Tauron Nowa Muzyka 2010 – relacja z festiwalu

31 sierpnia 2010 16:49
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

tauron5Światowe gwiazdy sceny elektronicznej, tysiące uczestników oraz liczne wydarzenia towarzyszące – piąta jubileuszowa edycja Turon Nowa Muzyka, umocniła status imprezy na krajowej scenie festiwalowej. Nie przeszkodziły jej w tym niespodzianki pogodowe oraz drobne problemy organizacyjne.

Spoglądając wstecz na ubiegłe edycje festiwalu, nie trzeba być ekspertem, aby dostrzec systematyczny rozwój imprezy. Od ubiegłego roku festiwal zagościł na terenie byłej Kopalni Katowice (obecnie teren Muzeum Śląskiego). W tym postindustrialnym krajobrazie,

szkielety budynków nieczynnej kopalni, wkomponowane w bujnie rozrastającą się zieleń, stanowią idealną scenografię dla festiwalowych koncertów.

W tym roku organizatorzy zrezygnowali ze scen namiotowych – sceny ustawiono na otwartej przestrzeni. Na kilka dni przed festiwalem ta decyzja wywołała sporo zamieszania, wszystko z powodu zapowiadanych na festiwalowy weekend ulewnych deszczów. Ten krok był jednak konieczny – organizatorzy przewidywali, że na tegoroczną edycję zawita większa liczba festiwalowiczów niż w ubiegłym roku. Jak się okazało, deszcz, który przeszkadzał jedynie w piątek, nie odstraszył widzów i prognozy okazały się słuszne – tegoroczna edycja gościła kilka tysięcy uczestników.

Festiwal otwierał koncert Lou Rhodes, artystki znanej z formacji Lamb, która pojawiła się w katowickiej Akademii Muzycznej ze swoim solowym projektem. Delikatne akustyczne dźwięki, które na żywo prezentują się równie wybornie co na płycie, stanowiły idealny początek festiwalu.

Drugiego dnia festiwalu impreza przeniosła się na teren kopalni. W piątkowy wieczór, na głównej festiwalowej scenie, zaprezentowały się dwie gwiazdy festiwalu. Jaga Jazzist, która swoim koncertem w Katowicach zamykała trasę promującą wydany w tym roku krążek „One-Armed Bandit”, dała energetyczny i urozmaicony koncert, w którym post-rockowe brzmienia mieszały się z jazzowymi improwizacjami. Grający na perkusji Martin Horntveth o posturze norweskiego drwala, pełnił jednocześnie rolę frontmana, który utrzymywał świetny kontakt z publiką. Koncert Bonobo, który dla wielu był jednym z głównych punktów festiwalu, z pewnością spełnił wszystkie oczekiwania. Utwory zabrzmiały solidnie, momentami odchodziły od swoich precyzyjnie zaaranżowanych studyjnych wersji. Towarzyszący mu zespół oraz wokalistka Andrea Triana, którą można było na tegorocznej płycie muzyka „Black Sands”, dodały utworom Bonobo ożywczej energii.

To oczywiście nie wszystkie muzyczne zaskoczenia, które czekały w piątek na uczestników. Londyn – stolicę światowej muzyki reprezentowała DJ Mary Anne Hobbs, która wystąpiła na zakończenie imprezy, prezentując najświeższe propozycje ze świata muzyki klubowej. Porwała zmarznięty tłum do energetycznego tańca. Podobne pozytywne wrażenie pozostawili po sobie King Midas Sound oraz Pantha Du Prince, którzy skutecznie testowali możliwości nagłośnienia na scenie klubowej. Midas porównywany do Trickiego, bez wątpienia nie jest, aż tak charyzmatycznym wokalistą, niemniej koncert jego zespołu należał do najbardziej klimatycznych występów festiwalu. Z kolei delikatne utwory Pantha Du Prince’a zostały trochę przygniecione podkręconymi basami, przez co utraciły nieco na wyrazistości, ale z drugiej strony wypadły bardziej dynamicznie.

Tauron Nowa Muzyka to również polskie projekty. Nieszczęśliwie w roli grupy, która otwierała festiwal wystąpił Polish Brass Ensamble, nowy projekt Tymona Tymańskiego, w którym biorą udział znakomici muzycy polskiej sceny jazzowej. Pomimo świetnego koncertu, przed sceną zgromadziła się zaledwie garstka fanów, większość uczestników dopiero co schodziła się na festiwal. Największym zaskoczeniem festiwalu jeśli chodzi o polskie projekty, okazała się fuzja zespołów Dick4Dick oraz Loco Star, którzy dali energetyczny i porywający show. Wprawdzie kilkuosobowy skład, z dwoma perkusjami i podwójnym zestawem klawiszowym, musiał zmieścić się na niewielkiej scenie Red Bull Tour Busa, to jednak muzycy poradzili sobie świetne z ograniczoną przestrzenią. Zupełnie nieświadomy nowego oblicza D4D, byłem oczarowany tym co działo się na scenie. Czekam na wspólną płytę!

Trzeci dzień festiwalu, w trakcie którego w końcu wyszło słońce, zdecydowanie zdominował koncert grupy Moderat. Zanim to jednak nastąpiło na festiwalowych scenach pojawiło się kilku innych, równie dobrych artystów. Z niewiadomych powodów teren festiwalu otwarto z godzinnym opóźnieniem, na czym ucierpiały pierwsze koncerty. Każdy, kto planował zobaczyć koncerty Pink Freud oraz Niwea, musiał niestety wybierać. Postawiłem na Pink Freud, którzy w znakomity sposób otwarli główną festiwalową scenę. Jak się okazało, nawet grając jako pierwszy zespół o godzinie 17 dla kilkuset osób, można stworzyć atmosferę, która towarzyszyła koncertom gwiazd zamykającym festiwal. Grupa pod dowództwem Wojciecha Mazolewskiego, rozpoczęła dosyć zaskakująco od coveru formacji Autechre, która wystąpiła na festiwalu dzień wcześniej. Muzycy z utworu na utwór rozkręcali się coraz bardziej, dzięki czemu przedłużyli swój koncert o dobre kilkanaście minut (chyba skorzystali z faktu, że nikt nie kontroluje im czasu) wykonując na koniec „Come As You Are” Nirwany oraz jeszcze jeden numer Autechre.

To jednak nie jedyne oblicze polskiej sceny muzycznej, z której powinniśmy być dumni. Zaraz po Pink Freud na scenie zamontowali się Kamp!, trio, które w swojej muzyce łączy delikatne synt-popowe aranżacje z taneczną energią. Muzycy dobrze znani większości uczestników festiwalu z kilku krążących po sieci EPek, zaprezentowali materiał ze swojej debiutanckiej płyty, która powinna ukazać się w najbliższym czasie. Koncert Kamp! potwierdził fakt, że grupa stanowi jeden z naszych najciekawszych muzycznych towarów eksportowych.

Dynamiczny set Bibio oraz taneczny show zespołu Dub Mafia, okazały się zaledwie przerywnikiem przed występem Nosaj Thing. Artysta korzystając z mocy laptopa oraz dopasowanych do muzyki wizualizacji, zaprezentował godzinny porywający show. Aż strach było pomyśleć, co w trakcie wykonywania kolejnych kompozycji działo się w głowie muzyka. Swój set oparł na materiale z wydanego w ubiegły roku krążka „Drift”. Niespodzianką okazał się remix utworu The XX „Islands”, który zabrzmiał pod koniec koncertu. Występujący po nim na głównej scenie Prefuse 73, wypadł niestety średnio. Muzyk pojawił się w towarzystwie perkusisty. Jego utworom zabrakło jednak pewnej nici przewodniej, odrobiny wyobraźni, która dodałaby im wyrazistości. Występ ten można było potraktować jako rozgrzewkę do wydarzenia, które organizatorzy zaplanowali na zakończenie festiwalu, ale o tym za chwilę.

Sobotni koncert Moderat, był trzecim koncertem, które trio zagrało w Polsce w przeciągu zaledwie roku. Pomimo tego, muzycy zgromadzili przed sceną liczne grono słuchaczy. Ich występ, w trakcie którego poza materiałem z debiutu nie zabrakło kilku muzycznych niespodzianek, był najdłuższym występem festiwalu. Znakomite wizualizacje, perfekcyjne wykonania utworów oraz światowa premiera nowej kompozycji – to wszystko wpłynęło na wyjątkowość tego koncertu. Było widać, że muzycy czuli się świetnie na scenie, ale chyba nikt nie przypuszczał, że dzień później przyznają na swoim profilu twitter, że był to jeden z ich najlepszych koncertów. Na zakończenie trzeciego dnia wystąpił Gasslamp Killer, który zagrał porywający DJ’ski set.

I tutaj przyszło się nam pożegnać z zabytkowym terenem Kopalni Katowice. Ostatni dzień festiwalu odbył się w klimatycznej galerii urządzonej w zabytkowym Szybie Wilson. Finał, podobnie, jak otwarcie festiwalu, odbył się w towarzystwie delikatnych i wysublimowanych dźwięków, które stanowiły miłą odskocznię od elektronicznego szaleństwa środkowych dni festiwalu. Pochodząca z Tychów orkiestra AUKSO wystąpiła w towarzystwie Prefuse 73. Muzyk pozostając w tle, ubarwiał elektronicznymi wstawkami klasyczne kompozycje odogrywane przez orkiestrę. Pomysł z połączeniem dwóch odmiennych muzycznych światów sprawdził się znakomicie. Był to bez wątpienia najbardziej oklaskiwany koncert festiwalu.

Festiwal Tauron Nowa Muzyka, to impreza dla której próżno szukać odpowiednika w kraju, a kto wie czy i nie na świecie. Kameralna atmosfera oraz urozmaicony line-up, powodują, że festiwal dostarcza wielu muzycznych przeżyć. Po powrocie do domu pozostaje zagłębić się w festiwalowe odkrycia oraz wypatrywać koncertów, którymi organizatorzy urozmaicą czas wyczekiwania na kolejną edycję.

 

Marcin Bieniek

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›