Kryzys – “Koniec komunizmu”

20 października 2010 21:54
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Współczesność nie służy Kryzysowi.

Robert Brylewski uaktywnił się w ostatnim czasie jako gwiazda prasowych wywiadów. Wszystko z uwagi na tegoroczną premierę filmu „Beat sof Freedom”, w którym odgrywa jedną z głównych ról. W jednym z fragmentów filmu odtworzono w znakomitej jakości nagranie z jednego z pierwszy koncertów Kryzysu. W opowieściach o swoim życiu dwie rzeczy wychodzą Brylewskiemu znakomicie – wspominanie zamierzchłych czasów w których wróg był jeden oraz przechwalanie się na temat znakomitego materiału, który skomponowany w ostatnich latach, czeka tylko na nagranie. Krążą plotki o szczęściu solowych albumach, kolejnych płytach Izraela oraz zupełnie nowej premierowej płycie Kryzysu. Całkiem sporo. Niestety, jak na razie Brylu poprzestaje na deklaracjach. Wprawdzie w ciągu ostatnich lat skomponował kilka nowych utworów na płytę „Dża ludzie” Izraela, pojawił się też na obu płytach kolektywu 52UM, jednak ciężko w obu tych przypadkach mówić o pełnym wykorzystaniu zdolności kompozytorskich. Na dodatek w tym roku Brylewski postanowił wydać nagrany na nowo w odświeżonym składzie dobrze wszystkim znany materiał grupy Kryzys.

Gdzieś na przełomie lat 70. i 80. na rodzącej się warszawskiej scenie punkowej, powstała z inicjatywy Brylewskiego oraz Macieja „Magury” Góralskiego grupa Kryzys. Skład szybko uległ rozproszeniu zostawiając po sobie kilka demówek, koncerty nagrywane na stary magnetofon oraz płytę, która ukazała się na rynku francuskim. Surowy materiał, który dziś można bez problemu odnaleźć w internecie, pozostawia wiele do życzenia, jednak przecież nie o to tutaj chodzi. Kryzys był w pewnym sensie zjawiskiem niepowtarzalnym, legendarnym. Skąd zatem pomysł na ponowne nagranie materiału powstałego 30 lat temu? Kiedy każdy fan przyzwyczaił się do pełnego młodzieńczej werwy klimatu utworów natchnionych duchem czasu w którym powstały? Zmieniło się przecież wszystko – od techniki po podejście do muzyki.

Przyjrzyjmy się zawartości „Kryzysu komunizmu”. Już sama nazwa wskazuje, że płyta będzie miała charakter pomnikowy. Sam współautor przyznał, że chciał nagrać stary materiał w sposób zbliżony do oryginału. Na krążku znajdziemy 13 kompozycji z czego 3 to nigdy dotąd niepublikowane utwory. Nie da się ukryć, że magia zawarta w takich utworach jak „Mam dość” czy „Święty Szczyt” wypływała z ich niedoskonałości. Na debiucie z 2010 roku Brylewski dopracował i wygładził wszystkie kompozycyjne niedociągnięcia, przez co całkowicie spłaszczył legendarne hymny do rozmiarów prostych rockowych piosenek, pozbawionych „tego czegoś” co czyniło je ponadczasowymi. Całość pachnie ładnym produktem z którego uszła dusza. Czy cała płyta pozbawiona została wyrazistości? Nie. Rozpoczyna się całkiem obiecująco od „Armagedonu”, któremu rewitalizacja wyszła na dobre (ale to wyjątek). Podobnie nieźle wypada „Ambicja” z rozbudowaną linią basu, która nadała utworowi reggae’owego posmaku. Dwa utwory dotąd niepublikowane – „Sygnały” oraz „Na plaży” również wypadają całkiem nieźle – być może dlatego, że nie znamy ich oryginałów sprzed lat.

Jeśli Brylewskiemu chodziło o miły prezent dla starych fanów, to dużo ciekawiej i prościej byłoby, gdyby zgromadził cały materiał, który przetrwał próbę czasu (nagrania, bootlegi, video) i wydał jako jedno wydawnictwo kompletujące całość dokonań grupy. „Kryzys komunizmu” to odegrana bez pomysłu, niewiele wnosząca powtórka z przeszłości.

Marcin Bieniek

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›