Enchanted Hunters – „Peoria”, wyd. Antena Krzyku/ 2012

23 czerwca 2012 16:44

Debiutanci z trójmiasta, Enchanted Hunters z pomocą wytwórni Antena Krzyku wydali właśnie swój pierwszy krążek, który od razu na starcie może dać im nie mały sukces. Zaczarowani łowcy to w przewadze skład kobiecy, co jest rzadko spotykane. Małgorzata Penkalla, Magdalena Gajdzica i Patryk Zieliniewicz tworzą muzykę piękną, inspirującą, z zacięciem psychodelii i folku. Doskonale odnajdują się w ramach avant-popu, który udoskonalają o delikatną elektronikę, a czasem nawet jazzujące dźwięki. Z każdą sekundą udowadniają również, że są muzykami wykształconymi, dojrzałymi, posiadającymi niezwykłe umiejętności. Usłyszeć możemy to zwłaszcza w aranżacji, w której uchwycona jest niebywała wrażliwość. Dzieje się tak może dlatego, że w zespole dominują Panie. Nie mniej jednak, ich muzyka to prawdziwa terapia dla ucha, dzięki której zapomnimy nieco o czasie i przestrzeni. Terapia przeznaczona wyłącznie dla wrażliwych dusz, które kochają muzykę kontemplować, rozważać i odczuwać. Sprawdza się to również podczas koncertów, na których zespół prezentuje się znakomicie, wyczuć można wtedy ich specyficzny klimat.

„Peoria” to bardzo spójna i wyrazista płyta, idealna na debiut. Artyści ukazują na niej to co w ich muzyce najlepsze, to co chcą przekazać. Nie ma mowy tutaj o eksperymentach, raczej wszystko jest przemyślane i dopracowane. Niektórzy mogą oskarżyć muzyków o to, że piosenki są do siebie zbyt podobne. Diabeł tkwi jednak w szczegółach, bo właśnie tam należy doszukiwać się różnic, wymyślnych motywów i zmiany interpretacji. Muzyka Enchanted Hunters nastawiona jest głównie na emocje. Matematyczne podejście do sprawy i wyliczanie zwrotek, refrenów, przejść, solówek mija się tutaj z celem. Liczy się tutaj odbiór muzyki w tej właśnie chwili i to jakie uczucia nam towarzyszą. Jeśli mowa o uczuciach to warto zacząć od piosenki promującej płytę, czyli „Ladybug”, w której znajdziemy tak zmieszane pozytywne emocje jak akcesoria w damskiej torebce. Utwór ten jest również kwintesencją Zaczarowanych. Mamy przepiękny głos Małgosi, klimatyczne chórki, niewyczerpaną i powtarzającą się gitarkę, czasem tylko zmieniającą się w prawdziwego jazzmana. Do tego wszystkiego dopieszczająca elektronika i pojawiające się różne motywy z fletem, skrzypcami itd. Mniej więcej tak rysuje się obraz „Peorii”. Różnią się tylko emocje. Wspomniałem o swoistej wesołkowatości, ale mamy jeszcze przejście w melancholię, za sprawą takich kawałków jak „Go On Don”, czy posiadającego piękny wokal „Frosta”. Z kolei „Bohemian Queen” rozkręca się z spokojnych psychodelicznych klimatów, do coraz mocniejszych przeżyć, które zakończone są minimalistyczną elektroniką. Kawałek otwierający płytę „Villa Admiral” i zamykający April Drop, posiadają wyraźne inspiracje muzyką folkową. W psychodelicznym, lecz spokojnym „Dumb Forest Walking” usłyszymy przez chwilę nawet głos męski. Zupełnie inaczej został potraktowany utwór „Pawn Shop”, który zadziwi nas w każdym calu. Zaskoczeni będziemy również wtedy gdy płyta się skończy. Mimo iż, posiada ona 12 utworów, to czas podczas słuchania płynie bardzo szybko.

Debiut Enchanted Hunters dowodzi, że w naszym kraju powstają zespoły, które mogą być porównywane z największymi gwiazdami. Wpisują się w tradycję alternatywnego grania z trójmiasta i są kolejną częścią bogatej sceny muzycznej, która na długi czas pozostanie odseparowana od mainstreamu, a z drugiej strony, będzie tworzyć wartościową muzykę. O tym tercecie jeszcze z pewnością usłyszymy.

 

Przemysław Spadło


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›