Jazzpospolita

3 June 2010 15:57
Want create site? Find Free WordPress Themes and plugins.

20

Jazzpospolita, 26.04.2010r, Rondo Sztuki, Katowice

 

 

Jazz, jazzu, jazzowi, jazzem, jazzie! – relacja z kwietniowego koncertu warszawskiego kwartetu Jazzpospolita w Rondzie Sztuki w Katowicach.

 

Kwartet Jazzpospolita w rok po zawiązaniu grupy spotkała straszna rzecz – recenzenci z Warszawy i słuchacze publikujący swoje opinie na blogach piszą o objawieniu, zespole zjawiskowym, niesamowitym, kreatywnym, wspaniałym. Nie padła ani jedna krytyczna, ba, ani jedna chłodna, wyważona opinia. Zespół pewnie cieszy się, że jest chwalony, doceniany, szkoda tylko, że nikt nie pokusił się o porównanie muzyki zespołu do innych polskich zespołów jazzowych – i nie mam tu na myśli setek poprawnie grających kwartetów, duetów i sekstetów wypluwanych co roku przez uczelnie muzyczne. Istnieje przecież prężna, tworząca nowe brzmienia w jazzie scena, do której należą m. in. Sing Sing Penelope, Pink Freud, Ecstasy Project, Freeyo, 100nka, Contemporary Noise Sextet, Tymański Yass Ensemble, Maciej Obara Special Quartet czy liczne projekty Mikołaja Trzaski i braci Oleś. Nie są to w żadnym razie zespołu odtwórcze, grające do przysłowiowego kotleta czy na przysłowiowym statku, a wpływowi gracze na scenie europejskiej muzyki improwizowanej. Nie są to w żadnej mierze grupy grające ograniczony Polish Jazz, przeciwko któremu w latach 90. minionego wieku buntowali się yassowcy. W tym kontekście Jazzpospolita nie jest żadnym objawieniem, nowym zjawiskiem na jazzowej mapie Polski. Chciecie objawienia? – posłuchajcie Portico Quartet, brytyjskiego kwartetu złozonego z równie młodych muzyków, a reprezentujacych klasę, do której warszawskiej grupie jeszcze daleko.

Być może nad konurbacją górnośląską, gdzie pod nosem mamy takie zespoły jak wspomniana 100nka, Pasimito, Pulsarus, skąd pochodzą bracia Oleś, gdzie od wielu lat odbywają festiwale prezentujące czołówkę światowej sceny muzyki improwizowanej: zabrzański JAZ Festiwal, katowickie Jazz i okolice oraz bardzo tradycyjny Śląski Festiwal Jazzowy, gdzie co najmniej trzy kluby zajmują się tego rodzaju muzyką (katowicka Hipnoza, bytomski Jazz Club Fantom i gliwicki Śląski Jazz Club), gdzie z powodu bliskości Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej katowickiej Akademii Muzycznej jesteśmy wyczuleni na zachowawczość w muzyce, unosi się inne powietrze (już nie tak zanieczyszczone jak kiedyś), inny duch, inne są oczekiwania publiczności – w tym dziennikarzy muzycznych. Być może stąd zdziwienie Jazzpospilitej, gdy zapytałem: czy grają jazz klasyczny, tradycyjny? W kontekście nagrań Sing Sing Penelope, 100nki, Łoskotu czy Pulsarusa schemat temat-improwizacja-temat, improwizacja-temat-improwizacja i ich wariacje naprawdę nie są niczym odkrywczym.

 

Być może to w ogóle nie jest jazz? Jak słusznie zauważyła Laura, której zdjęcia możecie oglądać powyżej: “Brzmi jak post-rock bez wokali” – coś w tym jest. Lepiej grać jazz pospolity czy niepospolity post-rock? Być może tylko instrumentarium sugeruje odbiorcy, że muzyka, która słyszy jest jazzem, choć z drugiej strony niewątpliwie mamy do czynienia ze wspomnianym schematem tematów i improwizacji. Jeśli jednak przyjmiemy, że to zespół rockowy, który kształci się w improwizacji i łączy gatunki – percepcja tej muzyki się zmienia. Dla słuchacza “indyjskiego rocka” pójście na koncert jazzowy lub koncert zespołu, który gra muzykę podobną do jazzu, może być nobilitacją, przenosi go na kolejny stopień wtajemniczenia, pozwala poznać nowy sposób grania muzyki, komponowania muzyki w czasie rzeczywistym. Być może stąd te zachwyty.

 

Wojtek Oleksiak mówi w wywiadze, że niezwykle ważne dla zespołu są melodie, a dzięki inspiracji live-actowym odłamem muzyki elektronicznej wprowadza do muzyki grupy więcej energii. W tym kontekście ich muzyka nie jest jazzem, jest muzyka, która dopiero się tworzy, szuka swojego języka, próbuje wyrobić sobie swoja markę. Nie jest to muzyka improwizowana, choć zawiera jej elementy. Nie odmawiam Jazzpospolitej umiejętności, oryginalności, pomysłów kompozycyjnych, interesujących utworów. Dziwi mnie przesadny zachwyt środowiska zajmującego się muzyką.

 

“Miejski jazz” – stwierdziła cytowana już wcześniej w tekście o Pogodno znajoma i trafiła w sedno. Jest to muzyka środka, nie ma tutaj rewelacji na miarę oryginalnego, osobistego języka Sing Sing Penelope, rewolucji aranżacyjno-produkcyjnych jak na Sun Łoskotu czy improwizowanego w 100% lotu – co miało miejsce na koncertach 100nki. Wychodząc od dubu, ambientu, muzyki rockowej Jazzpospolita buduje kompozycje oparte w duzej mierze o improwizowację. Michał Przerwa-Tetmajer i Stefan Nowakowski grają w sposób introwertyczny, poszukują dźwięków, które najlepiej wyrażą to, co chca powiedzieć. Smooth-jazzowa w brzmieniu, cierpliwa w poszukiwaniu gitara buduje tło, które nie zawsze porywa, choć zdarza się jej trafiać w sedno – jak w końcówce koncertu, gdy jazzowe solówki ustapiły miejsca grze rytmicznej – od razu zrobiło się ciekawiej. Kontrabas na przemian z gitarą basową budują podstawę, budulec, na którym opiera się większość kompozycji grupy, choć w jednym z numerów Nowakowski zagrał solo i udowodnił, że potrafi samodzielnie poprowadzić kompozycję i skupić uwagę publiczności. Oleksiak rzeczywiście “gęsto szyje”, jego rytmy wywodzą się z muzyki elektronicznej, rockowej, drum’n’bassowej, faktura brzmieniowa perkusji jest intensywna, choć – o czym pisałem we wstępie do wywiadu – tego typu zabiegi stosował już Robotobibok (nawiasem mówiąc – również nie pasujący do szufladki z napisem “jazz”). Najbardziej interesująco prezentuje się Michał Załęski, którego solówki, improwizacje, ekspresyjna i emocjonalna gra wprawiała w zachwyt samych muzyków, co szczególnie było widoczne w ostatnim utworze: Czuję się jak w Oslo, który mnie osobiście przypomniał o Esbjorn Svensson Trio (tytuł wskazuje, że inspiracja jazzem skandynawskim jest świadoma).

 

Jazzpospolita zaprezentowała materiał z wydanej w zeszłym roku EPki, dodatkowo kończąc koncert świeżymi kompozycjami: Sport, Towar z Tarnowa i wspomnianym Czuję się jak w Oslo. Istnieje ryzyko, że Jazzpospolita, jeśli osiądzie na laurach (po pobłazliwych recenzjach dojdzie do wniosku, że nie musi już pracować nad swoją twórczością), będzie grała muzykę skrojoną pod gusta mieszczańskich grubasów audiofilów – jak to sprytnie ujął Rafał Księżyk w jednej z recenzji. Jeśli końcówka koncertu jest zapowiedzią nowego kierunku w muzyce grupy, obawa ta jest bezpodstawna. Przed Jazzpospolita dylemat: grać muzykę środka dla poklepującej po plecach publiczności i dziennikarzy, czy zaryzykować i stworzyć nowe brzmienia, narażając się na utratę części audytorium? Być może to tylko dylemat wytworzony w głowie recenzenta koncertu, bo, jak słusznie zauważyli muzycy, najważniejsze, żeby oni sami czuli świeżość swojej muzyki, słuchaczom może się ona kojarzyć z wieloma innymi zespołami, ale dla samego kwartetu te uwagi nie mają lub nie powinny mieć żadnego znaczenia.

 

 

 

tekst: Łukasz Folda

fotografie: Laura Mesjasz & Łukasz Folda

kwiecień 2010, Katowice

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Did you find apk for android? You can find new Free Android Games and apps.

Dodaj swój komentarz


E-mail (wymagany, nie publikowany)

Zobacz wszystkie wywiady ›