Flapjack – „Keep Your Heads Down”

14 August 2012 19:38
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Na tą płytę fani ciężkiego grania czekali… uwaga…aż 15 lat! Można to nazwać prawdziwa katorgą, ponieważ Flapjack to zespół nietuzinkowy na naszej rodzimej scenie muzycznej, który zawsze zaskakiwał swoich fanów. No tym razem Panowie przeszli samych siebie milcząc po ostatniej, świetnej swoja drogą Juicy Planet Earth. Pierwsze info o nadchodzącej płycie pojawiło się w 2010 roku. W międzyczasie jednak, Flapjack był widywany na licznych koncertach, czy to jako support Deftones, czy headliner podczas koncertów w Spodku, Ergo Arenie czy warszawskim Torwarze. Najwyraźniej zaostrzyło to apetyty muzyków na kolejną płytę pod szyldem Flapjack’a.

„Keep Your Heads Down” dowodzi, że ten apetyt był nie mały. Mamy zatem pełnowartościową płytę Flapjack’a, która rekompensuje długi czas oczekiwania. Jest energia, innowacje, muzyczny kunszt i niebanalne teksty. Wszystko to do czego zostaliśmy już przyzwyczajeni. Zaczynając od kawałka „Stand Up” który zapowiada ciężkie brzmienie albumu i przypomina jak świetnie wychodzi im granie „rapcore’u”. Ok, skoro powstaliśmy już, możemy przejść do prawdziwej imprezy, dzieki a’la „limp bizkitowemu” „Party Never Ends”. Mocny początek zostanie nieco złagodzony poprzez „BTV” – klimatyczny rytm, ciekawie sprawujący się wokal i oczywiście mocne gitarowe wstawki. To wszystko zamienia się pod koniec w prawdziwy raj dla wszystkich zawodowo zajmujących się headbangingiem. Następnym kawałkiem jest „False Flag Operation”, który muzycznie może nie zachwyca, jednak tekstowo może rozłożyć na łopatki. Widać, że zamierzeniem tego kawałka jest komentarz polityczny a nie zabawa. Za pomocą progresywnego „Dead End” i strasznie mocnego, wpadającego w ucho „.In a Structure” przechodzimy do pierwszego poważnego szoku na płycie jakim jest super szybki „The Ballad of Frankie Pots”, lecz to ie koniec Po głośnym „YOGO” trafiamy na metalowy Sajgon, czyli „Nombre: Odio” na którym Guzik chwali się swoim hiszpańskim. „Black Leather Couch” jest nieco bardziej stonowane. Ciężkie riffy doprawione są tutaj spokojniejszym wokalem, w tle wyczujemy melodyjna nutę, która momentami będzie znacznie bardziej odczuwalna. Nie można się tutaj pozbyć wrażenia, że kawałek ten nawiązuje do poprzedniej płyty. Inaczej jest w Feud, w którym mathcorowy styl zaskoczy nowoczesnością i na którym gościnnie wystąpił Hau. Metalowa parada kończy się na „Blackmail”. Oczywiście to nie koniec atrakcji, bo jest jeszcze zaskakujący klimatem Quicksand, który trzeba po prostu usłyszeć. To co z pewnością można dzięki niemu stwierdzić to to, że Flapjack ma nieograniczone możliwości i jeszcze nie raz nas zaskoczy. Początek końca czyli wymowny „Reborn”. Ten kawałek z pewnością przejdzie do historii. Świetne brzmienie i kompozycja, do tego usłyszymy niestety już nie żyjącego Olass’a. Psychodelicznymi dźwiękami i mocnymi melodyjnymi uderzeniami kończy się KYHD.

Najnowsza odsłona Flapjack’a na pewno nie zawiedzie, wręcz przeciwnie sprawi, że będziemy chcieli jeszcze i jeszcze, nawet jeśli nie jesteśmy ich fanami. Takiego powrotu można życzyć każdemu!

 

Przemysław Spadło

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›