Vavamuffin – “Mo’better rootz”, wyd.Karrot Kommando

16 listopada 2010 00:26

Vavamuffin, zespół  zakorzeniony w naszej pięknej stolicy, to prawdziwa klasyka reggae. Jednak ich trzecia studyjna płyta nie ma nic wspólnego z klasyką, jedyna rzecz która jest „po staremu” to to, że Panowie znów wydali świetną płytę. Mimo, iż rzadko słucham reggae, to do tej pozycji  mogę wracać i godzinami przenosić się w różne klimaty, bo mamy tu prawdziwą mieszankę, zarówno stylów muzycznych jak i doznań emocjonalnych. Dlatego wrzucając płytkę do odtwarzacza należy dobrze zapiąć pasy.  Oprócz idealnie dobranego tria: Gorg, Reggaenerator i Pablopavo, mamy gości w postaci: Crispy Horns’a z sekcji dętej Zion Train, Tomasza Glazika znanego z Kultu, producenta m.in. ostatnich płyt Tedego – Sir Micha, no i członka sławnej Molesty – Vienio.  Jak widać produkcja na najwyższym poziomie, dzięki temu możemy delektować się…

„Mo’better rootz”, w którym kryje się 14 kawałków, bawi i uczy,:) doświadcza, namawia do bujania, ale tez do przemyślenia niektórych spraw.  W utworze Barbakan ujrzymy, „od środka” prawdziwą Warszawę. Jest afrobeatowy African Dancehall, czyli 11 minutowy zestaw dźwieków który na pewno się nie znudzi, a nawet wprowadzi w jazzujący nastrój.  Kawałki imprezowe takie jak Drug Squad Collie czy Bez Piątala, muszą znależć się na playlistach granych w klubach- zapewnią dobrą zabawę. Każdy utwór na płycie zaskakuje, wyrywa się ze schematu… malo powiedzianie, tu w ogole nie ma schematów. Wszystko jest inne i wydaje się na maksa wykorzystane. Jest także perełka – bezkonkurencyjny, mocny, świetnie skomponowany Cel Pal,  dotykający smutnego losu dzieci podczas wojny, wszystko uwieńczone jest solówka Vienia – polecam. Właśnie – teksty – album opowiada i o polityce, o walczących dzieciach, o Warszawie –  o tym  jak to jest nie mieć „floty” na imprezie, są odwołania do podróży do Etiopii, którą odbył zespół… pojawia się wiele wiele innych tematów, lecz nie chę zabierać przyjemność z słuchania „opowiadając  caly film zanim się zaczął”.

Najnowszy albym Vavamuffin warty jest każdej minuty słuchania. Widać żę muzycy eksperymentują z nowymi rzeczami i bawią się już stosowanymi wcześniej gatunkami. Artyści polecają „nagitarować się na dobra falę” i sięgnąc po „Mo’better rootz”, a ja się pod tym podpisuję.

Przemysław Spadło


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›