Lao Che – „Prąd stały / Prąd zmienny”

9 March 2010 17:36
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

lao_che_prad_staly_prad_zmienny “Prąd stały / Prąd zmienny”,  Antena Krzyku / 2010

Nieszczęśliwie każdą kolejną „popowstaniową” płytę Lao Che omawia się w kategoriach tego, czy zespół potrafi sobie dać radę z materiałem, na którym każda piosenka stanowiłaby odrębną całość. Miejmy nadzieję, że najnowsza płyta wreszcie zakończy te dyskusje.Wraz z nowym albumem Lao Che odświeża dźwięki chłodnych syntezatorów lat 80.

Należałoby sobie postawić pytanie – „Czy da się stworzyć album, na którym poszczególne utwory byłyby od siebie całkowicie odseparowane?” Odpowiedź nasuwa się sama. Każda płyta jest efektem procesu w ramach którego utwory ocierają się o siebie i wzajemnie na siebie oddziałują. Wspólny temat, w wypadku płyt koncepcyjnych, jest czymś co z jednej strony ułatwia artyście zadanie, nie musi bowiem szukać dodatkowych punktów wspólnych, by album brzmiał w miarę jednolicie. W takim świetle to właśnie album bez wyraźnego konceptu stanowi dla zespołu większe wyzwanie. W przypadku płyty „Prąd stały / Prąd zmienny” tym punktem łączącym wszystkie utwory jest zastosowanie pewnych urozmaiceń brzmieniowych dzięki którym album brzmi, jak powstały gdzieś pomiędzy „Closer’ Joy Division a „Faith” The Cure.

Album powstał w dosyć szybkim czasie. Poprzednia płyta „Gospel” ukazała się równo dwa lata temu i biorąc pod uwagę fakt, że muzycy w międzyczasie sporo koncertowali, Spięty zdążył wydać solowy album, to tempo z jakim nagrali nowy album jest naprawdę imponujące. Produkcją zajął się rozchwytywany ostatnimi czasy Marcin Bors. Pisałem o nim przy okazji ostatnich płyt BiFF oraz Hey. Na horyzoncie rysuje się już kilka innych projektów w których maczał palce – mam tutaj na myśli nowy album Much oraz debiut No!No!No! Pod pewnymi względami nowa płyta Lao Che koresponduje z „M!U!R!P!” Hey. W obu przypadkach brzmienie zostało zagęszczone przez solidną dawkę elektroniki i syntezatorów. Trzeba przyznać, że Marcin Bors wywiązuje się ze swojego producenckiego zadania bardzo dobrze. W obu przypadkach wydobył z zespołów nową skalę dźwięków.

Płyta pod wieloma względami brzmi dużo spójniej niż „Gospel”, głównie za sprawą brzmienia spajającego całą płytę. Poprzedni album, był wyraźnie nastawiony na różnorodność, czego efektem był album urozmaicony, jednak w pewnych momentach zbyt rozmyty. „Prąd stały/Prąd zmienny” prowadzi nas przez mroczne brzmienia żywcem wyjęte z lat 80. I nie chodzi tutaj bynajmniej o dorzucenie kilku chłodnych dźwięków rodem z tamtej epoki. Cała produkcja przesiąknięta jest mrocznym, dynamicznym klimatem grozy, dodatkowo potęgowanym przez pogłosy oraz wyeksponowane linie basu.

Album otwiera lekko jazzująca „Historia stworzenia świata”, która w nieco prześmiewczy sposób przedstawia opis „narodzin planety”. Utwór jest wyciszony i tajemniczy, wprowadza we właściwą część płyty. „Krzywousty” to pewny koncertowy hit, podobnie jak „Dłonie” który brzmi jak psychodeliczna kompozycja Republiki. Druga część albumu skrywa kilka niedociągnięć jak zbędne „Urodziła mnie ciotka”. Z kolei „Wielki kryzys” bardzo umiejętnie łączy w sobie dynamizm z rock’n’rollowym rozmachem. W końcowym etapie znajdziemy jeszcze perełkę pod postacią wyciszonego utworu „Sam O’tność”.

Płyta „Gospel”, a także związana z nią długa trasa koncertowa umocniła pozycję zespołu. „Prąd stały / Prąd zmienny” to dojrzała propozycja kierująca uwagę słuchaczy w zupełnie odmienne rejony muzyczne. Niezależnie od opinii krążących wokół albumu, który być może podzieli starych zagorzałych fanów zespołu, jest to najatrakcyjniejsza brzmieniowo płyta Lao Che. Tego oczekiwałem po zespole z takimi możliwościami jak Lao Che – pełnego gęstego brzmienia i dobrych piosenek. Nie każdy tak potrafi.

 

Marcin Bieniek

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›