Nerwowe Wakacje – „Polish Rock”,wyd. Wytwórnia Krajowa , 2011

11 kwietnia 2011 20:15

„Wreszcie” to słówko można było usłyszeć w domach fanów naszej krajowej alternatywy. Nerwowe Wakacje, projekt muzyków z Afro Kolektyw, Kolorofonu i The Car Is On Fire, w marcu 2011 wydał płytę. Wiadomości tej należy nadać patetyczny ton ponieważ przez wielu Nerwowi uznawani są za objawienie od czasu gdy jakieś 4 lata temu światło dzienne ujrzała piosenka „Ola Boi Się Spać”. Wydarzenie dość dziwne bo po tym jak piosenka się spodobała, „podostawała” się do paru miksów, nastała cisza i NW stali się tylko profilem Myspace z jedną piosenka w odtwarzaczu. Chyba właśnie ta cisza sprawiła, że otoczka wokół projektu robiła  się gęstsza, i z tego co zauważyłem, dla niektórych wręcz legendarna.

Nastała wiosna, zbliża się okres wakacyjnej muzyki i musiał nastąpić wielki powrót Nerwowego kwartetu. Oczekiwania były spore, tym bardziej nie umiem wyobrazić sobie presji jaka ciążyła na muzykach, a może nie ciążyła, bo na płycie kompletnie nie da się tego wyczuć. Wspomnianą presję raczej można wyczuć w niektórych recenzjach, których autorzy utożsamiają płytę supergrupy jako kamień milowy w historii „Polskiego Rocka”. OK, zgadzam się płyta jest dobra, nawet bardzo dobra ale podchodzenie do niej tak bezkrytycznie sprawia, że jej ocena wygląda raczej jak notka producenta niż obiektywna analiza. Chyba że to mi coś umyka. Wróćmy do samej muzyki bo przez te wszystkie epickie i wzniosłe słowa, wszyscy zapominamy jaki cel mieli sami muzycy. Artyści sami twierdza, że najważniejsze dla nich to powrót do tej wspaniałości i unikalności jaką wyróżniał się rock za czasów Lady Punk, Perfectu czy Skaldów. I właśnie taka muzyka gości na tej płycie, nie bez powodu nazwano ją  „Polish Rock”. To zaskakujące jak łatwo przychodzi im takie granie. Chłopaki chyba w ogóle są z tamtej epoki, kupili w Pewex’ie jakiś radziecki wehikuł czasu i przenieśli się do III RP. Zaczynając od tekstów Jacka Szabrańskiego, po gitary Szturomskiego wszystko to, to stary PRL-owski Rock w najlepszy wydaniu . Koneksje jednak idą znacznie dalej, ale można o tym pisać i pisać.

 

Na płycie nie zabrakło „Olki…” oraz znanego już wcześnie „Big Mind”. Mamy promujący całą płytę utwór „Pan Samochodzik” który jest poważnym kandydatem do grywania do podczas ognisk, jak to kiedyś, no i myślę że nadal, ma miejsce. Lekki i swobodny tekst łatwy do zapamiętania, no i ta wpadająca w ucho prosta gitarka z pewnością zapewni temu kawałkowi sukces. Szczególnie spodobał mi się „Superman jest dead”, nazwę kawałka można interpretować jako swego rodzaju walkę z tym przesileniem amerykańskiego rocka, zapowiedź „Superman(American rock) jest dead” jak najbardziej słuszna, ironicznie sama muzyka w nim sprawia wrażenie nieco bardziej amerykańskiej.

 

Klimat płyty jest bardzo oryginalny, mimo iż przypomina nam  znane już koncepcje i dźwięki, to jednak nadal to jest powiew  czegoś nowego, czegoś wakacyjnego. Mi osobiście brakuje nieco improwizowanej gitarki, trochę gry solowej a’la John Frusciante, przydałoby się. Jednak jak mamy trzymać się polskiego grania to faktycznie, polish rock nigdy nie był obfity w sola. Dominuje tu prostota, i dobrze, i tak ma być, choć do genialności jeszcze brakuje, to wszystko jest na dobrej drodze. Wspominałem o celu – osiągnięty w 100% – Artyści dowiedli po 1 – że koledzy Amerykanie i Brytyjczycy nie mają monopolu na rockowa kulturę; i po 2. – że nie tylko pop może dać Polakom muzykę łatwą i przyjemna, a polski rock taki jest – łatwy i przyjemny.

 

Przemysław Spadło


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›