespołem a firmą, która opiewała na płyty trzy. Po wydaniu Nieprzygody byliśmy więc wolni i nieskrępowani jakąkolwiek inną umową z jakąkolwiek firmą fonograficzną. Daliśmy się więc skrępować wytwórni Mystic, bo jako jedyni w tym okresie odezwali się do nas z propozycją współpracy i przekonali do siebie chwilę wcześniej wydając wzorowo i wedle naszych „widzimisię” nasze pierwsze koncertowe DVD Na Żywo w Studio. Ten swoisty okres próbny wypadł tak znakomicie, że nie wahaliśmy się nawet pół sekundy i dołączyliśmy do czarnych braci z Mystica;-)W nowej wytwórni mamy przede wszystkim lepszą umowę i święty spokój. Chcemy klip, mamy klip, chcemy płytę mamy płytę z dowolnym budżetem, chcemy wydać ją w digipaku ze srebrnymi literkami tłoczonymi w małej wytwórni srebrnych literek w USA – możemy tak mieć. Dla nas jest to profesjonalne podejście, którego zawsze oczekiwaliśmy w stosunku do nas.

GIM: Z płyty na płytę słychać w waszej muzyce coraz więcej prób wyjścia poza tradycyjne gitarowe brzmienie. Urozmaicacie swoje utwory korzystając z nowych instrumentów czy bawiąc się aranżacjami. To dla was ważne żeby zaskakiwać słuchacza? Jaką rolę odgrywa w tym procesie wasz producent Leszek Kamiński, który towarzyszy wam od „Nieprzygody”?

happysad: My jesteśmy zespołem, który stara się bardzo, ale na staraniach się pewnie skończy. Wychowywaliśmy się na muzyce gitarowej. Zaczynaliśmy tą przygodę drąc japę na licealnych ogniskach i chyba podświadomie weszło nam do głowy, że dobra piosenka to taka, którą spokojnie da się zaśpiewać z towarzyszeniem jakiegoś instrumentu w domu, na ognisku, na przerwie na uczelni czy szkole. Poza tym świadomi jesteśmy naszych słabości, tak samo jak pewni tego, że najlepiej wychodzi nam pisanie prostych piosenek. Nie suit 10 minutowych, tylko krótkich zwrotek i refrenów o wpadających w głowę melodiach. Zaskakiwanie i zaspokajanie potrzeb słuchacza nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest zaspokajanie siebie. Najważniejsze jest szczere granie czyli takie, które sprawi, że grając jakiś utwór na koncercie nie będziesz się zastanawiał „na cholerę to gram, przecież tego kompletnie nie czuję”. To tak z grubsza, bo temat szeroki;-) Co do Leszka, to nie ingeruje on nam w aranżacje ustalone w próbowni. Raczej odpowiada za brzmienie instrumentów, tak aby płyty słuchało się z przyjemnością, każda nutka była słyszalna i on się oczywiście bardzo stara, a my oczywiście mu tego nie ułatwiamy;-)

GIM: Nad materiałem na waszą ostatnią płytę pracowaliście wspólnie z Danielem Pomorskim, nowym członkiem zespołu. Jak wspominacie pierwsze eksperymenty z nowym instrumentarium? Czy od tamtego czasu Daniel zdążył zaaklimatyzować
się w zespole?

happysad: Daniel zaskoczył nas swoim słuchem niemal absolutnym (jeśli nie po prostu – absolutnym), opanowaniem kilku instrumentów i fachowym podejściem do grania i tworzenia muzyki. Miło było usłyszeć trąbkę czy klawisz w utworach, które wydawały się być stricte gitarowe i od momentu jego gościnnego występu podczas nagrywania Na Żywo w Studio myślę, że trochę zmieniło nam się myślenie o naszej muzyce. Teraz, przy komponowaniu nowych utworów, mamy na uwadze fakt istnienia w naszym zespole klawisz i trąbki i często robimy na nie specjalne miejsce;-) Daniel jest człowiekiem raczej cichym, nieinwazyjnym, kulturalnym, grzecznym, skromnym, miłym i uprzejmym, więc zaklimatyzował się bez problemu;-)

GIM: Na płycie „Mów mi dobrze” słychać w kilku utworach głos Kasi Gierszewskiej z zespołu trzydwa%UHT. Jak doszło do waszej współpracy? Jesteście zadowoleni z efektu?

happysad: Graliśmy kiedyś w Ząbkowicach Śląskich. Do baru przy którym siedzieliśmy po koncercie przeszedł chyba Bartek, perkusista UHT. Nie pamiętam jak to się stało, ale chyba to on wtedy dał nam namiary na ich majspejsa. Przesłuchaliśmy sobie te numery, spodobały się, a kiedy szukaliśmy jakiejś charakterystycznej wokalisty mogącej ubarwić nam kilka numerów, przypomniała nam się Kasia – właścicielka niecodziennie zmysłowego wokalu. I już. Zadzwoniliśmy do niej, okazało się, że jest fanką naszego zespołu, jest bardzo propozycją wzruszona i w tym całym wzruszeniu pokazała nam zdjęcie, które zrobiła sobie z nami po jakimś koncercie kilka lat wcześniej;-) Z nami, kompletnie nieświadomymi faktu, że kiedyś ta laska zaśpiewa nam tak ładnie na naszej płycie. Byliśmy zachwycenie udziałem Kasi, ale Leszek nie do końca podzielał nasze zachwyty i nam Kasię trochę powycinał z numerów;-)

GIM: Przykładacie sporą uwagę do wizualnej strony zespołu – czego dowodem jest chociażby wasz ostatni teledysk do utworu „Made In China”. Jak doszło do jego realizacji? Jaką rolę pełnią dziś teledyski? Czy waszym zdaniem
teledysk powinien tylko coś pokazywać czy może powinien także coś przekazywać?

happysad: Klipy nie są naszą najmocniejszą stroną. Zazwyczaj sami wymyślamy sobie fabułę, a potem realizatorzy starają się ją jakoś zwizualizować. Tak też było w przypadku teledysku do utworu Made In China. Realizowała go ekipa, która odpowiada za nasze DVD czy klipa do Mów Mi Dobrze czyli fajne i zdolne chłopaki z Mania Studio, a realizowany był w Garwolinie. Dziś klipy dystrybuuje się głównie przez Internet. Nie ma nawet jednej porządnej telewizji czy to muzycznej czy bylejakiej, która puści rockowy klip, więc jego rola maleje. Oczywiście Internet ze swoimi możliwościami jest dobrym medium, ale siła odbiornika stojącego w każdym dużym pokoju wydaje mi się nieco większa. Oczywiście ci, którzy szperają w necie, na własną rękę szukają muzyki i oglądają klipy nie będą wieścić upadku tej krótkiej formy filmowej. I słusznie. Do ilu więcej świadomych odbiorców dociera kanał You Tube?;-) Co do ostatniej części pytania… Oczywiście lepiej ogląda się klip z błyskotliwym scenariuszem i mądrym, ciekawym przekazem. Nam to na szczęście nie grozi. Do dobrych klipów łapy nie mamy;-) No chyba, że jakiś oskarowy scenarzysta zdecyduje się wesprzeć młodą, zdolną, polską kapele;-)

GIM: Jesteście jednym z niewielu zespołów na polskiej scenie, które dzielnie trwają przy polskim tekście. Jak oceniacie obecną kondycję polskiej  piosenki? Czy dostrzegacie jej kryzys porównując dzisiejsze czasy z latami 80./90.?

happysad: Kryzys to przechodzi- z grubsza ujmując- społeczeństwo. Masowo wierzy się w to, że jedyna muzyka, to ta która leci w rado i TV. A tam z kolei muzykę traktuje się jako zło konieczne, albo pomysł na łatwą kasę. Nasza młodzież wciąż śpiewa dobre piosenki, wciąż mamy fajne kapele, a to, że czasy się zmieniły i śpiewa się o czym innym nie ma najmniejszego znaczenia. Najważniejszy jest sam fakt grania. Kiedyś, nawet nie tak dawno, bo za naszych początków, problem był na każdym kroku. Nie było instrumentów, nie było klubów, nie było miejsc do robienia prób. Teraz mamy w zasadzie wszystko w miarę rozsądnych cenach. Pozostaje tylko mieć chęci, nagrać demo, wrzucić do sieci, podać mejla i może pewnego dnia tym mejlem przyjdzie propozycja zagrania koncertu lub współpracy z wytwórnią.

GIM: Chociaż ostatnio ucichło o was w mediach wasza popularność nie gaśnie. Widać to po liczbie osób, która pojawia się na waszych koncertach czy udziela na stronie internetowej. Czy odczuwacie wsparcie swoich fanów? Czy na koncerty przychodzą te same osoby co kilka lat temu, czy może dostrzegacie wiele nowych twarzy?

happysad: Tak naprawdę to rzadko widzimy te same twarze. Wciąż czytamy na naszej stronie, że ktoś był właśnie na naszym koncercie po raz pierwszy i miło nam czytać, że pojawi się przed sceną jeszcze nie raz. Wystarczy wejść na nasza stronę internetową czy odwiedzić nasz profil na Facebooku, aby zobaczyć jakim obdarzono nas zaufaniem i jakie dostajemy wsparcie po każdym zagranym koncercie. To jest bardzo miłe, a dla człowieka tworzącego cokolwiek – bardzo potrzebne.

GIM: Czy możecie podzielić się z naszymi czytelnikami waszymi ostatnimi muzycznymi odkryciami?

happysad: Proszę bardzo: Ou Est Le Swimming Pool, Living on Venus, Seabear, Apparatijk, Tunng, Son Lux, Wilson Square, rozwaliła nas też nowa Brodka;-)

GIM: Czy pracujecie już nad nowym materiałem? Czego możemy spodziewać się po kolejnej płycie happysad?

happysad: Pracujemy, ale ciężko powiedzieć czego się spodziewać bo sami nie wiemy, a praca nad ostatnim albumem pokazała, że nawet jak czegoś jesteśmy pewni, to nie oznacza, że tak będzie;-) Należy się spodziewać piosenek ze zwrotkami i refrenami, łatwo wpadającymi w ucho i z mnóstwem gitar. Tego raczej jesteśmy pewni. Ale też nie na stówe;P

Wywiad przeprowadził Marcin Bieniek

photo:myspace/happysad

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›