Muchy – “Notoryczni debiutanci”

27 marca 2010 22:59
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

notoryczni“Notoryczni debiutanci”, Sony Music Entertainment / 2010

Zespół, który zaistniał szerzej dzięki magicznej sile internetu oraz Piotra Stelmacha. Wraz ze swoim wydanym w 2007 roku debiutem „Terroromans”, grupa wywołała niemało zamieszania. Ambitne polskie teksty oraz chwytliwe melodie, niosły świeżość, której od dawna brakowało na krajowej scenie muzycznej.

Co jakiś czas ukazuje się album, który wyraźnie wybija się ponad to, co ukazuje się dookoła. Ostatnia dekada przyniosła kilka takich wyrazistych płyt – począwszy od debiutów Cool Kids Of Death, Lenny Valentino, Negatywu czy Kombajnu Do Zbierana Kur Po Wioskach – na BiFF kończąc. Niezależnie od dalszych artystycznych losów tych zespołów, ich debiuty, są żywym dowodem na to, że polski język oraz niebanalna muzyka gitarowa jak najbardziej do siebie pasują. Muchy dołączyły do tego grona w 2007 roku, z tą drobną różnicą, że w przeciwieństwie do niektórych z wymienionych powyżej zespołów, kwartet z Poznania, od samego początku był nastawiony na komercyjny sukces. Co nie mogło nie znaleźć odbicia w ich muzyce.

Zespół intrygował od swoich pierwszych dymówek, kiedy słychać było, że muzycy ciągle szukają właściwego dla siebie stylu oraz języka. Pochodzące z 2005 roku płyta demo zatytułowana „Galanteria”, miała w sobie sporo młodzieńczej werwy. Tytułowy, nieco żartobliwy utwór, wyznaczał kierunek, który zespół obrał na swojej debiutanckiej płycie. Chociaż w większości na „Terroromansie” przeważają utwory nastawione na szturm radiowych list przebojów, to całość wypadała bardzo zróżnicowanie i interesująco. Z jednej strony można było usłyszeć solidne rockowe numery, jak „Wyścigi” czy „Najważniejszy dzień”, a z drugiej utwory, w które interesująco wpleciono dawkę elektroniki – jak chociażby „Miasto doznań” czy „Terroromans”. To jednak nie sama muzyka zaważyła o tym, że Muchy w tak krótkim czasie zdołały zdobyć popularność. To głównie za sprawą niebanalnego głosu i słów wyśpiewywanych przez Michała Wiraszko, grupa bez cienia przekupstwa, dołączyła do pierwszej ligi krajowego grania. W końcu i w naszych czasach musiał pojawić się nowy Ciechowski.

Płyta zapewniła grupie niemałą popularność. Jednak wraz z upływem czasu, Muchy powoli doszły do momentu, w którym należało zająć się tworzeniem materiału na druga płytę. Tym razem wymagania były dużo większe, zespół nie mógł zawieść zaufania słuchaczy, którzy dostrzegli w grupie coś więcej niż kolejny sezonowy hit. Nowe utwory, które stopniowo zaczęły pojawiać się na ubiegłorocznych koncertach, w wyraźny sposób kontynuowały garażowo-popowe brzmienie znane z debiutu. W końcu po blisko 3 latach, 8 marca, grupa powróciła z nowym krążkiem, zatytułowanym przewrotnie „Notoryczni debiutanci”. Krążek zwiastuje utwór „Przesilenie”, który jest najbardziej gitarowo-tanecznym kawałkiem w dotychczasowej karierze zespołu. Słusznie, został on okrzyknięty najmniej reprezentatywnym utworem na płycie.

Muzyczną warstwę albumu można ująć w kilku słowach. Tak jak wspomniałem, to nadal ten sam zespół, który w odrobinę nieokiełznany sposób pisze i nagrywa solidne, poukładane piosenki. Oczywiście od debiutu upłynęły 3 lata i doświadczenie zebrane przez ten czas również odbiło się na charakterze kompozycji. Całość – teksty, muzyka, produkcja – została pchnięta krok naprzód, jednak nie jest to krok radykalny, który można by uznać za zwrot w karierze zespołu. Muchy jako „Notoryczni debiutanci” brzmią dojrzale, pewnie i … mało zaskakująco. Czy to utwór  „Rekwizyty” czy „W zasięgu ramion”, „Piętnaście minut później” – wszystko dzieje się hiperpoprawnie i ślicznie, ale bez wyraźnego „wow”. No może poza tytułowym utworem, w którym Wiraszko poruszony wykrzykuje „to będzie dobry rok/bez rocznic i postanowień/bez roszczeń i rozczarowań”. Tak, ten utwór to bez wątpienia najlepszy moment całej płyty. Nieco ciekawiej robi się również przy „Księgowych i marynarzach” oraz przy zamykających album „93”, a także znanym ze wspomnianego demo utworze „Kołobrzeg-Świnoujście”. Słychać tutaj próby uatrakcyjnienia brzmienia poprzez możliwości jakie daje studio Fonoplastykon. Podejrzewam, że to właśnie w tych utworach wkład Marcina Borsa – producenta materiału, był największy.

Tekstowo płyta to nadal nieokiełznany galop po skojarzeniach, które co krok wpadają, to w nostalgiczną kałużę dzieciństwa, to w sadzawkę pełną niespełnionych młodzieńczych miłości, utraconych przyjaźni. Wszystko w barwach wiosny i lata. Nie wiem, jak na resztę słuchaczy, ale na mnie taki zabieg marketingowy, zwłaszcza z perspektywy końca zimy, zadziałał bardzo zachęcająco. Miejmy nadzieję, że przy następnej płycie zespół w pełni wykorzysta zdolności wszystkich członków, z wskazaniem na Piotra Maciejewskiego oraz jego instrumentarium obsługiwane w projekcie Drivealone.

 

Marcin Bieniek

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›