Hatifnats – „Before It’s Too Late”

2 March 2010 12:00
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

hatifnats-bef380„Before It’s Too Late”, Ampersand / 2009

Tytuł płyty bez wątpienia doskonale oddaje sytuację w jakiej zespół znalazł się tuż przed jej wydaniem. Hatifnats aktywni na scenie alternatywnej od 2007 roku, zdążyli dobrze zapaść w pamięć swoim słuchaczom, czy to za sprawą licznych koncertów, czy promocji kilku singli na antenie Programu 3 Polskiego Radia. W końcu przyszła pora na debiut płytowy.

Oczywiście nigdy nie jest za późno, by wydać debiutancki album. W ubiegłym roku udowodniły to chociażby dziewczyny z zespołu Andy, które wydały swój pierwszy album po 8 latach wspólnego grania. Z zespołem Hatifnats sprawa ma się nieco inaczej. Kiedy na początku 2007 roku, do sieci przedostało się pierwsze demo zespołu, na którym znalazł się m.in. sztandarowy utwór  „Horses From Shellville”, grupa w szybkim tempie zyskała spory rozgłos. Rzeczywiście wspomniany utwór miał w sobie wszystko to, czego potrzeba alternatywnemu przebojowi – energię, dynamikę i świetną linię melodyczną wzmocnioną dodatkowo charakterystyczną barwą głosu Michała Pydo. Kolejne miesiące przyniosły liczne koncerty, w ramach których zespół zjeździł Polskę wzdłuż i wszerz, zaliczając wszystkie większe krajowe festiwale (m.in. dwukrotnie Off, Open’er). Zespół szybko doceniono za niebanalne czerpanie inspiracji ze stylistyki shoegaze, która na naszym podwórku nie ma zbyt wielu kontynuatorów. Hatifnats szybko wpadli pod skrzydła Piotra Stelmacha, który nad wyraz faworyzował ich wśród pozostałych początkujących zespołów, znanych z wydawanej w Polskim Radiu składanki „Offensywa”. Tym sposobem grupa wydała singla „Walking In The Dark”, który miał swoją oficjalną premierę na koncercie w studiu Radiowej Trójki. Z takim zapleczem fanów oraz mediów, grupie do pełni szczęścia brakowało jedynie długogrającego wydawnictwa, które zrzuciłoby z nich brzemię „najpopularniejszego zespołu bez płyty”.

Album „Before It’s Too Late” powstał wspólnie z Mariuszem Szypurą, producentem, muzykiem multiinstrumentalistą, członkiem takich formacji jak Happy Pills czy Silver Rocket. Na płycie prócz kilku nowych utworów znalazło się miejsce dla piosenek dobrze znanych z demo czy składanek Offensywy. Osobiście wolę, gdy zespół zaskakuje słuchacza i nie powtarza tych samych chwytów do znudzenia, tylko udowadnia, że potrafi jeszcze wykrzesać z siebie coś godnego uwagi (nawet „Horses From Shellville” może po pewnym czasie znudzić). Oczywiście cały materiał został zarejestrowany w odświeżonych wersjach, w profesjonalnym studiu, pod okiem czujnego producenta. O dokładności, z jaką muzyk podchodzi do realizacji nagrań, świadczyć może chociażby ostatnia płyta Silver Rocket „Tesla”, której brzmienie stoi na światowym poziomie. Płytę otwiera intro „Towards The Last Sunset” które ma w sobie coś z epickich dokonań Pink Floyd oraz mroku The Cure. Dalej natrafiamy na dwa dobrze znane utwory. Zarówno utwór „Word 2” jak i wspomniane „Horses From Shellville” pojawiły się na płycie w niezmienionych wersjach. Może poza drobnym wyjątkiem w przypadku drugiego utworu, w którym zrezygnowano z mocnych przesterów, przez co utwór nieco złagodniał i stracił nieco na wyrazistości. „Iris” to pierwszy wyraźny symptom fascynacji muzyką lat 80. Delikatne syntezatory przeplatają się tutaj z gitarowym pogłosem, by w finale wybuchnąć z siłą godną Echobelly czy Lush. Podobne schematy powtarzają się w utworach „Soil” oraz „The Lost Boys”. Nieco ciekawiej robi się przy utworze „Mathematix”, który otwiera interesująca melodia wygenerowana przez syntezatory. Utwór ma w sobie coś charakterystycznego, co przywołuje w pamięci obraz nastrojowości muzyki lat 80 spod znaku Cocteau Twins.

Niebezpieczeństwo obracania się w tak hermetycznej stylistyce jaką jest shoegaze, sprawia, że łatwo można popaść we wtórność i nudę. Od zawsze podziwiałem zespoły pokroju Ride, Lush czy Jesus and Mary Chain, które nie sięgając po wielkie środki, potrafiły stworzyć wciągające wydawnictwa. Po wysłuchaniu debiutanckiego materiału Hatifnats odczuwa się wrażenie, że na tej płycie powinno wydarzyć się coś więcej. Ta cała producencko poprawna robota, zatuszowała trochę chropowatość, która z pewnością dodałaby tej muzyce życia i ognia, który towarzyszy zespołowi w występach na żywo. Życzyłbym sobie, aby kolejny krok zespołu został wykonany właśnie w tę stronę.

 

Marcin Bieniek

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›