D4D – „Who’s Afraid Of”,wyd.Mystic, 2010

13 November 2010 08:25
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Znana formacja Dick4Dick w swojej czwartej odsłonie.  Po odejściu jednego z ojców założycieli Dick’a, Macieja Szupicy, wielu nie wierzyło w świetlaną przyszłość zespołu – a jednak wszystko wydaje się być w jak najlepszym porządku. Mamy wiele zmian- począwszy od nazwy, ponieważ muzycy obecnie wystepuja pod szyldem D4D. Oczywiście zmiana składu i to nie byle jaka, miejsce Macieja zajął jeden z najlepszych trębaczy w Polsce, znany z Loco Stars czy Pink Freud, sam Tomek Ziętek. Mimo iż zabieg przygarnięcia Tomka Z. do zespołu, nieliczni oceniają jako postępowanie nieco komercyjne, to sam fakt raczej nie powinien dziwić ponieważ muzycy znają się od dłuższego czasu, czasami nawet współpracowali.  Jednak najważniejsze zmiany zaszły w samej muzyce. Artyści przyznali się, iż chcą teraz postawić na muzykę, a nie na show – przez co zawsze byli rozpoznawani. „To się chwali” powiedziałby mędrzec, aczkolwiek na pewno będzie brakować szalejących Dick’ów z którymi nigdy nic nie wiadomo.  Krystian Wołowski nieco uspokaja – „(…) na naszą trasę koncertową przygotowujemy show, ale nie będzie już oblewania się kefirem.” – zobaczymy jak to teraz będzie na tanecznych koncertach D4D. No tak, tutaj kolejna zmiana – nowa płyta jest w pełni elektroniczna, bardziej zachęcająca do tańca niż pogo.

„Who’s Afraid Of”? Kto się boi? Na pewno nie myzycy D4D tworząc swoją najnowszą płytę, a czy słuchacze powinni się bać? Tu to już kwestia gustu. Należy przygotować się muzykę hm… zapełnioną, przepełnioną – każde słowo które ma w sobie wyraz „pełny” będzie tu idealnie pasować.  Zaatakowani zostaniemy przez przeróżne dźwięki.  Od klaskania czy westchnięć po upadające butelki , aż do odgłosu wiertarki(?) którą bodajże usłyszałem w utworze Szelak. Artyści wykorzystują także całą masę instrumentów. Mogłoby sie wydawać że to wpływ Tomka Ziętka, no jako trębacz który kojarzony jest z muzyka instrumentalną to nawet logiczne, jednak sęk w tym że Pan Tomek nie chciał zbytnio używać trąbki i zajął się głównie syntezatorami , więc raczej większą rolę odegrał w całym zeelektronizowaniu dzieła.  Płyta jest bardzo spójna, gdy ktoś się wciągnie może nawet nie zauważyć przejścia pomiędzy kawałkami. Płyta jest także poważna, taki mieli cel i udało im się to. Z „starych” Dick’ów zostały teksty – nadal prześmiewcze i kontrowersyjne. Muzycznie wszystko wypada dość ciekawie- nieprzewidywalne aranżacje, wiele wstawek, budowa oparta o sample… widać że poświęcono mnóstwo czasu. Nagrywka odbywałą się w HQ zespołu, czyli Dickie Dreams, z czego sami artyści byli szalenie zadowoleni, ponieważ nie było presji czasu jak w przypadku wcześniejszych albumów.  Muzyka jest bardzo nowoczesna , są także utwory mniej taneczne, może bardziej klasyczne  – osobiście to w całości tylko one do mnie przemawiają . mowa tu o nastrojowych „Comunication: My Girl!” i wspaniałym „Szelak”.

Longplay D4D wydawnictwa Mystic, to odejście od wcześniejszej twórczości zespołu. Płyta dojrzała, może nie idealna, raczej ten zespół stać na więcej, ale za to posiadajaca momenty które pociągną całośc za sobą. Muzycy nie boją się o publiczność, i nic w tym dziwnego bo zawsze mieli taką swoja grawitację która przyciągała fanów na koncerty i to sie nie zmieni nawet po takim liftingu. Za to trzeba ich tez nagrodzić za eksperymenty, za rozwijanie się za dojrzewanie – oby tak dalej.

Przemysław Spadło

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›