„Gościu. Auto-bio-Grabaż”

22 listopada 2010 00:29
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Krzysztof Grabaż Grabowski może uznać rok 2010 za udany – najnowsza płyta Strachów na Lachy „Dodekafonia” pokryła się platyną, wspólnie z Pidżamą Porno przyczynił się do wyprzedania biletów na tegoroczny festiwal w Jarocinie, gdzie grupa dała pierwszy koncert od czasu zawieszenia działalności. Do tego wszystkiego należy dodać premierę autobiograficznej książki „Gościu. Auto-bio-Grabaż”, która stanowi podsumowanie dotychczasowej drogi artystycznej muzyka.

Z całą pewnością nie jest to zwykła autobiografia. Książka powstała z inicjatywy Krzysztofa Gajdy, badacza literatury, wybitnego znawcy twórczości Jacka Kaczmarskiego. Gajda współpracował z zespołem Strachy na Lachy przy okazji nagrywania krążka „Autor” zawierającą utwory Kaczmarskiego. Gdzieś pod koniec roku 2008 w głowie Gajdy (prywatnie niedalekiego sąsiada Grabaża) zrodził się pomysł, by stworzyć książkę biograficzną o założycielu Pidżamy Porno. Jak sam podaje we wstępie, rozmowy, które złożyły się na książkę były prowadzone do czerwca do grudnia 2009 roku. Efekt wieczorów spędzonych na rozmowach o tej dalszej i bliższej przeszłości jest zadziwiający. Książka ma charakter wywiadu-rzeki i jednak jest pod tym względem dosyć nietypowa. Gajda pojawia się w niej dosyć rzadko. Całość została oparta na monologu Grabaża, przerywanym od czasu pytaniami autora. Gajda uaktywnia się zwłaszcza wtedy, gdy przychodzi do omawiania poszczególnych płyt i utworów. Książka poza przybliżeniem okoliczności powstania kolejnych projektów w których Grabaż brał udział, szczegółowo traktuje o każdym z wydawnictw pod którym muzyk złożył swój podpis. Grabaż wydaje się być zaskoczony pytaniami dotyczącymi treści tekstów jego autorstwa. Dzięki temu rozmowa na temat nagrań nie ma charakteru wyłącznie wspomnieniowego, ale – co właściwe dla badacza literatury – autor próbuje wspólnie z twórcą omawianych piosenek zinterpretować ich treść na nowo. Pod tym względem jest to niezwykła pozycja, która z pewnością zaciekawi każdego fana tekściarskiego talentu Grabaża.

Na początku tego roku, w rozmowie z naszym portalem, Grabaż przyznał, że samemu nigdy nie rozważał napisania długiej autorskiej książki. Komentował to w ten sposób: „Wolę formy krótsze, w których mogę skondensować to, co mam do powiedzenia.” I rzeczywiście – biorąc do ręki „Gościu. Auto-bio-Grabaż” pierwsze co uderza czytelnika to bujny i kwiecisty język rozmówcy, odarty z jakichkolwiek ozdobników czy literackich zabiegów. Narracja przeplatana niezliczoną ilością postaci, anegdot i wątków rozbija się na kilka poziomów. Z jednej strony Grabaż zamienia się w gawędziarza z sentymentem wspominającego czasy studenckie i pierwsze koncerty na Jarocinie Rąk do Góry i trasy Pidżamy Porno, z kolei gdzie indziej surowo mierzy w dawny i obecny system, nie przebierając w słowach. Nie da się ukryć, że w tym przypadku pomoc Krzysztofa Gajdy wydaje się być nieoceniona – autor z całej magmy słownej wypływającej z kwiecistego języka Grabaża, złożył jedną spójną opowieść.

„Gościu. Auto-bio-Grabaż” to z jednej strony prywatne spojrzenie w życie Grabowskiego, z drugiej subiektywna analiza ostatnich 30 lat sceny niezależnej oraz kronika środowiska alternatywnego tamtych czasów. Z jednej strony obserwujemy Grabaża na pierwszych edycjach festiwalu w Jarocinie, zmagającego się z brakiem sprzętu i wsparcia przy zakładaniu pierwszego zespołu. Z drugiej w możemy przyjrzeć się rodzącej się pod koniec lat 80 grupy Totart z Tymonem Tymańskim i Pawłem Konnakiem na czele. Gdzieś w tle przewijają się postacie Katarzyny Nosowskiej, Marcina Świetlickiego, Pawła Dunina-Wąsowicza i wielu innych osób, które w mniejszym lub większym stopniu wpłynęły na alternatywną kulturę przełomu lat 80. i 90. Grabaż z pasją opowiada o swoich muzycznych idolach – kilka razy jako wyznaje swój podziw dla tekściarskich zdolności Tomasza Lipińskiego, który w latach 80. swoimi piosenkami zdobywał krajową scenę z grupą Tilt.

Jak powszechnie wiadomo Grabaż słynie z tego, że zarówno w zawieszonej Pidżamie Porno jak i Strachach na Lachy jest (z drobnymi wyjątkami) autorem wszystkich piosenek, tekstów oraz menadżerem. W swojej autobiografii muzyk przedstawia w jaki sposób godzi ze sobą te role. Istotne wydają się być fragmenty w których zdradza swoją koncepcję na temat tworzenia tekstów i muzyki. Jak sam przyznaje: „Dla mnie (…) piosenka bez tekstu nie istnieje”. Grabaż podkreśla nierozłączną więź energii tradycyjnego rockowego kawałka z komunikatem który powinien nieść tekst. Jednocześnie dodaje: „Rozmawiamy w momencie kiedy dołek zapotrzebowania na muzykę z tekstem jest chyba największy”. Rzeczywiście – muzyków którzy stają dziś za mikrofonem i w interesujący sposób próbowaliby wykrzyczeć coś do mikrofonu w ojczystym języku można policzyć na palcach obu rąk. Znowu w innym momencie dodaje: „Słowa muszą być jak nuty – gdzieś w środku musi grać muzyka. Nie znam się na nutach, znam się na słowach.” Te oraz wiele innych podobnych stwierdzeń pozwala spojrzeć na Grabaża jako muzyka, który poświęca sporo pracy i wysiłku w komponowanie utworów i dopracowywanie tekstów. To niestety nie zawsze zostaje dostrzeżone w porę. Tak było w przypadku płyt „Bułgarskie Centrum Chujozy” oraz debiutanckiego albumu Strachów na Lachy – z perspektywy dnia dzisiejszego nikt nie kwestionuje ich wartości, jednak kiedy się ukazały wywołały mieszane uczucia.

Tutaj do głosu dochodzi kolejna istotna treść wypływająca z książki. Grabaż bez skrupułów porusza tematy trudne i niewygodne, które być może nie powinny znaleźć się w tej książce. Z jednej strony trzeba przyznać mu rację, gdy na przykładzie zespołów Ahimsa oraz Armia ukazuje hermetyczność sceny punkowej. Oba zespoły w imię własnego rozwoju nawiązały kontakt z komercyjnymi wytwórniami, co jednocześnie przekreślało je w oczach środowiska punkowego. Podobna historia dotknęła Pidżamę. Z drugiej strony Grabaż trochę niepotrzebnie odświeżył kłótnię z forum internetowego Pidżamy Porno dotyczącą rzekomego „zaprzedania się komercji” przez zespół. Sytuacja godna potępienia, jednak wylewanie żółci na kartach książki to niezbyt dobry sposób, by poradzić się z problemem „ortodoksyjnych fanów”.

Podsumowując „Gościu. Auto-bio-Grabaż” to książka, którą czyta się z uwagą do samego końca. Jej dynamiczny, żywy język zabiera czytelnika w podróż po muzycznej scenie ostatnich 30 lat. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów zespołu, ale każdego miłośnika polskiej muzyki. Na plus zasługują również archiwalne fotografie oraz tytuły rozdziałów zaczerpnięte z nazw poszczególnych piosenek Grabaża.

Marcin Bieniek

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Komentarze (0)

  1. rastapunk napisał(a):

    dzisiaj na urodziny od mamy dostałem już w połowie jestem postanowiłem przestać żeby zostawić sobie coś na potem, polecam wszystkim:)

  2. snapik napisał(a):

    hhe ja juz po;p kurcze mam mieszane uczucia co do tej ksiażki ;p niby wszysto ładnie pieknie ale spodziewałam sie chyba wiecej ;p nie wiem czego ale wiecej nie dostałam orgazmu czytajac ;p a miałam nadzieje że dostane ;p ale jest ok i warta kupna i poswiecenia czasu;p


Zobacz wszystkie wywiady ›