Muariolanza – “Muafrika”, wyd. Falami, 2010

25 February 2011 20:41
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

W jednym z wywiadów lider Muariolanzy Mariusz Orzełowski z rozbrajającą szczerością stwierdził, że jego zespół w żadnym wypadku nie tworzy muzyki nowatorskiej, a w podobny, improwizowany sposób grały jazzowe kapele w latach 70. XX wieku. Trudno sprzeczać się z twórcą nt. jego muzyki, tym bardziej, że w tym wypadku Orzełowski mówi całą prawdę. Prawie.
Ważny w tym wypadku jest kontekst. Słuchacz popu, rocka i muzyki elektronicznej, widząc na scenie trąbkę, wsłuchując się w lekkie, improwizowane partie gitar i frenetyczny groove perkusji, jednoznacznie stwierdzi, że to jazz. Melomani muzyki improwizowanej, bywalcy Warsaw Summer Jazz Days i festiwalu Jazz i okolice docenią taneczny i marzycielsko-oniryczny potencjał grupy, samą twórczość lokując jednak w obrębie muzyki rozrywkowej, popowej.
Prawda, jak to zwykle bywa, leży pośrodku. Muariolanza nie gra jazzu w jego współczesnej odmianie, gdzie albo 3/4 koncertu jest improwizowane, albo muzycy odwołują się do innych rodzajów muzyki (muzyka współczesna i kameralna, acid rock, noise etc.) już na poziomie kompozycji, nie tylko w formie dodatku. Raczej – posługuje się jego dawną formułą, czyli prezentuje opracowane wcześniej tematy, które w pewnych momentach otwierają się na improwizowane partie solowe (najczęściej jest to gitara). Same tematy zaś to formy mocno upiosenkowione, dla wielbicieli prostej muzyki – skomplikowane, w swej naturze jednak – przystępne, melodyjne. Do tej mozaiki dochodzą partie grane na kamerze pogłosowej, sample dźwięków otoczenia i nie tylko oraz opisujące proste życiowe sytuacje teksty, zbliżające muzykę Muariolanzy do melodyjnych jazzowych piosenek.

Taneczny potencjał większości nagrań zespołu osiąga lub co najmniej zbliża się do groove’u godnego najlepszych fragmentów twórczości Jamesa Browna czy Jamiroquai. Z drugiej strony, oniryczno-liryczne fragmenty muzyki grupy pozwalają odbiorcy odpłynąć w zupełnie przeciwne tanecznemu potencjałowi sfery ambientu, rozwijające wyobraźnię przestrzenie dźwiękowe kreowane głównie przez instrumenty melodyczne i brzmieniowe – w tym kamerę pogłosową i sample.

Na czwartej płycie Muariolanzy szczególnie uwypuklone są właśnie taneczne wątki, nad Muafriką unosi się dym rastafariańskich i hinduskich papierosów, świeci jamajskie słońce, ciało zalewają ciepłe fale muzycznego morza południowego. Pojawiają się tutaj: jamajski flow i flamenco w Lakumulu, kąsający ucho i nie pozwalający usiedzieć w miejscu, funkowy Klang z wybijanym stopą beatem techno i uzależniająco groove’ującą gitarą elektryczną i basową, jazzowo-filmowy Martwy punkt z powtarzanymi frazami trąbki, sekcją rytmiczną na pierwszym planie i ciekawym tekstem. Z drugiej strony, nieco bardziej rozmarzone i refleksyjne Halo halo – Jestem blisko z wmontowanymi samplami rozmów telefonicznych, ambientowo-piosenkowy Przerwany lot, czy kosmiczno-filozoficzny Regulator.
Tekstowo Muafrika jest eskapistyczną próbą ucieczki od rzeczywistości lub raczej – dostosowania rzeczywistości do wyobrażeń wrażliwego bohatera lirycznego, który jest alter ego autora, artystą rzeźbiącym w dźwięku i słowie, bywa postacią zagubioną, lecz najczęściej jest człowiekiem na właściwym miejscu, który z przestrzeni wykraja sobie nisze na miarę własnych potrzeb i oczekiwań. Nie licząc kilku rymów częstochowskich i głosu, do którego przy pierwszych przesłuchaniach trzeba się przyzwyczaić (jednak później stanowi integralną część muzyki, bez której nie wyobrażamy sobie Muariolanzy), strona wokalno-tekstowa składa się w całkiem spójną lirycznie opowieść, w której wybijają się egzystencjalne przemyślenia Halo halo – Jestem blisko, pozornie nierealistyczny Regulator, podsumowujący relacje autora tekstów i muzyka z twórcami, których sam recenzuje jako dziennikarz Chodzę po ogniu, czy godzący dzisiejszą pędzącą i, nomen omen, rozregulowaną rzeczywistość z ego bohatera lirycznego Klang.

Muariolanza na swojej czwartej płycie nie wymyśliła prochu, lecz ich najnowsze kompozycje mają w sobie tyle dynamiki z jednej, refleksji z drugiej strony, że na pewno zagrzeją miejsce w koncertowym repertuarze grupy – zaraz obok Orient Expressu, Lemur Muariolanzy, Latającego Czestmira, czy Majahfisgiereggae. Dobrej muzyki na równym poziomie nigdy dość, szczególnie, gdy w środku zimy mamy do czynienia z tak gorącymi rytmami i ciepłymi brzmieniami, jak na Muafrice. Ta płyta być może nie zapisze się w historii muzyki, jest jednak zapisem twórczego trwania Muariolanzy – grupy, która już jakiś czas temu znalazła swoje miejsce na mapie polskiej okołoimprowizowanej muzyki rozrywkowej.

Łukasz Folda

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›