Maki i Chłopaki – “Dni Mrozów”, wyd.Thin Man Records, 2012

6 września 2012 10:49
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Johnny Cash z Mazowsza

Nigdy nie byłem w Mrozach, ale po przesłuchaniu debiutanckiego albumu formacji Maki i Chłopaki wiem, że to taka sama szara i niepozorna miejscowość, co moje rodzinne Orzesze … i pewnie dziesiątki podobnych miejsc w naszym kraju. Niepozorna, bo jak widać nawet w tak anonimowym miejscu, może pojawić się talent pokroju Marcina Biernata, lidera grupy. Kiedy słucham “Dni Mrozów”, przed oczami stają mi wszystkie zespoły znajomych i znajomych znajomych, które, podobnie jak bohaterowie tekstów zebranych na płycie, stawiali swoje pierwsze kroki w lokalnym domu kultury. I chociaż u nas też “nikt nie rozumie chłopaków z gitarami”, to granie w zespole było idealnym sposobem na urozmaicenie sobie życia w szarej małomiasteczkowej rzeczywistości. Dziś żaden z miejscowych zespołów powstałych w tamtym czasie już nie gra. Nikt nie miał tyle talentu i chęci do grania, co chłopaki z Mrozów.

Moje zaskoczenie zawartością “Dni Mrozów” było tym większe, że nie wiązałem z tą płytą żadnych większych oczekiwań. Wiem, że za sprawą koncertów w mazowieckich klubach, grupa dorobiła się grona fanów, którzy czekali na debiutancki krążek formacji od 2007 roku. Jednak osobiście poza utworem “Albatrosy”, ominęło mnie zainteresowanie “ostatnim amatorskim zespołem w Polsce”, który w swojej muzyce wskrzeszał ducha bigbitu. Gdzieś po drodze o tytuł pierwszego neobigbitowego zespołu w Polsce, walczyła także grupa Nerwowe Wakacje. Jednak o ile rock’n’roll z lat 60. zawsze kojarzył mi się z prostotą środków i przekazu, to jednak w muzyce Nerwowych Wakacji ani gitary, ani słowa nie wyrażały się dostatecznie jasno. Maki i Chłopaki mają dla nas zupełnie inną propozycję. Przed premierą spodziewałem się muzyki i tekstów na poziomie Muzyki Końca Lata, formacji w której Biernat gra na gitarze. Tymczasem okazuje się, że jeśli chodzi o teksty Maki ma znacznie więcej do powiedzenia niż Bartosz Chmielewski, lider MKL, jak i większość młodych polskich wokalistów z gitarami w rękach.

Nie pamiętam kiedy ostatnio trafiłem na polski album, który sprawiłby mi tyle kłopotu. O ile zazwyczaj ciężko dorzucić do recenzji jakiś fajny cytat wzięty z tekstów, o tyle przy “Dniach Mrozów” mam problem z wybraniem tego jednego. Biernat pokazuje, że nie trzeba wiele, by napisać teksty, których słucha się z przyjemnością. Słowa piosenek zebranych na płycie mają wszystko czego im trzeba – są spójne, sensowne i dalekie od banału. W zasadzie nie wiem, która strona tekściarskich możliwości Biernata podoba mi się bardziej. Czy ta w której ironicznie i z fantazją opisuje zespołowe życie i relacje z dziewczynami (“My chcemy śpiewać dla dziewczyn na Ibizie, a Venga Bojsi niech się męczą w remizie”), czy gdy w gorzki sposób opowiada o rozterkach faceta, który choć zawsze marzył o graniu w zespole, to rzeczywistość nie do końca mu na to pozwala (“A ja na wiecznych wakacjach z gitarą w rękach / Ciągle nie potrafię uczyć się na błędach / Jak mam zmienić swoje życie? / Ledwie zmieniam struny w gicie”). Podobnych celnych strzałów jest na tej płycie więcej.

Jeśli będę w przyszłości wracał do tej płyty, to głównie ze względu na teksty. Muzycznie album ani nie zaskakuje, ani nie zadziwia. Maki stara się jak może, niektóre numery ciekawie się rozwijają, jednak po kilku przesłuchaniach, gdy patrzę na listę utworów umieszczoną na odwrocie płyty, to poza kilkoma wyjątkami (“Ibiza”, “Cash”, “Albatrosy”), do głowy nie przychodzą mi żadne melodie. Ze słowami jest znacznie lepiej.

Marcin Bieniek

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›