Pink Freud – Horse & Power, wyd.Universal/2012

1 czerwca 2012 16:51

W końcu nadeszła długo oczekiwana płyta legendarnej różowej grupy, która wszystko co dotyka zamienia w jazz. Bogate i charakterystyczne dźwięki Pink Freud, tym razem wymyślone na międzynarodowej trasie m. in. w Japonii, Francji czy Rumuni, długo były ukrywane przed polską publicznością. Muzycy mieli trudne zadanie, ukrywając taki materiał, aby w stosownym momencie mógł on ujrzeć światło dzienne w warszawskiej Hydrozagatce. Człowiek po każdej podróży staje się mądrzejszy i pełniejszy, tym samym o nowe doświadczenia, tak w przypadku Pink Freud’ów zaowocowało to, dodatkowo nowymi inspiracjami i pomysłami muzycznymi. Słuchając nowej płyty od razu wyczujemy to jaki wpływ na zespół miała właśnie odbyta trasa. Może to być kolejny przykład tego jak wiele zespołów rozwija się właśnie podczas tras koncertowych. Kontakt z ludźmi, z inna kulturą, zawsze korzystnie wpływa na muzykę, wzbogaca ją.

„Horse & Power” wypłynęła, jak wspominają sami artyści, od razu. Wystarczyło wziąć instrument do ręki, a muzyka sama dźwięczała. Tym najczystszym źródłem muzyki zajął się Roli Mosimann, który produkował płyty m. in. Swans i The Young Gods czy Faith No More. Miksy przejął dobrze nam znany Marcin Cichy ze Skalpela. Mamy zatem profesjonalną produkcję, do jakiej przyzwyczaili nas chłopaki w Pink Freud. Może dziwić jednak nazwa albumu, która co ciekawe związana jest z nazwą pierwszego kawałka na płycie. Jeśli pobawicie się językiem, może dojdziecie o co chodzi.

Album budzi się dźwiękami utworu „Konichiwa”. Spokojnie, bez pośpiechu kawałek rozwija się wokół minimalistycznego basu, aby przejść w tajemnicze melodie „Bourbon’a”, który już z nieco mocniejszym przytupem wbije się w nasze sensory. Prawdziwą petardą jest jednak „Pink Hot Loaded Guns” w którym szalejący bas będzie otoczony strzelającym saksofonem i trąbką. Następnie energia jest nieco usypiana przez delikatne dotykanie dźwięków w „Promised Land” czy „Flying Dolphy”.Kawałek „G-spot” to piosenka typowo do polubienia, z wieloma wpadającymi w ucho motywami. „Vinegar Pauper” to już charakterystyczne dla chłopaków jazzowe szaleństwo z wieloma wstawkami budzącymi zainteresowanie słuchacza. Podobnie jak „Tickets, Buttons and Flyer” w którym muzyka skupiona wokół jednego, świetnego motywu dochodzi w końcu do punktu kulminacyjnego. Poprzez narastający chaos do prawdziwego muzycznego szczęścia. Energia jednak wciąż nie ulotniła się z muzyków. Dowodem na to jest najbardziej szalony kawałek na płycie, czyli tytułowy „Horse & Power”. Jest to prawdziwa, czysta energia, która nie wiadomo skąd zacznie pobudzać nasze ciało. Idealne wyładowanie się, które podczas całej płyty było wielokrotnie zapowiadane. Wszystko po to aby snów zasnąć przy „Zero Ending Story” i czekać na kolejny pasjonujący dzień.

Najnowszy album Pink Freud to materiał, który mocno wbije się w historię grupy. Nie tylko dlatego, że jest stworzony z przygody, jaką niewątpliwie była zagraniczna trasa koncertowa i przede wszystkim odwiedziny w Japonii, ale również dlatego, że zawiera utwory predysponujące na prawdziwe hity różowych chłopców. Choć nie ma to tutaj znaczenia. Najważniejsze, że wciąż dostarczają nam muzykę pełną pasji i zaangażowania.

 

Przemysław Spadło


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›