Riverside – „Memories In My Head”, 2011

24 czerwca 2011 22:52

Zespół Riverside to nasza perełka w świecie progresywnego rocka. Już od kilku lat jest inspiracją dla młodych muzyków, którzy zaczynają sprawdzać się właśnie w takim rodzaju rockowego grania. Jest to także typ zespołu, który nie pozwala sobie na długi odpoczynek, tym samym wciąż daje o sobie znać. Podobnie jest tym razem, ponieważ Panowie zaszczycili nas nową płytą, a raczej EP-ką, o tajemniczej nazwie „Memories In My Head”. Nie jest to typowy długogrający album, ponieważ ma on na swojej liście zaledwie trzy utwory, łącznie trochę ponad 30-minut grania. Jest to bardzo ciekawe wydawnictwo pod kątem całej dotychczasowej historii zespołu. Dla jednych jest to przygrywka przed nadchodzącym  „pełnometrażowym” albumem. Z kolei dla innych, EP-ka stanowi raczej podsumowanie blisko 10 lat istnienia Riversidów. No właśnie, trudno sobie to wyobrazić, ale to już 10 lat muzyka Riverside gości w domach fanów progresywnego rocka. Sami muzycy, przed wydaniem płyty, swoimi wypowiedziami sugerowali, że jest to raczej luźny projekt, wokół którego nie powinno budować się żadnych legend. Wiele osób zastanawiało się czy w ogóle wydanie czegoś takiego to dobre posunięcie,  ponieważ była groźba, że będzie to swego rodzaju odgrzewanie kotleta. Jednak nic z tych rzeczy, MIMH mimo jak na EP-kę, ma w sobie wszystkie potrzebne cechy aby stać się prawdziwym, solidnym albumem Riverside. Warszawiacy jak zwykle pokazują na nim klasę, niebanalny gust i spore umiejętności. Płytę można traktować jak osobne wydawnictwo, które jest klasą samo dla siebie. Spekulacji co do czasu i formy wydania, prędzej można doszukać się w dwóch faktach. Pierwszym jest niedawna premiera gry Wiedźmin 2 , a drugim wyjaśniającym wszystko faktem, jest znalezienie się kawałka Forgotten Land (Riverside – „Memories In My Head”)w soundtracku gry. Trzeba przyznać, że muzyka idealnie wpisała się w klimat gry.

 

„Memories In My Head” to powrót do spokojniejszego grania. Fani pamiętają wcześniejsze wydanie, zaskakujące ADHD, na którym muzycy pokazali rockowy pazur, tworząc znacznie mocniejsze brzmienie niż to do którego nas przyzwyczaili. Już pierwszą odsłoną płyty, czyli „Goodbye Sweet Innocence” pokazali w jakich klimatach będziemy się poruszać. Długie, klimatyczne intro kawałka, przechodzi do coraz mroczniejszych form. Mocne uderzenia, przeplatają się z wpadającą w ucho lekką gitarkę, melodyjnymi klawiszami, spokojnym wokalem i wspaniałymi solówkami. Następny utwór, czyli „Living In The Past” zapewni nam doznań nieco głębszych. Jest to rozwijający się trans, jednostajne dźwięki i rytmiczna perkusja pochłoną wszystko to co nas otacza. Wszystko to upiększy solówka na gitarze, wspomagana czasem przez klawisze, wszystko to wybucha w pewnym momencie mocą dźwięków. Ostatnie, wspomniane już „Forgotten Land”, w którym pomimo spokojnego charakteru, nie brakuje także agresywnych zagrań pełnych emocji. Zaskakuje również nieco cierpki wokal.

 

Najnowsza płyta, to to co w Riverside najlepsze: spokojnie budowana kompozycja, wielość dźwięków i motywów, skomplikowane i długie piosenki, niezwykłe umiejętności, klimat i głębia, wyczucie, w którym momencie zagrać mocniej, a w którym zanurzyć się w słabszych melodiach. Album to trzy piosenki na najwyższym poziomie. Mimo iż, nie ma wydawniczej pompy, muzyka tutaj odwala cała robotę marketingową, tak świetnych kawałków nie może zabraknąć w waszej playliście.

Przemek Spadło


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›