Kat i Roman Kostrzewski – „Biało-Czarna”, wyd. Mystic Production, 2011

10 kwietnia 2011 20:19

Słowo legenda chyba najlepiej opisuje zarówno muzyków Kat’a jak i samego Romana Kostrzewskiego. Ich historie można by zawrzeć w niejednej książce, mimo to artyści jeszcze nie myślą o zakończeniu kariery. Sympatycy heavy metalu w Polsce uważnie śledzą poczynania zespołu Kat, jest to przecież jeden z najsłynniejszych przedstawicieli tego gatunku w naszym kraju, i doskonale wiedzą  o rozstaniach, burzach, sukcesach, które nawiedzały ich przez ostatnie lata. Każdy z nich wyczekiwał wielkiego powrotu Romana Kostrzewskiego, ikony polskiego ciężkiego grania, w szeregi grupy aby znów rozpocząć krucjatę. I oto mamy, wielokrotnie przekładany, głównie z winy studia nagrań, Biało-Czarny, wielki powrót. Czy oczekiwania, gigantyczne oczekiwania fanów mogą zostać spełnione przez nową płytę?

„Biało-Czarna” to album który przynosi z sobą powiew przeszłości. Widać to już na płycie, Panowie chyba nie zauważyli, że technika poszła znacząco do przodu i graficy są w stanie robić naprawdę dobre okładki, ale to szczegół. Muzycznie również możemy się doszukać wpływu z dawnych lat, jednak to wynika z długich korzeni jakie posiada zespół, a jak dobrze wiemy im większe korzenie tym wszystko stabilniejsze. Dlatego muzycy nigdy nie bali się grać po swojemu, i chwała im za to, nie bali się eksperymentować, ani pokazywać prawdziwego oblicza. Także na nowej płycie jest to widoczne, stary, (lecz nie do końca) dobry Kat. Nowy album ma dwa oblicza, świetne zagrywki mieszają się z czymś niezrozumiałym, jakby nie wszystko było dopracowane. Kat oczywiście nigdy nie tworzył utworów łatwych, jednak miały one taki polot przez co nie można było się niczego doczepić. Na Biało-Czarnej możemy zauważyć kilka mankamentów. Pierwszym są gitary, mimo iż dla mnie wymagają jedynie kosmetycznego zabiegu, niektórzy opisują je jako stłumione, bądź nietrafione w sensie brzmieniowym. Nie do końca się z tym zgadzam, brzmienie raczej jest dobre, na pewno idące w prawidłowym kierunku. Jednak jest coś takiego w tych kawałkach, że gitara jest odstawiana na drugi plan, przez co znacznie straciła na mocy. Dziwny zabieg z strony gościa zajmującego się masteringiem, przecież główną siła Kata są gitary, one zawsze powinny dominować, a nie jedynie przygrywać.

Drugim znacznie poważniejszym minusem płyty jest wokal. Wszyscy Ci którzy liczyli na Romana z poprzednich płyt, mogą poczuć smak goryczy. Nie ma co się oszukiwać, wiek robi swoje. Można by jednak przytoczyć kilku artystów którym wiek nie przeszkodził w „trzymaniu formy”, jednak heavy metalowe realia są znacznie trudniejsze. Dziwne jest to, iż producenci nie wpadli na pomysł, żeby lekko ulepszyć wokal na płycie, przecież jest tyle sposobów, programów. Może muzykom zależało na surowości, jednak szkoda że takim kosztem. Jest jedno małe światełko w tunelu, otóż w momentach balladowych, wolniejszych ,głos Romana brzmi naprawdę dobrze, jak dojrzałego rockmana, właśnie w kierunku tego światełka powinni pójść przy następnej produkcji.

Dyskretnie przechodzimy do plusów, które są wyraźne. Jest tu kawał dobrego gitarowego grania z najwyższej półki. Gitary starają się połączyć do co nowe, dzisiejsze z starym Kat-owym graniem. Mamy świetne sola, tego brakuje w Polsce, są najwyższych lotów. Riffy mocne, trashowe, bezkompromisowe. Czasem możemy wynaleźć coś co nie zbyt gra, co raczej należało pominąć, jednak głównie zapamiętamy zagrywki, które sprawiały taki mały headbanging. Gdy ujrzałem, że kawałki trwają po 6-7 minut, spodziewałem się ciężkiej przeprawy. Okazało się, że ten czas szybko minął, co by nie mówić melodyjność jest i ma się na płycie świetnie.

Podsumowując, Biało-Czarna odsłona Kata powinna się spodobać fanom oraz tym którzy gustują w rodzimym thrashu. Mamy próbkę Kata ze starych lat, mocne granie, ballada, solówki, kawałek instrumentalny Romana – jednak ogólne wrażenie będzie raczej takie pół na pół.

 

Przemysław Spadło


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›