Coldair – “Far South”,wyd.Antena Krzyku / 2011

19 listopada 2011 00:35
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Drugi solowy album Tobiasza Bilińskiego, to skromny zestaw zawierający zaledwie 30 minut muzyki. Jednak jak się okazuje, w przypadku tego muzyka, to wystarczy, by zachwycić słuchacza.
Ukrywający się za pseudonimem Coldair Tobiasz Biliński, to współtwórca trójmiejskiej grupy Kyst. Jego macierzysta formacja zaliczyła ostatnio bardzo dobry rok. Muzycy użyczyli swoich utworów na potrzeby filmu “Sala Samobójców”, wydali swój drugi studyjny album “Waterworks” i z powodzeniem koncertowali w kraju i za granicą (m.in. na festiwalach SXSW w USA, i Primavera w Hiszpanii). Biliński poza muzykowaniem w Kyst ma także czas na nagrywanie solowych płyt. Na wydanym w ubiegłym roku albumie “Persephone” pokazał kto odpowiada za wszystkie melodie w Kyst. Solowa twórczość muzyka to remedium dla wszystkich których do końca nie przekonywały eksperymenty jego macierzystej formacji. Album “Persephone” zapowiadany jako zbiór szkiców, rzeczywiście brzmiał jak niedokończona opowieść.  Jeśli przypadło wam do gustu lekkie “How I Want” w stylu Phila Elvruma, to debiut Bilińskiego jest dla was. W solowej odsłonie Tobiasz czaruje słuchacza delikatnym głosem oraz ciepłymi melodiami, które z pewnością przypadną do gustu wszystkim fanom folkowego grania zza oceanu.
Muzyk nie pozwolił czekać zbyt długo na ciąg dalszy. Bogatszy o doświadczenie koncertowe,  powraca z nowym krążkiem zatytułowanym “Far South”  – tym razem bardziej dopracowanym i jeszcze piękniejszym. Materiał, podobnie jak w przypadku debiutu, został nagrany w kilku różnych miejscach, które jak można przypuszczać, bardziej przypominały mieszkania znajomych niż profesjonalne studia nagraniowe. Jak to odbija się na brzmieniu piosenek? Wbrew pozorom jest jasno i przejrzyście. Już od pierwszego utworu “I Wonder/Outdated” słychać, że muzyk radzi sobie całkiem nieźle z łączeniem dźwiękowego chaosu z dobrymi melodiami. Te drugie zresztą przeważają na płycie. Dzięki nim takie utwory jak “To Know”, “I Won’t Stay Up” czy “Shelters”, zapadają w pamięć już po pierwszym przesłuchaniu. To lekka i bezpretensjonalna płyta, na której Biliński robi dobry użytek ze swoich amerykańskich inspiracji.
Niewiele więcej można o tej płycie napisać. Ten krążek to przede wszystkim emocje, z którymi najlepiej zmierzyć się osobiście.

Marcin Bieniek
Ocena: 8

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›