MashMish – Mashmish, 2012,wyd.Universal Music Polska

13 grudnia 2012 23:42
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

MashMish, czyli „popowo-klasyczny” projekt Gosi Bernatowicz i Marcina Kuczewskiego wydał właśnie swoją debiutancka płytę. Obfity w piękny głos i niezwykłą chemię między muzykami album to propozycja głównie dla osób wrażliwych, którzy szukają w muzyce przede wszystkim ukojenia przed codzienną szarością. Duet gra razem od 2009 roku, jednak szerszej publiczności ukazał się podczas drugiej edycji programu Must Be The Music, w którym do doszli aż do finału. Wrażenie na jurorach jak i telewidzach programu zrobili ogromne, tym większe było zainteresowanie wydawców, dzięki czemu możemy dziś trzymać w rekach krążek MashMishu. Medialny sukces przełożył się również na realizację płyty, która bynajmniej nie brzmi jak debiut, lecz jak kolejna płyta doświadczonej gwiazdy. Jest spójna i wyważona, a do tego nie nudzi, a czasem wręcz zaskakuje. Wszystko utrzymane jest jednak w specyficznym klimacie duetu. To sprawia, że MashMish stał się sporą konkurencją dla wykonawców muzyki pop w naszym kraju i nie tylko.

Debiut to zawsze świeżość, tak jest i w tym przypadku. Może nie wynika ona z podjętego tematu na płycie, ponieważ teksty dotyczą sfery miłosnej. Nie polega ona również na nowatorskim podejściu do kompozycji, czy tworzeniu autorskich dźwięków, nowego nieodkrytego jeszcze gatunku. Świeżość polega na idealnym połączeniu dwóch ludzi, dwóch aspektów, wokalu i świetnej muzyki. Ma się wrażenie, że te dwa byty mogłyby istnieć osobno jednak zawsze brakowałoby im tego czegoś, tej drugiej muzycznej połówki. Dlatego to brzmi tak dobrze i tak inaczej. Zbudowana w ten sposób aranżacja utworów z pewnością nas zaciekawi, zwłaszcza jeśli usłyszymy taki kawałek jak No digas mas” którego głównym motywem jest muzyka flamenco. Kolejną ciekawostką dotyczącą albumu jest to iż, możemy podzielić go na dwie części. W pierwszej usłyszymy nasz rodzimy język, a w drugiej w dużej mierze wokalistka będzie posługiwać się językiem angielskim. Dzięki temu poznamy zespół jakby z dwóch stron, ponieważ piosenki śpiewane w innym języku zawsze dają inne wrażenie. Mamy zatem bardzo emocjonalne i delikatne „Daj Mi Czas” oraz „Cud”, fenomenalny i idący na hit utwór „Kadr”, a następnie senny i obfity w piękne wokalne popisy Gosi „Ucieknijmy”. Po tym interesującym muzycznym wstępie następuje punkt kulminacyjny płyty, w postaci wspomnianego kawałka flamenco. „Tears” zaskoczy nas od pierwszych sekund. Takiego grania na prawdę się nie spodziewałem. Z „Why?” wrócimy do delikatniejszych rytmów, które wzbogacone są o melodyjny i wpadający w ucho refren. „Secrets” utrzymany jest w podobnej stylistyce, lecz z nieco ciekawszą grą instrumentów. „Sweet & Sour” to przyjemne przejście do ostatniego na płycie „Mismatched”, który jest idealnym zakończeniem płyty.

To co z pewnością działa na korzyść albumu to fakt, iż mimo utrzymania się w popowej stylistyce, nie doszukamy się tutaj elementu komercyjności. Nie mamy do czynienia tutaj z muzyką prostą i banalną. Dostrzeżemy raczej wolność i swobodę zarówno w grze instrumentów jak i w popisach wokalnych. Jest to pewnego rodzaju unikat, ponieważ większość muzyków, którzy odnieśli sukces w komercyjnych programach telewizyjnych, z reguły wrzucani są do maszyny, która ma wytworzyć hity radiowe. W przypadku MashMishu takiego nastawienia nie ma. To nie jest muzyka nastawiona na zyski i sprzedaż, dzięki czemu jej wartość wzrasta, a ja mogę z czystym sumieniem polecić ją wam.

Przemysław Spadło

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›