Łąki Łan – Armanda, wyd.EMI Music Polska/ 2012

26 lutego 2013 18:10
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

„Armanda” to trzecia z kolei albumowa odsłona najbardziej zakręconego i kolorowego składu na naszej scenie muzycznej. Chłopaki z Łąki Łan wielokrotnie zapowiadali, iż nowy materiał może wielu fanów zaskoczyć. Jednak należy sobie zadać pytanie czy w przypadku Łąkiłan’ów możemy być czegoś pewni, no może oprócz tego, że każda nowa płyta to zastrzyk pozytywnej energii. Godnym zanotowania jest fakt, iż album został nagrany na tzw. „setkę”. Wszystko odbyło się w oldschoolowym studio z lat 70′(bądź 80′ – zależy komu wierzyć), w otoczeniu naszych pięknych gór. Podążając za słowami Cokictokloc’a: jeśli się dobrze wsłuchamy usłyszymy glębię, górskie echo. Zachęcam zatem do poszukiwań.

Zawsze uważałem, że Łąki Łan powinni otworzyć własna dyskotekę, a najlepiej sieć. Ich muzyka to  świetna alternatywa dla tego co się dzieje w większości klubach serwujących szeroko pojętą muzykę elektroniczną. Armanda jest swego rodzaju odpowiedzią na moje wewnętrzne rozważania, ponieważ materiał na niej zawarty to stricte imprezowe brzmienia. Mimo, że momentami płyta zbyt się rozpływa w relaksujących dźwiękach, to jednak wtedy gdy ma być mocne uderzenie to jest mocne uderzenie. Idealnym przykładem jest otwierający album kawałek „Łan Pała”, który od pierwszej sekundy będzie zapraszał nas do tańca,a z każdą następna będzie coraz intensywniejszy. Przy „Lovelock” już nie unikniemy „ruszania odwłokiem”. Moim zdaniem najlepszy kawałek na płycie, dlatego nie dziwota, że doczekał się videoclipu. Po obraniu Armandy z dyskotekowej skórki dobieramy się do słodkiego, relaksującego miąższu. Pierwszym w kolejce do połknięcia jest rapujący „Dziadarap”, lecz moja uwagę bardziej przykuł utwór „Łan For Me”, w którym zawarta jest kwintesencja chill’u. Następnie mamy spokojny i klimatyczny „Infinite”, po którym, wbrew moim wcześniejszym przewidywaniom, ukazał się jeszcze bardziej klimatyczny i spokojny kawałek „Pompeje”. Na przebudzenie z totalnego relaksu musimy jednak jeszcze trochę poczekać, mimo że zaserwowany został nieco psychodeliczny „Sundown”. Obudzimy się dopiero na tańczącym „Jammin’”. Kawałek ten nieźle nas rozbuja i mimo znacznie okrojonego tekstu, nie będziemy się nudzić. To kolejna pozycja do dyskotekowej setlisty, tym bardziej, że kawałek został już wypróbowany na koncertach z pozytywnym skutkiem. „Pleń” to również świetny kawałek na koncert, zwłaszcza dla osób lubiących poskakać do hiphopowych rytmów. Na koniec mamy tytułową „Armandę”, która ukoi nas dźwiękami świetnie grających klawiszy i idealnego wokalu.

Trzeci album Łąki Łan zaliczyłbym do obowiązkowych dla fanów zespołu. W przypadku nowych słuchaczy, album może do siebie przekonać świetnym początkiem (Łan Pała i Lovelock) i produkcjami z najwyższej półki takimi jak „Łan For Me” czy „Jamin’”. Przy tych kawałkach inne wypadają nieco blado, przez co pozostaje pewien niedosyt. Jest to zatem płyta która dostarcza kilka hitów na koncerty, lecz w całości kamieniem milowym nie jest.

Przemysław Spadło

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›