Camero Cat – „Mad Tea Party”, wyd.Mystic ,2011

16 września 2011 19:15
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

To muzyka! To teatr! Nie! To Camero Cat. Unikany projekt muzyczny, przypominający w pewnym sensie musical. Choć z tą różnicą, że w przypadku musicalu mamy jeszcze wizję, tutaj wszystko dzieje się w naszych głowach. Muzyka Kota Camero, w momencie gdy trafia do naszego umysłu, zaczyna budować przeróżne obrazy. Ten barwny projekt muzyczny swoją działalność rozpoczął w Krakowie. W 2009 roku, trójka artystów: Julia Renczyńska, Ksawery Renczyński i Jakub “Jim” Dobrowolski, nagrała pierwszy studyjny album, „Cats & Clocks”. Na początku swej działalności zespół koncertował razem z Czesławem Mozilem, który oprócz gry na akordeonie, także promował  młodych muzyków. Do tria dołączyli później: Mateusz Kolankowski (wiolonczela), Alicja Margolin (klawisze) i Marcin Knapik (perkusja). Przez co zespół wzmocnił się instrumentalnie, tworząc muzykę, która dziś nas porywa.  Camero Cat’a nie da się zaszufladkować, oni istnieją jakby w innym wymiarze i tylko poprzez muzykę łączą się z naszym światem. Słuchając kolejnych utworów mamy wrażenie jakbyśmy byli na jakimś niezłym przedstawieniu. Dramaturgia muzyczna sięga bowiem tutaj aż po punkt krytyczny.

„Mad Tea Party” to płyta która już nazwą sugeruje nam co znajdziemy w środku. Uczucie mistyczności, łączy się tutaj czasem z szaleństwem, czasem z spokojem, a do tego wszystkiego popijamy sobie ciepłą herbatkę. Opisując uczucia jakie towarzyszą podczas słuchania MTP, można popaść w paranoję, ponieważ tak wiele, różnych od siebie doznań uświadczymy. Dla przykładu można podać dwa utwory takie jak „Bedtime Story” oraz „Schow Time”. Ten pierwszy zgodnie z swoją nazwą kojarzy się z spokojem, relaksem i ciepłem, a swoją rytmiką i „chórkowym” śpiewem zachęca nas wręcz do położenia się w łóżku. Natomiast „Schow Time” posiada wszystko to co powinno zawierać prawdziwe show. Mamy zarówno wokal damki i męski, gitarę akustyczną i elektryczną, zwolnienia i mocne uderzenia. Co ciekawe cała płyta podzielona jest na rozdziały, jak w prawdziwym dramacie. Dzięki temu teatralność jest wręcz namacalna, ponieważ utwory ułożone są w pewną opowieść. Jest to bardzo ciekawy zabieg, rzadko spotykany. Możemy powiedzieć, że jest to płyta koncepcyjna, ma pewne przesłanie, w tym przypadku pewną historię do opowiedzenia, a kawałki nie są rozstawione przypadkowo, bądź zgodnie z polityką wytwórni. Artyzm w czystej postaci.

Jeśli opisywałbym każdy utwór po kolei musiałbym tym samym opowiedzieć cała historię. Jednak nie chcę wam psuć całej zabawy, bowiem usłyszeć musicie o niej sami. Jedyne co można powiedzieć, bez żadnych konsekwencji, to co nieco o samej muzyce ogólnie. Mamy tutaj do czynienia z teatralnym rockiem, z elementami muzyki popularnej. Mamy wpadające w ucho proste melodie, refreny, dzięki którym, po wysłuchaniu materiału, będziemy nucić je sobie pod nosem. Są również elementy bardziej przypominające wirtuozerię, trudniejsze brzmienia, bardziej artystyczne. Mamy bardzo dużo efektów, widać, że muzycy wiedzieli czego chcieli przy tworzeniu kawałków, mieli ściśle określoną wizję. Płyta bogata jest również w instrumenty, również wokal jest bardzo zróżnicowany. Dzięki temu z pewnością nie będziemy się nudzić, oraz nie uświadczymy kopiowania utworów, ponieważ każdy utwór jest inny.

Camero Cat to połączenie muzyki popularnej z tajemniczością muzyki klasycznej. Takich projektów brakuje nie tylko w naszym kraju, ale na całym świecie. Polecam każdemu, kto ma artystyczną duszę, kto potrzebuje zatracić się w muzyce i wyobraźni, i w końcu kto chce doznać prawdziwych muzycznych wrażeń.

Przemysław Spadło

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›