Silos Falami Fest – Katowice

20 grudnia 2010 18:45
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

Silos Falami Fest – Katowice 11.12.2010

fot: Łukasz Folda

Silos Falami Fest – dzień pierwszy: St. James Hotel, Muariolanza. Kinoteatr Rialto, Katowice. 11-12-2010.

W drugi weekend grudnia w Katowicach odbył się Silos Falami Fest – festiwal łączący sztuki fotograficzne i graficzne ze sztuką muzyczną. Część dizajnerska festiwalu miała miejsce w Rondzie Sztuki w niedzielę, sobotni wieczór był przeglądem muzyki debiutającego w ramach nowopowstalego wydawnictwa Marcina Babko – Falami: St.James Hotel oraz znanej już chyba nie tylko na Górnym Śląsku ambient-jazzowej, jak sami muzycy definują swoją twórczość, Muariolanzy.

Koncert rockowego kwartetu zdominowały zaaranżowane na gitarę akustyczną, elektryczną, basową i perkusję, zabarwione duchem mainstreamowej amerykańskiej muzyki piosenki, w których piętno odcisnęła tradycja bluesowa, country, jak i rockowe dinozaury w rodzaju Bruce’a Springsteena. Muzycznie St. James Hotel nie zaskakuje praktycznie żadnym nowym rozwiązaniem,  jednak nowatorstwo nie jest raczej priorytetem katowickiego zespołu. Czyż jednak przewidywalność i piosenki, które dobrze znamy nie są tym, czego oczekuje masowa publiczność? Potwierdzili to świetnie bawiący się w Rialto słuchacze, co pozwala wróżyć kwartetowi świetlaną przyszłość, wbrew wydumanym sądom wymądrzających się krytyków muzycznych. Poza tym – nie każdy zespół musi tworzyć nowe nurty czy być wybitnie oryginalny, części osób wystarczy przyjemny, melodyjny, wzorowany na uznanych countrowo-bluesowych patternach rock. Gdyby w twórczości zespołu było więcej nagrań takich jak ‘Życie na borg’, gdzie śpiewany górnośląską gwarą tekst świetnie koresponduje z bluesową materią muzyczną, całość brzmiała by znacznie ciekawiej (choć mistrzem współczesnego śląskiego bluesa i tak pozostaje Marek Makaron Trio).

Muariolanza pokazała już w połowie roku, że jest w formie. Ich prezentujący przekrojowy materiał koncert na festiwalu Opener był, obok występu otwockiej Oranżady, jednym z największych zaskoczeń dla ogólnopolskiej, a raczej – biorąc pod uwagę uczestników – ogólnoeuropejskiej publiczności zgromadzonej w namiocie Alter Space. Koncert katowicki był premierową prezentacją live nowej, inspirowanej Afryką płyty ‘Muafrika’. Zasadnicze elementy twórczości Muariolanzy są zachowane: Pierre gra na perkusji i laptopie, Sylwester Walczak na basie, główny kompozytor Mariusz Orzełowski na gitarach, a Marcin Babko na kamerze pogłosowej, przeszkadzajkach, rapuje, melorecytuje i śpiewa. Sekcja nadal stanowi silną podstawę dla solowych wybiegów gitarzysty (w składzie koncertowym zabrakło trębacza Dominika Mietły), frontman nadal tworzy nastroje pogłosami i wprowadza w materię muzyczną Muariolanzy swoje literackie próby uchwycenia jawy i snu oraz przestrzeni pomiędzy nimi. Różnica polega na tym, że tym razem sample były nagrywane w przeróznych zakątkach Afryki, stąd taki, a nie inny tytuł płyty.
Nadal mamy do czynienia z tą samą, taneczno-rozrywkowo-improwizującą Muariolanzą, która nie jest ograniczona gatunkami, ani konwenansami. Marcin Babko zainspirowany sukcesem na Openerze wychodzi do publiczności z coraz większą śmiałością, co nie zawsze dobrze robi muzyce Muariolanzy. Z jednej strony jednoznaczne zachęcenie do tańca i interakcji owocuje ciekawszym koncertem i wymianą energii pomiędzy zespołem, a publicznością, z drugiej – zbytnie przegięcie powoduje, że show i bycie cool (w pejoratywnym znaczeniu) na scenie staje się ważniejsze, niż muzyka, a chyba nie o to chodzi Muariolanzie? Potwierdził to ostatni, jak zawsze magiczny, zagrany na bis Majahfisgiereggea, gdzie zapowiedzi były ograniczone do minimum, a Babko wprowadził w nowy nastrój, grając na “zabawkowym” mini-klarnecie.

Babko sprawdził się jako instrumentalista, m. in. na płycie ‘Hajle Silesia’ Pogodno, gdzie w utworze ‘Spierdalacz’ zagrał niesamowitą solówkę na harmonijce ustnej, mieszkańcy Mysłowic znają też jego działania z lat 90. gdy udzielał się w kilku undergroundowych grupach miasta Myslovitz i Negatywu, w tamtym czasie funkcjonowała również Młajli, czyli grupa-matka Muariolanzy z Mariuszem Orzełowskim i Marcinem Babko w składzie. Dlaczego znany również jako dziennikarz muzyk nie wraca do harmonijki ustnej choćby na koncertach? Kolejny instrument melodyczny wniósłby do tej muzyki znacznie więcej wartości, niż kolejne zachęcanie do krzyczenia: “Muario!” “Lanza!”, ale, zdaje się, taka jest decyzja artystów. Nie jest to zła decyzja, muzyka zespołu zasługuje na oklaski, ciepłe przyjęcie, jednak warto wyważyć proporcje pomiędzy zachęcaniem, a zniechęcaniem.
Muariolanza nigdy nie grała zresztą jazzu w jego poważnej odmianie (jak projekty Mikołaja Trzaski, Petera Brötzmanna, braci Oleś, czy Adama Pierończyka), dźwięki grupy były niemal od samych początków taneczną, improwizowaną muzyką rozrywkową, która znajdowała chwile na moment zadumy w spokojniejszych, ambientowych fragmentach, które brzmieniowo raczej mają swoje korzenie w muzyce rozrywkowej (Orb, Biosphere), niż współczesnej, poważnej (John Cage. Brian Eno).

Indywidualne wybiegi przed szereg frontmana Muariolanzy z czasem stają się akceptowalną przez niemal wszystkich słuchaczy normą koncertów grupy, sytuacją, która jest nieodzwodna dla występów kwintetu. Na płytach Babko raczy nas oniryczną poezją, ciekawymi beatami stworzonymi m.in. z kroków po zamarzniętym śniegu (Dźwięki boru), czy grą zabawkowych mini-instrumentach, kamerze pogłosowej, etnicznych przeszadzajkach, syntezatorach i samplerach, co, obok niezwykłych kompozycji Orzełowskiego i twórczej gry sekcji rytmicznej i trębacza, decyduje o wyjątkowości muzyki sosnowiecko-katowickiego zespołu.

Więcej informacji nt. zespołów, wydawnictwa Falami i dizajnerskiej części festiwalu pod adresami:

http://stjameshotel.pl/
http://muariolanza.pl/
http://www.falami.pl/
http://www.silossztuki.pl/

 

Łukasz Folda, grudzień 2010

 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›