Star Guard Muffin – “Szanuj”,wyd.Rockers Publishing, 2010

7 grudnia 2010 11:47

Uwaga! Niebezpieczny atak słońca w środku zimy! Grozi uzależnieniem.

Zanim jeszcze dowiedziałem się o istnieniu grupy Star Guard Muffin, pewnie podobnie jak większość osób zainteresowanych obecnie zespołem, ujrzałem występ Kamila Bednarka w eliminacjach do telewizyjnego show. Od razu dodam, że nie kibicuję programom, które w ekspresowym tempie wynoszą uczestników na poziom gwiazd (chociaż “Mam Talent” zachowuje przy tym pewne pozory przyzwoitości). Występ na szklanym ekranie miał w sobie to coś, jednak koniecznie zależało mi na tym, by sprawdzić jak Bednarek radzi sobie w naturalnym muzycznym środowisku. Po wysłuchaniu materiału zebranego na płycie “Szanuj” trzeba przyznać, że jest w jego głosie i tekstach coś bezpośredniego i beztroskiego, co urzeka za pierwszym podejściem. Wspólnie z zespołowymi kolegami zarejestrował materiał pełen wyrazistych słonecznych brzmień i przede wszystkim dobrych piosenek.

Debiut Star Guard Muffin trafił na półki sklepowe tuż przed śnieżną nawałnicą, która z końcem listopada nawiedziła Polskę. Utwory zgromadzone na “Szanuj” mają w sobie ogromny ładunek ciepła i pozytywnej energii. Nie ma się czemu dziwić, materiał został zarejestrowany latem tego roku. Już sama grafika umieszczona na okładce, przedstawiająca członków zespołu w strojach egzotycznych zwierząt, sprawia, że na sercu robi się cieplej. To, co jednak najbardziej cieszy przy pierwszym kontakcie z płytą, to z jednej strony świetne dopracowane piosenki, a z drugiej teksty Kamila Bednarka, który w zupełnie naturalny sposób wyrzuca z siebie takie wersy jak ten: umówiłem się z nią na 9. / o jaka piękna ta noc / szkoda, że zablokowali mi konto / mój portfel stracił całą moc. Miejscami ironiczny, miejscami poważny, Kamil Bednarek to jeden z najciekawszych młodych wokalistów na polskiej scenie.

Płyta w całości utrzymana w klimacie słonecznego reggae, wyciąga z tego gatunku to co najlepsze. Świetnie wypadają zarówno rozbujane “SGM United”, “Sometimes”, jak i roztańczone “Pół żartem” czy “Dancehall Queen”. W zestawie znalazło się także miejsce na jamajski cover  Erica Claptona “Tears In Heaven”. Znakomite wykonanie tego utworu to tylko kolejny dowód na to, że Bednarek sprawdza się w każdym repertuarze. Na płycie znalazły się także utwory, w których oprócz głosu Kamila usłyszymy także gości. W „Pół żartem” udziela się Staff, natomiast w rozbujanym „Sometimes” pojawia się Chieftain Joseph. Ich udział nie wyróżnia się zbytnio na tle całej płyty, ale z pewnością jest to ciekawe urozmaicenie, które sprawia, że album nabiera na atrakcyjności.

Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że Bednarek jeszcze niedawno planował wstąpić do szkoły oficerskiej. Nie wiem jak godzi przekaz swoich piosenek z instytucją wojskową, ale całe szczęście dziś wiadomo, że zrezygnował z tego pomysłu. Dziś wiadomo, że Kamil nie wygrał telewizyjnego show, które miało mu zagwarantować miejsce na medialnym piedestale. Mimo to jestem spokojny o dalsze losy jego kariery. Kamil Bednarek wraz z zespołem nagrał płytę, która nie przejdzie bez echa. Dzięki świetnym piosenkom oczywiście.

Marcin Bieniek


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›