Voo Voo – „Wszyscy muzycy to wojownicy”, wyd. EMI, 2010

4 stycznia 2011 15:21
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

„Wszyscy muzycy to wojownicy” to album, na którym zdają się ścierać ze sobą dwie przeciwstawne siły: rockowa energia i świeżość z jednej strony z pewnym poczuciem  doświadczenia artystów i premedytacji w odniesieniu do procesu twórczego z drugiej. Najnowszy album Voo Voo – zespołu o niekrótkim już przecież stażu na scenie muzycznej – to płyta, którą w jej najlepszych momentach należałoby określić jako zaskakująco „młodzieńczą”. Nie oznacza to wprawdzie, że słuchacz będzie nią szczególnie zaskoczony – nie znajdzie tu zbyt wiele całkowicie świeżych, oryginalnych rozwiązań, znajdzie za to solidną dawkę bardzo dobrze zrealizowanej i niezwykle charyzmatycznie zagranej rockowej muzyki, chwilami mogącej przywodzić na myśl twórczość choćby takich zagranicznych artystów jak Iggy Pop czy też, w pewnym stopniu, Eels. Jest to krążek mogący pochwalić się bardzo staranną produkcją. Jego brzmienie – twarde, brudne, często wręcz agresywne (zwłaszcza w pierwszych utworach) lecz jednocześnie przemyślane i pełne niuansów – zazwyczaj w naturalny i nienachalny sposób podkreśla charakterystyczny „luz” Wojciecha Waglewskiego. „Zazwyczaj” ponieważ w kilku utworach właśnie ten luz zdaje się nieco cierpieć w wyniku nadmiernej stylizacji lub – w moim odczuciu – nazbyt jawnego brzmieniowo-aranżacyjnego wykalkulowania. Ogólnie rzecz biorąc jednak produkcja zdecydowanie przemawia na korzyść albumu i można by wręcz powiedzieć, że jest ona jego najbardziej wybijającym się aspektem.

Z drugiej strony najnowszej płycie zespołu Wojciecha Waglewskiego można by także zarzucić pewną zachowawczość. Jak wspomniałem wcześniej, brak na niej jakichś większych zaskoczeń, muzycznych „skrzywień” czy „wybryków”, które mogłyby ustanowić ją jako wybitną. Voo Voo ogranicza się tu raczej do szeregu sprawdzonych patentów – wykorzystanych w sposób sprawny, stylowy i na swój sposób imponujący, nie stanowiących przy tym jednak niczego, czego przeciętny słuchacz nie słyszałby już wcześniej. Fakt ten, w połączeniu z pretensjonalnością niektórych utworów, łagodzi zamierzony – zdawałoby się – „wojowniczy” charakter albumu. Szczególnie nie czuję się przekonany do utworów „To co zostanie”, „Wyć się zachciało” oraz tytułowego „Wszyscy muzycy to wojownicy”, odnośnie których odnoszę wrażenie nadmiernie samoświadomej stylizacji oraz „upozowania” na coś, co słuchacz powinien automatycznie rozpoznać jako niemalże stereotypowy przykład muzyki „alternatywnej” (przy czym gościnny udział Macieja Maleńczuka oraz Abradaba w utworze „Wszyscy muzycy to wojownicy” bynajmniej nie działa pod tym względem na korzyść albumu). Jako takie, te stylizowane momenty silnie kontrastują z tym drugim, bardziej świeżym, charyzmatycznym i „wyzwolonym” aspektem muzyki zawartej na płycie.

Swoisty „rozłam” albumu „Wszyscy muzycy to wojownicy” na dwa opisane powyżej wymiary sprawia, że choć jest to płyta na swój sposób dobra i mogąca dostarczyć fanom muzyki rockowej wiele przyjemności, to jednak pozostawia po sobie poczucie niedosytu oraz wrażenie pewnego braku konsekwencji. Z jednej strony nie jest ona do końca dziełem zmyślnie spreparowanym pod kątem jakiegoś konkretnego profilu odbiorcy; z drugiej strony zdaje się też nie być zupełnie „niezależna” i wolna od takich zapędów. Ponadto choć jest to album wyraźnie ukazujący wielki talent zespołu, brakuje na nim pewnej ulotnej i – przyznaję – mgliście pojętej „iskry geniuszu”.

Jarosław Wieczorek

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›