Strachy Na Lachy – „!TO!”, 2013

7 kwietnia 2013 11:54

Czy to jeszcze Strachy Na Lachy, czy to już Pidżama Porno?

Nie będę ukrywał, że mam wielką słabość do Grabaża. Jego pokręcone teksty, pełne zaskakujących odowłań i interesujących kontekstów, a przy tym oprawione w fajne melodie, mają w sobie wielką moc. Słychać to zwłaszcza w roku 2013, gdy nie widać wśród młodego pokolenia godnych następców lidera Strachów Na Lachy, czy innych tekściarzy, którzy pisząc w ojczystym języku potrafią rozpalić wyobraźnię słuchacza. Na szczęście Grabaż nie wybiera się jeszcze na emeryturę. Właśnie dopisał do swojego życiorysu kolejny rozdział pod tajemniczym tytułem „!TO!”.

Nie da się opisać tej płyty bez krótkiego spojrzenia na dotychczasowe dokonania Strachów Na Lachy. Grupa w ciągu dziesięciu lat, z solowego projektu Grabaża, stała się topowym polskim zespołem, przed którym otworem stoją drzwi wszystkich klubów w kraju, a każde nowe wydawnictwo z miejsca ma zaklepane złoto. Oczywiście nie tylko status grupy uległ zmianie przez ten czas, ale także jej piosenki. Początkowo Strachy Na Lachy jak najdalej odchodziły od mocnych gitarowych klimatów znanych z Pidżamo Porno. Debiut formacji, to raczej propozycja dla fanów Manu Chao niż punkrocka (chociaż to nie tak do końca odległe światy). Więcej tu gitar akustycznych, klawiszy i operowanie klimatem. Z czasem jednak gitary elektryczne zaczynały dominować w piosenkach Strachów Na Lachy i grupa coraz bardziej zaczynała przypominać Pidżamę Porno, która pożegnała się ze słuchaczami „Bułgarskim Centrum Hujozy”. Słychać to na „Dodekafonii” oraz najnowszym krążku „!TO!”. Płycie znacznie bliżej do dokonań dawnej formacji Grabaża niż pierwszych płyt Strachów. Nie znajdziemy tu niespokojnych ballad pokroju „Idzie na burzę idzie na deszcz” czy nawet „Piła tango”. Sporo tu za to gitarowych riffów.

Można się było tego spodziewać. Grabaż w jednym z wywiadów wspomniał, że jego zespołowi koledzy zainwestowali w nowe wzmacniacze i szkoda byłoby je zmarnować. Dzięki temu na „!TO!” mamy zarówno mocniejsze kawałki, jak „Gorsi”, który poza brzmieniem uderza w młodego słuchacza tekstem: „Nie masz mi nic do powiedzenia / Czy coś się w twojej głowie tli / Identyczne świeczki bez płomienia / Siedzi pokolenie pic”. Podobnie jest w przypadku „Bloody Poland”, gdzie Grabaż przygląda się Polakom: „Specyficzny to kraj – o ja pierniczę – / Gdzie najlepiej sprzedają się znicze”. Co ciekawe bardzo sprawnie sięga zarówno po tematy z górnej półki, jak i te z niższej – tu dobrym przykładem jest „Mokotów”, który przypadnie do gustu kociarom. Najmocniejsze punkty krążka, to „Sympatyczny atrament”, skomponowany przez gitarzystę Mańka (może najwyższy czas, by Grabaż dopuścił kolegów do głosu?) oraz „Za stary na Courtney Love”, który mógłby trafić na nowy krążek Prince’a. Generalnie płyta trzyma poziom do jakiego przywyczaiły nas Strachy Na Lachy – zarówno tekstowy, jak i piosenkowy. Szkoda tylko, że więcej tu przebojowych kawałków aspirujących do miana nowych „BTW (Mamy tylko siebie), niż bardziej psychodelicznych utworów, jak chociażby „Dziewczyna o chłopięcych sutkach”, która była miłym urozmaiceniem „Dodekafonii”. Pod tym względem brakuje „!TO!” odrobiny równowagi.

Marcin Bieniek


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›