Buldog – „Chrystus Miasta”

4 maja 2010 08:39

buldog_chm„Chrystus Miasta”- Buldog / 2010

Buldog bogatszy o nowego wokalistę i zespołowe doświadczenie koncertowe, wydał nowy album, który w naturalny sposób łączy siłę poetyckiego słowa z punkowym żywiołem.

Od kiedy wiadomo było, że Kazik Staszewski nie zrealizuje wspólnie z Buldogiem, żadnej nowej płyty, do głowy nasuwało się pytanie – czy zespół z zdoła znaleźć wokalistę, który będzie w stanie godnie go zastąpić? Nie da się ukryć, że początkowe zainteresowanie zespołem, było wywołane głównie ze względu na osobę Staszewskiego – dopiero później dostrzeżono potencjał, który tkwi w muzyce zebranej na debiutanckiej płycie grupy. 11 tysięcy sprzedanych egzemplarzy, to biorąc pod uwagę oszczędną promocję, wynik bardzo dobry. Nie da się ukryć, że wybór nowego wokalisty był dla wielu fanów sporym zaskoczeniem.

Tomasz Kłaptocz, znany dotąd jako wokalista zespołu Akurat, z pewnością nie należy do grona najbardziej rozchwytywanych wokalistów w kraju. Niemniej jednak, tworząc muzykę w górskich okolicach Cieszyna, wyrósł na charakterystycznego wokalistę, który równocześnie świetnie radzi sobie z pisaniem tekstów. Tym bardziej szkoda było jego talentu, gdy w niejasnych okolicznościach opuścił Akurat i zrezygnował z aktywnego muzykowania. Wybór dowodzącego Buldogiem Piora Wieteski z pewnością nie był przypadkowy. Generalnie ciężko wyobrazić sobie lepszego wokalistę, który z jednej strony miałby w sobie tyle charyzmy i doświadczenia, a z drugiej nie był tak obciążony skojarzeniami z innymi projektami.

Pierwszym zaskoczeniem, związanym z płytą „Chrystus Miasta”, są bez wątpienia teksty. Tomasz Kłaptocz ujawnia swoje tekściarskie zdolności tylko w jednym utworze – „To nie jest moja ziemia”. Reszta płyty należy do czołowych krajowych poetów – Staffa, Tuwima oraz Barańczaka. Zespół umiejętnie wykorzystał potencjał tych tekstów, pokazując z jednej strony ich aktualność (niektóre powstały na początku ubiegłego wieku), a z drugiej pewną generacyjną ciągłość (rozpoczynając od Staffa, na Kłaptoczu kończąc, każdy z osobna należy do innego pokolenia, tworzył w innym czasie historycznym). Jednocześnie grupa sięgając po czyste słowo poetyckie, nie zrezygnowała z mocnego i charakterystycznego dla siebie brzmienia.

Muzycznie również dzieje się na płycie sporo. W przeciwieństwie do debiutu, na „Chrystusie Miasta” Buldog brzmi jak rasowy zespół. Podejrzewam, że największy w tym udział ma wspólne doświadczenie i zgranie, które przyszło wraz z kolejnymi koncertami. Otwierający płytę utwór tytułowy, a także idące za nim „Do Generałów” oraz „Nędza”, to mocne numery, w których ujawnia się siła całego zespołu. Momentami zdarzają się tutaj również elementy psychodeliczne, bliskie znanemu z debiutu utworowi „Śnij ten sen” – jak „Prośba” czy zamykający krążek „Deszcz jesienny”. Płyta płynie w dynamicznym rytmie, wspieranym ciekawie pobrzmiewającymi klawiszami – w „XI” oraz „O chorym synku”. Jeśli coś można zarzucić grupie, to głównie podobieństwo brzmieniowe do ostatnich dokonań Kultu. Gdyby nie zmiana wokalisty, to niektóre z utworów mogłyby równie dobrze znaleźć w repertuarze Kultu. Oczywiście tych podobieństw jest niewiele, jednak z pewnością fani Buldoga, którzy podejrzewam, że w większości znają dobrze twórczość macierzystej grupy Kazika, wychwycą je bez trudu.

Dzięki nowej płycie Buldoga poezja Staffa, Tuwima oraz Barańczaka wyszła ze sztywnych ram akademickich podręczników i udowodniła, że równie dobrze radzi sobie w punkowym żywiole. Do tego muzycy udowodnili, że głos Kazika nie był najważniejszym elementem zespołu.

 

Marcin Bieniek

 

 


Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›