NeWBReeD – “NewBreed”, wyd.Metal Mind Productions, 2011

16 września 2011 19:12
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

NewBreed to kapela, którą warto poznać. Przemawia za tym choćby fakt, że chłopaków z Bielska-Białej ciągle się do kogoś porównuje. A to Opeth czy Katatonia, a do znów Dillinger Escape Plan, Dream Theater, Meshuggah bądź Tool. Jednak według mnie NewBreed to całkiem nowa jakość. NewBreed to po prostu NewBreed, czego dowodem jest ich najnowszy krążek. Jak powiedział Tomek Wołonciej, wokalista zespołu, „Zagraliśmy tutaj na 140 procent…”. Ten fakt możemy wyczuć choćby już w samym klimacie całej płyty, który różni się znacznie od wcześniejszych produkcji. Panowie zatem przyprawiają o ból głowy wszystkich którzy lubią szufladkować i ogólnie są miłośnikami mebli, ponieważ grając wcześniej progresywny metal, mocny, bezkompromisowy, wręcz krwawy, tutaj prezentują coś zupełnie nowego. Wychodzą tą płytą daleko poza „ramy” progresywnego metalu. Starają się stworzyć coś nowego, pójść dalej, a nie stać w miejscu i to jest piękne. Ciekawą cechą zespołu jest to, że nie pozwalają długo czekać swoim wielbicielom na swoje płyty. W 2007 wydany został album „Child of the Sun”, który, i o tym warto wspomnieć odniósł zasłużony sukces, następnie w 2009 mamy koncertowe DVD “Live in Rudeboy”. Stosunkowo co dwa lata, od 2001 roku, artyści coś wydają, co dziś nie jest już normą w porównaniu z odległymi czasami.

Płyta NewBreed prezentuje się znakomicie. Produkcja odwaliła kawal dobrej roboty. Mimo iż, kawałki są psychodeliczne, głębokie, przemyślane co do każdej nutki, to wciąż zachowują ten metalowy pazur. Artyści doskonale odnaleźli się w tej nowej stylistyce. Wielkie gratulacje dla wokalisty, który musiał ujarzmić te trudne, połamane dźwięki i zaśpiewać do nich. Tym bardziej, że tutaj również mamy przejście z growl’u i ogólnie stricte metalowego wokalu prezentowanego na wcześniejszych płytach, ku bardziej melodyjnemu śpiewaniu, włącznie z klimatycznymi zwolnieniami, gdzie barwa głosu jest wtedy najbardziej wyeksponowana. Muzyka jest z jednej strony bardziej melodyjna, a z drugiej wyposażona w dziwaczne dźwięki, które starają się zburzyć panujący ład. Dlatego materiału słucha się ciekawie i fajnie, ponieważ każda sekunda jest niespodzianką. Mamy również garść elektroniki, jak najbardziej na miejscu. Widać tutaj kunszt i doświadczenie choćby z produkcji Słoniny, gdzie także mamy dość dużo elektroniki. Promujący płytę kawałek „How It Was To Be” doskonale ilustruje nam to co zdarzy się później. Można to określić metalowym artyzmem w czystej postaci. Trudnym, dojrzałym i czasami może nawet męczącym graniem, lecz takie wymagania ma poważna muzyka metalowa.

NewBreed to szansa dla chłopaków na zaistnienie na szerszych wodach. Mam nadzieje, że będziemy mieli powtórkę z rozrywki. Mam tutaj na myśli szał, który zapanował po wydaniu przez Metallicę tak zwanego „Czarnego Albumu”. Jest to bardzo możliwe, choćby dlatego , że wydawcą jest Metal Mind, który umie promować muzyków i ma dość dobre pole zwłaszcza w polskich mediach. Trzeba także wspomnieć o gościach na płycie. Mamy Vogga z Decapitated i Lipę z zespołu Lipali. Chłopaki jako goście spisali się idealnie, ponieważ użyczyli swoje talentu, jednak tym samym nie przykryli wkładu chłopaków z NewBreed. Wszystko zachowane w dobrych dawkach. Po tej płycie warto zagościć na koncertach kapeli, usłyszeć live taką muzykę to musi być nie zapomniane przeżycie, już teraz zachęcam. Zachęcam także do kupowania płyt zespołu, bo trzeba wspierać ambitną, rodzimą produkcję.

Przemek Spadło

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›