Kult – „MTV Unplugged”, wyd.SP Records, 2010

20 grudnia 2010 04:30
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Kult – legendarna grupa dająca najlepsze koncerty w kraju, dotarła na dywanik kameralnego MTV Unplugged, gdzie zaprezentowała interesujący przegląd przez swoją dyskografię.

MTV Unplugged to wyjątkowa seria koncertów, których historia sięga 1989 roku. W tamtym czasie MTV funkcjonowała jako stacja muzyczna wyznaczająca trendy i gusta muzyczne. W ciągu kilkunastu lat cykl pozostawił po sobie wiele niezapomnianych koncertów “bez prądu” – wystarczy wymienić tutaj znakomite występy: Nirvany, R.E.M., Pearl Jam czy zespołu Korn. Dziś stacja MTV utraciła swoją opiniotwórczą moc, jednak cykl MTV Unplugged pozostał. Niedawno dotarł także do Polski

Polską edycję zainicjowała w 2006 roku Kayah. Od tamtej pory na scenie MTV Unplugged zagrały zespoły Hey oraz Wilki. Każdej kolejnej edycji towarzyszą spore emocje i niepewność – kto tym razem zaprezentuje się w tej niecodziennej formie? Wśród wielu padających typów jeden z nich pojawiał się najczęściej – Kult. W końcu stało się. Zespół przyjął zaproszenie. Pod koniec września, w warszawskim OCH-Teatrze grupa w towarzystwie fanów wykonał swoje największe przeboje oraz kilka rarytasów w wersjach “bezprądowych”, przearanżowanych i wzbogaconych o udział kilku gości.

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy w trakcie oglądania zapisu z koncertu to ustawienie sceniczne. Do tej pory muzycy zespołu, poza biegającym po scenie Kazikiem, byli raczej niewidoczni, odsunięci w tył sceny. Podczas koncertu Unplugged muzycy stworzyli coś na zasadzie koła, w środku którego na obrotowym krześle znalazł się sam Kazik Staszewski. Dzięki temu można przyjrzeć się szczegółowo grze każdego z osobna. A jest na co patrzeć. Grający na klawiszach Janusz Grudziński przesiadł się ze swojego elektrycznego pianina na prawdziwy fortepian. Wersje akustyczne utworów dały mu spore pole do popisu, dzięki czemu muzyk dodał do swych partii wiele niestandardowych dźwięków. Tak jest w przypadku otwierających koncert “Jeźdźców” czy w „Czarnych słońcach”. Podobnie spore wrażenie robi Ireneusz Wereński grający na bezprogowym basie. Z przyjemnością słucha się jego partii, które w akustycznych wersjach utworów dodają im dodatkowego dynamizmu. Wśród nowych instrumentów na płycie można usłyszeć także mandolinę (m.in. w “Brooklińskiej radzie żydów”), bandżolę (“Nie dorosłem do swych lat”) a także dzwony rurowe (“Komu bije dzwon”). Pięknie wypada także solo na puzonie autorstwa Jarosława Ważnego w utworze “Umarł mój wróg”. Te wszystkie dźwiękowe urozmaicenia sprawiają, że można prawdziwie rozsmakować się w nowym brzmieniu starych utworów.

Na płycie nie znajdziemy radykalnych zmian w aranżacjach o jakie pokusiły się w swoich występach MTV Unplugged zespoły Hey czy Korn. Zespół poszedł śladem Nirvany, która po prostu przerobiła swoje utwory na instrumenty “bezprądowe”. Nie oznacza to jednak, że na płycie brak zaskoczeń. Ciekawie wypada swingujące zakończenie utworu “1932 Berlin”, podobnie gitary prowadzące w “Czarnych słońcach” oraz “Arahji”. Najbliżej oryginałów zachowały się utwory pochodzące z płyt “Tata Kazika” oraz “Tata Kazika 2”, które oryginalnie powstały w wersjach akustycznych. Koncerty MTV Unplugged to także goście. Kult postawił na sprawdzonych graczy – w utworach możemy usłyszeć legendarnego dr Yry (“Nie dorosłem do swych lat”), znanego z grupy Akurat, a obecnie zespołu Buldog Tomasza Kłaptocza (“Bliskie spotkania 3 stopnia”) oraz Mirosława Jędrasa  z grupy Zacier (“Gdy nie ma dzieci”). Ich wykonania nie wniosły niczego nowego do utworów, ale były ciekawe pod względem performerskim (“mocne” wejście dr Yry, czy kostium Zaciera). Największym zaskoczeniem koncertu było sięgnięcie po kilka utworów pochodzących z pierwszych płyt zespołu, a także jednej premierowej piosenki. Znakomicie wypadły takie utwory jak “Umarł mój wróg”, “Mędracy” czy “Post”. Premierowo pojawił się utwór “Szantowy”, który powstał w trakcie sesji nagraniowej do płyty “Hurrra” jednak ostatecznie nie znalazł się na krążku. Trzeba też wspomnieć o obowiązkowym punkcie każdego MTV Unplugged, czyli coverze. Grupa Kazika Staszewskiego wybrała utwór Tadeusza Woźniaka “Zegarmistrz światła”, który od dłuższego czasu wykonuje także na tradycyjnych koncertach.

Spośród wszystkich pozytywnych wrażeń towarzyszących wydawnictwu, trochę szkoda, że nagrania płyty nie doczekał Krzysztof Banasik, grający w Kulcie na gitarze i waltorni w latach 1988-2008. Poza istotnym wkładem w kompozycje grupy, był drugą najbardziej wyrazistą postacią w zespole po Kaziku Staszewskim. Rozbudowana sekcja dęta nie jest w stanie zastąpić dźwięku jego waltorni, aranżacje gitar też z pewnością zyskałyby sporo gdyby przyłożył do nich swoją rękę. Odnośnie doboru utworów, które pojawiły się na płycie, ze zdziwieniem spojrzałem na setlistę w której zabrakło takich numerów jak: “Do Ani”, “Lewe Lewe Loff”, “Dziewczyna bez zęba na przedzie” czy “Śmierć poety”. Na swoje nieszczęście zespół posiada tyle dobrych numerów, że selekcja musiała być radykalna. Kto nie chciałby usłyszeć w całości albumu “Mój wydafca” na żywo w wersji akustycznej? Księga życzeń wydaje się nie mieć końca. Trzeba przyznać, że zespół zaprezentował zestaw na tyle bogaty, że mimo wszystko powinien zadowolić oddanych fanów zespołu.

Cały występ miał wyjątkowo kameralny charakter, co w przypadku zespołu Kult stanowi wyjątkową okazję, by przyjrzeć się z bliska temu, jak muzycy ze sobą współgrają. Kazik prezentuje świetną formę wokalną, co powinno zamknąć usta wszystkim narzekającym na słabnącą formę lidera Kultu. Kulminacyjnym momentem jest wspólne wykonanie z publicznością utworów „Baranek” oraz „Mieszkam w Polsce”.

Koncert MTV Unplugged udowadnia, że Kult to zespół sprawdzający się w każdych warunkach. To zdecydowanie najlepsza polska grupa koncertowa. Pozostaje zacierać ręce i polować na styczniową trasę koncertową promującą wydawnictwo.

Marcin Bieniek

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Komentarze (0)

  1. john locke napisał(a):

    i git!


Zobacz wszystkie wywiady ›