Indigo Tree – „Blanik”

3 listopada 2010 12:38
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Minimalistyczna okładka, psycho-melancholijne melodie, wyróżniający się wokal –  oto krótka charaktertyka nowej płyty wrocławskiego zespołu Indigo Tree. Duet Filip Zawada i Pete Lety stał się znany za sprawą pierwszej płyty „Lullabies of love and death” , debiut  znakomicie przyjęty, który umieścił Indigo Tree w czołówce polskiej alternatywy. Muzycy nie osiedli na laurach, i mimo wielu koncertów, postanowili zamknąć się w studio i rozwijać ,czego dowodem jest ich najnowsze dzieło.

„Blanik” to pozycja która uszczęśliwi każdą alternatywną duszę, zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym, chyba nie bez powodu wydano płytę akurat we wrześniu. Nowy album różni się od wcześniejszego, nawet znacznie się różni, niektórzy powiadają, iż mamy do czynienia z kolejnym debiutem Indigo Tree. Ja bym jednak nie przesadzał, faktem jest, że muzycy zaczęli bawić się gitarą elektryczną, a wcześniej grali tylko na akustyku, mamy przesterowany bass, pojedynczy wokal zamiast chórków i mnóstwo innych dźwięków, których misternie byłoby szukać na pierwszej płycie. Jednak to nadal Indigo Tree, słychać to i czuć, bo również podobne odczucia towarzyszą przy słuchaniu zarówno płyty numer jeden jak i dwa.

Nowe dzieło to zabawa w aranżacje, każda piosenka jakby starała się opowiedzieć inną historię, jednocześnie są w sobie bardzo spójne. W żadnej z nich nie znajdziemy nagłych wyskoków ,które spowodują ogólne zamieszanie, panikę czy popłoch . Są plusy i minusy takich zabiegów, otóż jeśli dany utwór się spodoba to będzie się on podobał od początku do końca tworząc przeświadczenie idealnego. Jednak minusem jest to, że muzyka ta przenosi nas na pewien pułap i tam już zostajemy, nie będziemy mieli poczucia ekstazy, nagłego emocjonalnego skoku. Muzycy z Indigo Tree mieli chyba jednak inny cel w tym wszystkim, spokój, kontemplacja, może nawet medytacja . I to jest świetne, taka muzyka jest szalenie potrzebna, zwłaszcza jeśli jest tak znakomicie i estetycznie wyprodukowana, bo właśnie tego potrzeba aby słuchając muzyki zostawic czas za sobą. Poczucie kołysającego spokoju, bezpieczeństwa i wewnętrzenego luzu towarzyszy przez całą płytę, od deski do deski. Zaczynając od intra „NSWE” które jak na intro przystało otworzy nam drzwi do właściwych utworów. Następne „Drymonday” mimo iż oparte na riffach cięższej gitary, nadal jest lekkie i przyjemne. „Leavingtimebehind” jak dla mnie najlepszy okaz, zadziwia głębią, słuchając tego utworu poznajemy coś w rodzaju prawdy, świętego Grala tej płyty. To właśnie w tym momencie jesteśmy uniesieni na pewien poziom i tam niestety zostaniemy już do ostatniej piosenki. Podniosłe „Lovegaps” czy „Consolationstreet” z pędzącym bassem i skromnie wykorzystaną gitarą, zostawia nas dalej w tym samym chill out’owym nastroju.

Indigo Tree to zespół grający na światowym poziomie, wydał dwie płyty przez które przemawia artyzm w czystej postaci, teraz wystarczy czekać na kolejne, bo zawsze może byc jeszcze lepiej.

Przemysław Spadło

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›