The Black Tapes – “Shipwreck”, Antena Krzyku,2010

10 grudnia 2010 06:51
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Czołowi polscy post-punkowcy w ekspresowym tempie powracają z nowym wydawnictwem.

Minął zalewie rok od premiery debiutanckiego albumu The Black Tapes, a grupa już zdążyła skompletować materiał na swoje drugie wydawnictwo. Krążek “Shipwreck” podobnie jak debiut przywołuje brzmienia rodem ze Szwecji – europejskiej stolicy garażowego punka. To stamtąd pochodzą najciekawsze europejskie kapele mieszające w swoich utworach ostre punkowe riffy oraz rock’n’rollowe wibracje – wystarczy wymienić tutaj chociażby International Noise Conspiracy, Millencolin czy Hellacopters. Można śmiało stwierdzić, że to właśnie Szwedzka scena bardziej niż amerykańska inspiruje nadwiślańskie zespołu. Efektem tego jest warszawska scena wokół której skupiają się takie formacje, jak: Elvis Deluxe, Jordy Warsaws, Capital czy właśnie The Black tapes.

Pierwsze co daje się zauważyć przy odsłuchu płyty to kolosalna różnica w brzmieniu. Pierwszy album, jak na debiut przystało (chociaż muzycy Black Tapes debiutantami nie są) brzmiał surowo i garażowo. Na “Shipwreck” warto docenić nie tylko samą pracę, którą zespół włożył, by otrzymać jak najlepszy efekt swoich nagrań, ale przede wszystkim wysunięcie na pierwszy plan wokalu, który dodał nowym utworom zespołu wyrazistości i kopa. Stojący za mikrofonem Hubbs na każdym kroku udowadnia, że potrafi śpiewać. W przypadku zespołów o podwyższonym przekazie energetycznym charyzmatyczny wokalista, to połowa sukcesu. Wie o tym każdy kto zetknął się z dokonaniami takich kapel jak At The Drive-In, czy International Noise Conspiracy (wcześniej także Refused).

Nowe utwory zespołu to w większości dojrzalsza kontynuacja melodyjnych punkowych numerów z debiutu. Dalej najważniejsze pozostają wyraziste zwrotki i refreny, a także szalone partie klawiszy. Słychać to już w otwierającym krążek “Noah’s Ark”. Prawdziwy gitarowy galop rozpoczyna się wraz z kolejnym numerem “Charm of The Bourgeoisie”, w którym tempo odmierza szalona gitara. Podobne odczucia towarzyszą pozostałym utworom balansujących na granicy 2. minut, jak: “Life” czy “Monday Is Shit”. Klawisze pojawiają się na płycie w mistrzowski sposób, godny Jamesa Deweesa z The Get Up Kids. Wystarczy odpalić “Future Is Yours” czy tytułowy “Shipwreck”. Klawisze w miły dla ucha sposób zazębiają się z rozpędzoną sekcją rytmiczną. Utwory zostały dodatkowo uzupełnione kilkoma singalongami, czekającymi na koncertową interakcję z fanami.

The Black Tapes płyną dalej. “Shipwreck” to dowód na to, że zespół jeszcze nie raz zaskoczy nas świetnymi piosenkami z solidnym energetycznym wykopem.

Marcin Bieniek

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›