Paula i Karol – „Overshare”, wyd. LADO ABC, 2011

24 czerwca 2011 22:55

Przez ostatni rok czarowali nas swoimi piosenkami na koncertach. Teraz przyszła pora na debiut.

Ciężko wytłumaczyć fenomen tego zespołu. Paula i Karol powstali w 2009 roku w Warszawie. Rok później ukazała się ich debiutancka epka „Goodnight Warsaw”, zawierająca pięć niepozornych utworów, utrzymanych w lekkim indie-folkowym klimacie, które od pierwszego przesłuchania urzekały świetnymi melodiami. Za całe zamieszanie odpowiada Paula Bialska, Kanadyjka polskiego pochodzenia oraz Karol Strzemieczny, Warszawiak, znany z kapel Stan Miłości i Zaufania oraz Naiv. Z tego połączenia powstał zespół, który w rok od wydania epki zdołał głęboko zakorzenić się w świadomości słuchaczy, czego dowodem są coraz liczniej zapełniane sale klubowe, a także koncerty na wszystkich większych krajowych festiwalach, w tym Off i Open’er. Muzycy zagrali także jako support przed koncertami Beirut oraz Belle and Sebastian. Nie da się ukryć, że to właśnie występy na żywo stanowią ich główną wizytówkę.

 

W tym niezwykle intensywnym okresie Paula i Karol znaleźli czas na nagranie debiutanckiej płyty. Duet na „Overshare” brzmi jak prawdziwy zespół. Epka miała bardzo kameralny charakter, utwory aranżowano oszczędnie, zazwyczaj wyłącznie na gitarę, skrzypce i głosy. Tutaj dzieje się dużo więcej. Oczywiście to nadal skromne utwory, ale udział sekcji rytmicznej znacznie rozszerzył możliwości grupy. To wciąż piosenki, przy których chcielibyście spędzać popołudnia ze znajomymi i puszczać na randkach z drugą połówką. Nie brakuje utworów ze sporym potencjałem przebojowości, jak „Calling”, „Mother’s Stew” (polecam wczytać się w tekst) i „Bird’s and Bees”. Dodatkowo ponad tym poziomem, pojawiają się także numery, w których nacisk położono na nastrój, jak niespokojne „Ontario”, znane jeszcze z epki „Goodnight Warsaw” oraz „House Into a Home”. Zwłaszcza te ostatnie sprawiają, że Paula i Karol to już nie tylko zespół od uzależniająco optymistycznych numerów, ale także zespół w którym można się zasłuchać.

 

Z Paulą i Karolem od samego początku sprawa była bardzo prosta – albo łapiemy się na ich szczerość i radość bijącą z każdego wersu i nuty, i kochamy ich za to, albo wyczuleni na nadmierne używanie słów „love” i „friendship” omijamy szerokim łukiem. Jeśli jakimś cudem podpisujecie się pod tą drugą kategorią, to jedynym ratunkiem w tej sytuacji jest wizyta na którymś z klubowych koncertów Pauli i Karola. Wyjdziecie odmieni.

 

Marcin Bieniek

 


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›